Mariusz T. trafił do Gostynina

10 stycznia 2014

Mariusz T. niebawem rozpocznie odbywanie kary pięciu lat i sześciu miesięcy więzienia za posiadanie pornografii dziecięcej. Przebywający od 2014 roku w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym (KOZZD) w Gostyninie mężczyzna trafił do Zakładu Karnego w Płocku - tam oczekuje na wskazanie docelowego zakładu karnego.

W specjalnie zabezpieczonej sali Sądu Okręgowego w Płocku rozpoczął się w piątek proces Mariusza T. oskarżonego o posiadanie pornografii dziecięcej w czasie, gdy odbywał on wyrok w zakładzie karnym w Strzelcach Opolskich w latach 2006-14.

Rozpoznanie skargi kasacyjnej Mariusza T. na orzeczenie sądu, który uznał go za osobę zagrażającą innym i nakazał umieszczenie w specjalnym ośrodku w Gostyninie, zostało odroczone do czasu wyroku Trybunału Konstytucyjnego - zdecydował Sąd Najwyższy.

Przed sądem mówił, że chce poddać się kastracji i że lepszy taki „wróbel w garści, niż gołąb na dachu”. Gdy wracał do celi, brał długopis i pisał do znajomych: „Życzę wam, żeby wam zdechło to, co najbardziej kochacie”. O Henryku Z. i błędach, które popełniono w jego sprawie Polska usłyszała kilkanaście dni temu. Ale dowodem na bezradność sądownictwa i więziennictwa stał się już przed wieloma laty. Specjaliści od resocjalizacji twierdzą, że takich jak on seksualnych morderców jest dziś na wolności znacznie więcej. – Nie mury Gostynina są dla nich rozwiązaniem, ale chemiczna kastracja – uważa część z nich.

Pełnomocnik Mariusza T. złożył skargę kasacyjną na orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Rzeszowie, który w kwietniu br. uznał, że T. jest osobą zagrażającą innym i nakazał umieszczenie go w specjalnym ośrodku w Gostyninie. Skarga wkrótce trafi do Sądu Najwyższego.

Mariusz Z. to pierwsza osoba w Polsce, której sąd nie zgodził się objąć ustawą o izolacji niebezpiecznych przestępców. Zdecydował o tym bez zasięgnięcia opinii biegłych i wbrew zdaniu więziennych psychologów. Z. od ponad dwóch miesięcy jest na wolności i nie ma nad nim kontroli. Teraz okazuje się, że jednak powinien zostać przebadany, a sąd pierwszej instancji popełnił błąd.

Sąd w Lublinie zwrócił sie tydzień temu do Trybunału Konstytucyjnego o sprawdzenie, czy przepisy ustawy o przestępcach zagrażających wolności seksualnej, zdrowiu i życiu innych osób, są zgodne z konstytucją. - Ewentualne rozstrzygnięcie TK nie pozostanie bez wpływu na decyzje innych sądów - mówi Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości. Od czasu, gdy ustawa weszła w życie, dyrektorzy więzień skierowali w sumie 27 wniosków o uznanie skazanych za niebezpiecznych.

Ministerstwo Sprawiedliwości zwróciło się do Dyrektora Generalnego Centralnego Zarządu Służby Więziennej o zgodę na to, by Mariusz T. był pilnowany w Gostyninie przez wykwalifikowanych funkcjonariuszy Służby Więziennej, a nie - jak było do tej pory w ośrodku - jedynie przez personel wewnętrzny - ustalił portal tvn24.pl. Na oddziale, na który trafi T., pojawi się dziesięciu dodatkowych strażników.

Pełnomocnik Mariusza T. złożył apelację od orzeczenia Sądu Okręgowego w Rzeszowie, który 3 marca uznał T. za osobę stwarzająca zagrożenie i nakazał umieścić go w ośrodku w Gostyninie. Marcin Lewandowski zakwestionował m.in. metody użyte przez biegłych. - Mój klient jest osobą zamkniętą w sobie, nieufną. Uważam, że tylko i wyłącznie poddanie go wnikliwej obserwacji i badanie w sposób ciągły umożliwiłoby trafną ocenę stopnia zagrożenia (...) - wyjaśnił mecenas w rozmowie z TVN24.

- Zaatakował bez powodu. Przejechał mi nożem po twarzy - opowiada 27-letnia Malwina z Chełmna, która została raniona przez Ludwika S. - przestępcę skazanego w latach 80. za zabójstwo kobiety. Podobnie jak Mariuszowi T. - zamieniono mu karę śmierci na 25 lat więzienia. S. był jednym z więźniów, którego miała objąć ustawa o izolowaniu groźnych przestępców, ale weszła w życie zbyt późno. O sprawie informowaliśmy w środę.

Prokurator Generalny przekazał krakowskiej Prokuraturze Apelacyjnej śledztwo, dotyczące okoliczności przeszukań celi Mariusza T. i ewentualnego przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy - ustalił portal tvn24.pl. Postępowania nie chcieli prowadzić dłużej prokuratorzy z Rzeszowa, którzy wpadli na ślad niejasnych działań policjantów w całej sprawie.