Opozycja: to populizm. Koalicjant: nie zdążymy

Komentarze do propozycji premiera nt. zmian w Konstytucji RP
Komentarze do propozycji premiera nt. zmian w Konstytucji RP
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Donald Tusk chce osłabić pozycję prezydenta, bo nie wierzy w swoje zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach prezydenckich - tak propozycję zmian w konstytucji ocenia PiS. SLD mówi o populizmie, a koalicjant (PSL) zarzuca premierowi tabloidyzację. Małe szanse na zmiany widzi też PO.

Zgodnie z propozycją premiera, pełną odpowiedzialność za władzę wykonawczą w państwie ponosiłby "gabinet, wspierany przez większość parlamentarną". Już w kolejnych wyborach prezydent miałby być wybierany przez Zgromadzenie Narodowe, nie powinien też mieć prawa weta.

Premier chciałby również zmniejszenia wielkości obu izb - Sejmu i Senatu. Opowiada się też za wyborem senatorów w okręgach jednomandatowych, a posłów - według ordynacji mieszanej.

PiS: konstytucja pod dyktando sytuacji politycznej

Rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak, oceniając propozycje zmian w konstytucji, powiedział, że Donald Tusk usiłuje osłabić pozycję prezydenta, gdyż najwyraźniej nie wierzy w swoje zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

Według niego propozycja, by prezydenta wybierało Zgromadzenie Narodowe, to "krok w tył". - To odebranie społeczeństwu przywileju, jakim jest wybieranie prezydenta w bezpośrednich wyborach. Jeśli prezydenta wybierają obywatele, to mamy bardziej rozwiniętą demokrację - podkreślił Błaszczak.

Mamy dwa lata rządów i to bardzo nieudanych rządów. Fatalny jest stan finansów publicznych, bardzo zła jest sytuacja w służbie zdrowia. Zmiany w konstytucji to taka ucieczka do przodu. Mariusz Błaszczak, PiS

Jego zdaniem, nie należy zmieniać konstytucji w roku wyborczym, ponieważ zawsze w takich okolicznościach ustawa zasadnicza pisana jest pod dyktando aktualnej sytuacji politycznej. - Niedobrze, gdy taka propozycja pada na rok przed wyborami i to z ust kandydata na prezydenta - ocenił.

Błaszczak, pytany, czy realne jest przeprowadzenie takich zmian zgodnie z zaproponowanym przez premiera kalendarzem - to znaczy początek prac w styczniu przyszłego roku, koniec latem - podkreślił, że wszystko jest możliwe, jeśli PO ma w tym interes polityczny, co pokazało tempo prac nad ustawą hazardową. Zwrócił jednak uwagę, że Platforma nie ma w Sejmie większości niezbędnej do uchwalenia zmian w konstytucji.

Zdaniem Błaszczaka propozycje premiera są próbą odwrócenia uwagi od aktualnych problemów.

SLD: konstytucja dobra, ale wymaga przeglądu

Natomiast wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński w rozmowie z TVN24 zwrócił uwagę na tendencję Platformy, która chciałaby teraz wszystko uchwalać "szybko i bez poprawek, w trzech czytaniach – hazard, zmianę ustroju państwa". - Ale premier zapomniał, że zmiana ustroju, zgodnie z obecną konstytucją, wymaga referendum - zauważył.

Przypomniał też, wcześniej konsekwentnie odrzucano propozycje SLD dotyczące przeprowadzenia debaty na temat zmiany konstytucji oraz rozmowy z ekspertami. - Bo polska konstytucja jest dobra, ale wymaga przeglądu - ocenił. - Wymaga dyskusji z udziałem byłych prezydentów, premierów, marszałków, sędziów Trybunału Konstytucyjnego, konstytucjonalistów i obecnych polityków - dodał.

Natomiast zmniejszenie parlamentu - zdaniem Szmajdzińskiego - to jest propozycja populistyczna, a jednocześnie "osłona dla zasadniczych ustrojowych zmian".

Podkreślił, że zmiana konstytucji i zasadniczego charakteru władzy ustawodawczej to bardzo poważna sprawa. - Konstytucja wymaga powagi i odpowiedzialności, a tego Donaldowi Tuskowi dzisiaj zabrakło - ocenił wicemarszałek.

PSL: Nie zdążymy

Tymczasem w ocenie koalicjanta, zmiany w konstytucji są niemożliwe do przeprowadzenia w tak krótkim czasie. Zdaniem Janusza Piechocińskiego (PSL), premier rozpoczął kampanię prezydencko-parlamentarną, "w której proponuje wszystko gdzie można, na potrzeby sondaży opinii publicznych".

Dla mnie jest to kolejne - do tego się już przyzwyczaiłem - rzucanie co trzy dni wielkich pomysłów, które wypalają się po dwóch tygodniach. Na etapie rozpoczęcia wielkiej, medialnej kampanii roku 2010-2011 premier przebija wszystkich i wszystko. Janusz Piechociński, PSL

Poseł pytany czy PSL będzie skłonne poprzeć zmiany w konstytucji, odparł, że nie wie. Jak mówił, na razie są one zarysowane w oderwaniu od całości ustrojowej państwa. - Czekamy na konkrety premiera, żeby wskazał z jakimi siłami politycznymi chce realizować rozstrzelone postulaty - powiedział poseł.

Piechociński uważa, że za słowami premiera nie pójdą żadne kroki. - To jest klasyczne rzucenie opinii publicznej nowych, oczekiwanych tematów, w których zyskuje sam Donald Tusk oraz PO, w oderwaniu od realnych problemów kraju - mówił.

Poseł zaznaczył, że premier, mówiąc o zmniejszeniu liczby posłów i senatorów, wpisał się w akcję prowadzoną przez tabloidy. - Widać jest bardzo przywiązany do bliskiej łączności z mediami tabloidalnymi - ocenił.

PO: te zmiany uzdrowią ustrój w Polsce

Zmiany są rewolucyjne, ale są zgłaszane w takim momencie, w którym jest możliwe ich przeprowadzenie. Będą rozmowy i konsultacje polityczne, zobaczymy jakie będą ich efekty. Na chwilę obecną nie wiem, nie jestem wróżką. Rafał Grupiński, PO

Koncepcji Donalda Tuska broni jego partia. Wiceszef klubu PO, były minister w kancelarii premiera, Rafał Grupiński uważa, że propozycje zmian w konstytucji uzdrowią ustrój polityczny w Polsce. Przyznał jednak, że może być ciężko ze znalezieniem poparcia dla tych zmian - "przy obecnej koalicji PiS i SLD".

Pytany, czy zmiany w konstytucji mają szansę wejść w życie - przy krytycznym stanowisku prezydenta i opozycji - Grupiński przyznał, że szanse są małe, ale - jak zaznaczył - trzeba próbować. - Jeden z punktów powinien poprzeć PiS - oni też chcieli zmniejszenia liczy posłów. Mam nadzieję, że uda się z nimi porozmawiać - zaznaczył polityk Platformy.

Źródło: TVN24, PAP

Czytaj także: