Tragedia Aleppo

19 sierpnia 2016
Aleppo

Walki o kontrolę nad Aleppo, drugim co do wielkości miastem w Syrii i niegdyś głównym centrum przemysłu i handlu w tym kraju, dobiegają końca. Od połowy listopada wojska prezydenta Baszara el-Asada wspierane przez Rosję i Iran opanowały niemal całe miasto. Rebelianci bronią się już tylko w kilku punktach, a dziesiątki tysięcy cywilów uciekają na tereny kontrolowane przez reżim w Damaszku. Pojawiają się informacje o zbrodniach dokonywanych przez siły reżimu na mieszkańcach.

Położone na północy Syrii Aleppo od 2012 roku było praktycznie podzielone na pół: dzielnice na wschodzie znajdowały się w rękach rebeliantów walczących z reżimem Asada, a te na zachodzie były pod armii rządowej.

Miał być rozejm jest nasilenie walk

Na początku tego roku ruszyła ofensywa wojsk rządowych, które wspierało wojsko rosyjskie. Siły Asada odnosiły kolejne sukcesy i wydawało się, że losy głównego po upadku Hims miasta rewolucji są policzone. Miasto jednak ciągle trwało, choć na początku lipca siły Asada odcięły jedyną drogę prowadzącą do dzielnic rebeliantów.

Od dłuższego czasu sytuacja wokół miasta zaostrzała się. Od 17 lipca tereny opanowane przez powstańców były całkowicie okrążone przez siły lojalne wobec Asada wspierane przez Rosję. Siły opozycyjne wobec prezydenta nie złożyły jednak broni. Na początku sierpnia powstańcom udało się częściowo przełamać oblężenie miasta.

Liczba ofiar cywilnych w Aleppo wzrasta z dnia na dzień, do dziś szacuje się ją na ponad 20 tys. zabitych. Mieszkańcy pozbawieni są prądu, wody, żywności i leków. W sierpniu świat obiegło zdjęcie pięcioletniego chłopca, wyciągniętego spod gruzów domu jednej ze zbombardowanych dzielnic Aleppo. Chłopiec nie płacze, dopiero po chwili przeciera ręką zranioną twarz. Stał się symbolem tragedii Aleppo.

Świat apeluje o rozejm

Sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun ostrzegł przed "bezprecedensową" katastrofą humanitarną w syryjskim Aleppo i wezwał USA, i Rosję do niezwłocznego uzgodnienia przerwania ognia w tym mieście, a także w całej Syrii.

Eskalację potępiła także Unia Europejska. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini w oświadczeniu wydanym w imieniu wszystkich państw unijnych podkreśliła, że UE potępia eskalację przemocy w Aleppo, kontynuowane w tym mieście bombardowania i oblężenia, które zagrażają życiu setek tysięcy Syryjczyków, a także utrudniają społeczności międzynarodowej niesienie pomocy humanitarnej.

Ostatnie uderzenie

Apele wspólnoty międzynarodowej nie przyniosły skutków. Siły Asada wspierane przez Rosję, Iran i bojówki libańskiego Hezbollahu od listopada przejmowały kontrolę nad kolejnymi dzielnicami Aleppo.

13 grudnia ambasador Rosji przy ONZ Witalij Czurkin poinformował, że syryjska armia rządowa zajęła całe miasto, dzień później walki w samym jego centrum znów się jednak rozpoczęły. W sąsiedztwach, w których wciąż przebywali rebelianci przebywało ok. 50 tys. osób. Nie udało się wyznaczyć korytarzy humanitarnych, którymi mogliby wydostać się z oblężenia. Tysiące mieszkańców w minionych tygodniach uciekały z okrążenia na własną rękę, próbując uciec przed śmiercią w wyniku ostrzałów artyleryjskich i zmasowanych bombardowań.

Rosja w tym czasie uznała, że rozmowy z USA ws. opanowania sytuacji wokół Aleppo niczego już nie wniosą. Szef dyplomacji Siergiej Ławrow określił je mianem "bezowocnego gadania".

Również 13 grudnia grupy rebeliantów w mieście, Rosja i Turcja poinformowały oddzielnie o podpisaniu porozumienia o zawieszeniu broni. Dzięki niemu cywile mieli się wydostać z miasta bez problemu. Po kilkunastu godzinach walki znów się rozpoczęły.

Wspólnota międzynarodowa obawia się masakr na ludności. Informacje o masowych zabójstwach cywilów w ich domach w pierwszych dniach grudnia przekazały - powołując się na świadków - media, a potępili je dyplomaci i politycy z całego świata.

Władze tureckiej prowincji Hatay podały, że w wyniku nalotów przeprowadzonych w czwartek przez siły zbrojne Syrii w Idlibie zginęło 33 tureckich żołnierzy. - Nie powinni byli znajdować się na tych pozycjach - ocenił w piątek resort obrony Rosji, który wspiera siły rządowe Baszara al-Asada.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan poinformował we wtorek, że nie ma jeszcze pełnego porozumienia między Francją, Niemcami i Rosją, co do zaproponowanego na 5 marca czterostronnego szczytu w sprawie sytuacji w syryjskiej prowincji Idlib. Dodał, że "w najgorszym razie" tego dnia dojdzie w Turcji do jego spotkania z prezydentem Rosji Władimirem Putinem.

W północno-zachodniej Syrii trwa ofensywa sił prezydenta Baszara al-Asada. Armia syryjska oświadczyła w poniedziałek, że przejęła kontrolę nad dziesiątkami miejscowości prowincji Aleppo. W wyniku walk setki tysięcy ludzi opuściły domy. Ci, którzy zostali, pośród strzałów i bomb starają się odnaleźć normalność.

Pentagon zaapelował we wtorek do Rosji o umożliwienie przeprowadzenia rzetelnego śledztwa w sprawie ataku chemicznego w syryjskim mieście Aleppo, który miał miejsce w nocy z soboty na niedzielę - poinformował rzecznik Pentagonu Sean Robertson. W wyniku ataku poszkodowanych zostało ponad 100 osób.

Użycie broni chemicznej było kluczowym czynnikiem, który pozwolił prezydentowi Syrii Baszarowi el-Asadowi przechylić na swoją stronę szalę zwycięstwa w wojnie domowej w tym kraju - wynika z przedstawionego w poniedziałek śledztwa dziennikarskiego BBC.

Doradca prezydenta USA Donalda Trumpa do spraw bezpieczeństwa narodowego John Bolton zapowiedział w poniedziałek, że użycie przez syryjski reżim broni chemicznej spowoduje "znacznie silniejszą reakcję" Ameryki, Francji i Wielkiej Brytanii niż poprzednio.

Szef Pentagonu James Mattis poinformował we wtorek, że władze USA są w stałym kontakcie z władzami Rosji w sprawie broni chemicznej w Syrii. Waszyngton uważa, że broń chemiczna może być użyta przez syryjskie siły rządowe, a według Moskwy - przez rebeliantów.

Po tym, jak zdjęcie ośmioletniej Syryjki w wykonanych z puszek protezach obiegło świat, klinika w Turcji zaoferowała jej pomoc. Razem z ojcem została przewieziona do Stambułu, gdzie otrzymała nowe nogi.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan powiedział w piątek, że Ankara przygotowuje kolejne operacje militarne, aby wyprzeć z północnej części Syrii kurdyjskich bojowników. Turcja prowadzi tam ofensywę przeciw Oddziałom Ludowej Samoobrony (YPG).

Tureckie lotnictwo zaatakowało w Syrii Ludowe Jednostki Samoobrony, czyli wspierane przez Stany Zjednoczone milicje kurdyjskie w rejonie Afrinu, syryjskiej prowincji Aleppo - poinformowały w sobotę władze w Ankarze.

Stany Zjednoczone wezwały Turcję - swego sojusznika w NATO - do "zachowania umiaru" i ograniczenia operacji militarnych w północno-zachodniej Syrii, gdzie siły tureckie atakują popieraną przez USA milicję kurdyjską. Działania potępiło ministerstwo spraw zagranicznych Iranu, ostrzegając, że operacja może być na rękę "grupom terrorystycznym".

Rząd Syrii potępił sobotnie ataki tureckiego lotnictwa na kontrolowany przez Kurdów rejon Afrin w prowincji Aleppo. Damaszek twierdzi - wbrew informacjom Ankary - że nie został poinformowany o tej operacji.