Faktycznie, kładka powstała w 2013 roku, ale ostatnio wzbudziła duże zainteresowanie. "Malownicza" plątanina schodów jest chętnie fotografowana i pojawia się między innymi na Instagramie. Można mówić o lokalnej atrakcji.
Przedstawiciele organizacji pomagających osobom niepełnosprawnym postanowili wykorzystać moment i pokazać absurd tej konstrukcji. A dokładnie - trudność wjazdu i zjazdu w formie serpentyny, po której może poruszać się tylko jedna osoba naraz.
Akcji przyglądał się reporter TVN24 Paweł Łukasik, a zespół testerów weryfikował, jak serpentyny sprawdzają się w przypadku starszych czy niepełnosprawnych.
"Samodzielnie to duże wyzwanie"
- Chcieliśmy sprawdzić, czy to rozwiązanie jest faktycznie użyteczne dla osób z niepełnosprawnościami - tłumaczy Jarosław Bogucki ze stowarzyszenia Przyjaciół Integracji. Pytany o efekty testów, odpowiedział, że pokonanie kładki jest trudne. - Pochylnia składa się z prawie 10 biegów (poziomów - red.). Nasz kolega, który porusza się na co dzień na wózku, już z asystą pokonuje trasę, bo samodzielnie byłoby to duże wyzwanie. Nie wspominając o rodzicach z dziećmi, czy też osobach starszych, które zamieszkują okolice. Mamy też panią prowadzącą rower - zwracał uwagę Bogucki.
Jedną z osób, która testowała w piątek kładkę był Łukasz Bednarski. - Nie wyobrażam sobie mieszkać po drugiej stronie kanału i codziennie jeździć po bułki tym podjazdem. Weźmy też pod uwagę zimę - można było spróbować to zrobić z jakiejś kratownicy, która by nie butwiała i byłaby trwała. Będzie leżał tutaj śnieg, zimą jest to nie do przejechania - ocenił.Jarosław Bogucki zaznaczył, że jego zdaniem zabrakło rozmów w sprawie inwestycji. - Zawsze rekomendujemy, żeby takie projekty konsultować z organizacjami pozarządowymi czy z osobami niepełnosprawnymi. Zawsze też zalecamy, żeby stosować podwójnie rozwiązanie, czyli w tym przypadku i pochylnię i windę. Kiedy coś dzieje się w windą, wtedy jest dodatkowe rozwiązanie - argumentował.
Bogucki nadmienił też, że winda zawsze jest dużym ułatwieniem dla osób słabszych. - Ułatwia pokonanie trasy osobom, które na przykład cierpią na czterokończynowe porażenie. Sprawdza się także w przypadku osób starszych, które po kładce w Nieporęcie muszą się wspinać - mówił.
"Zgodna z przepisami"
Kładka powstała w 2013 roku i już wtedy budziła zainteresowanie mieszkańców i turystów. To część szlaku wiodącego znad zalewu Zegrzyńskiego w stronę Warszawy.
Skontaktowaliśmy się z urzędem gminy Nieporęt. Od sekretarki usłyszeliśmy jedynie, że dla urzędników wracanie do tego tematu jest "śmieszne". Przekonywała, że konstrukcja istnieje już od sześciu lat i do pory nie była problemem dla mieszkańców. Dodała również, że jest zgodna z przepisami.
W 2016 roku wicewójt Nieporętu Alicja Sokołowska wyjaśniła w radiu RDC, że remont kładki konsultowano z mieszkańcami i właśnie wtedy - według niej - wybrano wariant z rampami. Dodała również, że koszt instalacji windy był porównywalny z kosztem rampy, za to wyższy byłby koszt eksploatacji.
mp/ran