Według ustaleń CBŚ i poznańskiej prokuratury, trzy firmy - dwie z woj. kujawsko-pomorskiego i jedna z woj. wielkopolskiego - mogły sprzedawać miesięcznie tysiące ton niejadalnej soli (będącej odpadem przy produkcji chlorku wapnia i używanej do posypywania zimą dróg) twierdząc, że jest to sól spożywcza. Proceder ten mógł trwać nawet kilkanaście lat.
Premier pytany o sprawę na poniedziałkowej konferencji prasowej powiedział, że poprosił ministra Sawickiego, by "przygotował możliwie kompleksową informację - jeśli nie na dziś, to w ciągu najbliższych kilku dni - wspólnie z innymi resortami i innymi służbami, na temat ewentualnych zagrożeń wynikających z tzw. afery solnej".
"Ile tych szkodliwych rzeczy wykryto?"
Premier zwrócił uwagę, że produkty żywnościowe są badane przez różne instytucje i służby państwowe. - Dla nas rzeczą pierwszej wagi jest precyzyjne stwierdzenie, już nie tego co jest stwierdzone, czyli ile tych substancji szkodliwych było w soli, którą sprzedawano jako jadalną do producentów (żywności - red.), ale ile tych szkodliwych rzeczy wykryto i czy w ogóle wykryto w jakimkolwiek produkcie, jeśli chodzi o te firmy już producenckie - stwierdził premier.
Z ustaleń CBŚ wynika, że firmy trudniące się nielegalnym procederem mogły rocznie zarabiać nawet 6 mln zł. Kupowały sól wypadową po mniej więcej 30 zł za tonę i sprzedawały jako spożywczą za mniej więcej 300 zł.
Obecnie pięć zatrzymanych do tej pory w sprawie osób usłyszało zarzuty. Poznańska prokuratura poinformowała, że niewykluczone są w przyszłości decyzje o zaostrzeniu zarzutów. Obecnie prokuratura czeka na szczegółowe opinie biegłych dotyczące badania soli.
Wojewódzka stacja sanitarno-epidemiologiczna w Poznaniu prowadzi badania niejadalnej soli, która trafiła do obrotu spożywczego - poinformował rzecznik Głównego Inspektora Sanitarnego, Jan Bondar. Wyniki będą znane za kilka dni.
Źródło: PAP