We wtorkowe popołudnie straż pożarna otrzymała zgłoszenie od TOPR o zadymieniu w leśnym rejonie Włosienicy. Ponieważ dym zaobserwowano na trudno dostępnym górzystym terenie, do którego dojazd był niemal niemożliwy, zdecydowano się na opuszczenie dwóch strażaków ze śmigłowca. Przy użyciu piły elektrycznej przecięli palące się drzewo, a następnie ręcznymi narzędziami obkopali teren pogorzeliska i zalali go wodą. Dzięki temu ogień został skutecznie ugaszony.
- Metr po metrze zalewaliśmy pogorzelisko wodą, którą dostarczał dron TOPR z podwieszonym 30-litrowym zbiornikiem - powiedział brygadier Krzysztof Leja, rzecznik zakopiańskiej straży pożarnej.
Przyczyną pożaru mogło być uderzenie pioruna
Dokładna przyczyna pożaru nie została ustalona, jednak strażacy nie wykluczają, że mogło dojść do samozapłonu w wyniku uderzenia pioruna. - Zapalił się niewielki obszar. Paliła się ściółka leśna i wnętrze jednego drzewa. Przyczyna pożaru nie jest znana, ale jest to miejsce odległe od szlaku i trudno dostępne. W ostatniej dobie występowały tam wyładowania atmosferyczne, dlatego niewykluczone, że pożar mógł powstać w wyniku uderzenia pioruna - powiedział Leja.
Pożary na takiej wysokości to rzadkość
Jak podkreślił Leja, tego rodzaju pożary należą do rzadkości. - Na takich wysokościach w polskiej części Tatr wcześniej nie dochodziło do tego typu pożarów. Mamy tutaj wilgotne tereny leśne, ale gdyby ogień nie został szybko zauważony, mógłby się rozprzestrzenić. Szybka reakcja TOPR pozwoliła na sprawne podjęcie działań - zaznaczył rzecznik.
Pożary ściółki występowały natomiast wielokrotnie po słowackiej stronie Tatr. Południowe stoki są silniej nasłonecznione, przez co łatwiej dochodzi tam do przesuszenia roślinności. Kilka dni temu ogień pojawił się w rejonie Popradzkiego Stawu, gdzie spłonęło około 1,2 hektara lasu. W działaniach gaśniczych wykorzystywano wówczas między innymi śmigłowiec Black Hawk.