Źródło zdj. gł.: TVN24
Jak mówi Jacek Szeligowski z łódzkiej straży pożarnej, szef OSP jako jedyny nie miał na sobie ubrania ochronnego. Nie sądził, że będzie mu ono potrzebne, bo stał w znacznej odległości od akcji prowadzonej przez podwładnych.
Rozjuszone osy doleciały jednak i do niego, śmiertelnie użądlając. Mężczyzna upadł i przez kilka minut leżał nieprzytomny i niezauważony przez nikogo - strażacy zajęci byli akcją.
Gdy zauważyli leżącego szefa, zawieźli go do szpitala. Strażak zmarł jednak 10 minut po przewiezieniu do szpitala, najprawdopodobniej w wyniku wstrząsu anafilaktycznego.
Źródło: tvn24