Tym razem publiczność zgromadzona na stadionie w Białogardzie nie chciała oglądać żadnych zawodów sportowych. Ludzie domagali się igrzysk, ale... nietypowych. Emocje te same co zwykle, tylko pytanie trochę dziwaczne: Czy rzuci pralką tak daleko, żeby zostać mistrzem i ścisnąć w ręku upragniony wpis do Księgi Rekordów Guinnesa?
"Następnym razem będą cztery metry"
Udało się, choć - jak podkreślał sam triumfator - "łatwo nie było". Niespełna 3,5-metrowy rzut "artykułem gospodarstwa domowego", który zazwyczaj stoi pod strzechą, wystarczył by zostać mistrzem.
Myli się jednak ten, kto uważa, że taki sukces nie wymaga poświęceń... W tym przypadku przede wszystkim dotyczą one domowników pana Dariusza, bo żeby wejść na szczyt, do piachu "posłał" sześć 50-kilogramowych pralek treningowych.
Niewinna zabawa miała jednak jeszcze jednego zwycięzcę - dziewczynkę chorą na białaczkę. Dzięki akcji udało się zebrać pieniądze na jej leczenie. - To był prawdziwy cel - mówił uradowany rekordzista.
Źródło: TVN24, PAP