RODO budzi strach. Rodzicom odmówiono informacji o zdrowiu dzieci

RODO kontra rzeczywistość
RODO kontra rzeczywistość
Źródło wideo: tvn24
Źródło zdj. gł.: Shutterstock
RODO paraliżuje. Strach przed złamaniem nowych przepisów jest tak ogromny, że niektórych doprowadza do absurdu. Zdarzają się przypadki blokowania dostępu do informacji publicznych, a nawet zakazy informowania rodziców o stanie zdrowia ich dzieci. Materiał magazynu "Polska i świat" TVN24.

RODO - nowe prawo o ochronie danych osobowych ma już dwa miesiące. Zespół fachowców z Ministerstwa Cyfryzacji staje na głowie, żeby poinformować społeczeństwo na jego temat, ale łatwo nie jest. To, co dzieje się po wejściu RODO w życie, zadziwia urzędników.

Absurdy tajemniczego RODO

Niektórzy wyraźnie nadinterpretowują przepisy. - Zwracanie się do uczniów numerami, a nie imionami czy nazwiskami - przedstawia przykład dr Maciej Kawecki, koordynator krajowej reformy ochrony danych w Ministerstwie Cyfryzacji.

- Jeden z cmentarzy na parę dni się zamknął, ponieważ ktoś zarządcy cmentarza przekazał informację, że przetwarza dane osób żyjących na nagrobkach, które kupione były jeszcze za życia - dodaje.

Przez złą ocenę przepisów niektórzy mają poważne problemy. Po wypadku autokaru rodzice nie mogli dowiedzieć się, jaki jest stan zdrowia ich poszkodowanych dzieci. Lekarze zasłaniali się RODO.

- Lekarz nie wie, czy dziecko nie jest uczulone, czy nie jest chore przewlekle, czy nie musi natychmiastowo otrzymać jakichś leków - podkreśla dr Kawecki. - Ten kontakt z opiekunem jest absolutnie niezbędny i w tym konkretnym przypadku szpital mógł rzeczywiście przekazać informację o fakcie hospitalizacji - zaznacza.

Z kolei w Wieluniu, po wejściu w życie RODO, mieszkańcy nie mogą już śledzić na żywo relacji z sesji rady miasta. Burmistrz przestraszył się, że dostanie karę, gdy ktoś zobaczy w internecie jego mieszkańców, bez ich zgody. Relacje mają jednak wrócić.

- Będziemy musieli zakupić pewien system, dzięki któremu będziemy mogli anonimizować zarówno wizerunek jak i anonimizować dane w formie imion, nazwisk, które będą padały w czasie obrad - wyjaśnia Joanna Skotnicka-Fiuk, kierownik biura obsługi burmistrza Wielunia.

To absurd, słyszymy w Ministerstwie Cyfryzacji. Resort nie widzi problemu, że ktoś zobaczy mieszkańca w internecie. - Jeżeli uczestniczymy czynnie w takich działaniach, musimy brać pod uwagę to, że może być nasz wizerunek wykorzystywany po to, żeby zapewnić jawność publiczną, w tym przypadku sesji rady miejskiej - tłumaczy dr Kawecki.

Strach przed złamaniem RODO

W Krakowie przez nowe przepisy niepełnosprawni nie załatwią już w urzędzie zniżki za parkowanie w centrum. - Urzędnicy zasłaniając się RODO uważają, że nie mogą patrzeć w dokumenty o niepełnosprawności tych osób, które chcą taką zniżkę uzyskać - mówi Jakub Seraczyn, radny Krakowa (PiS). - My nie możemy mieć informacji o tym, przetwarzać ich, dlaczego ktoś i z jakich powodów jest osobą niepełnosprawną - ripostuje rzecznik Urzędu Miasta​ w Krakowie Dariusz Nowak.

- RODO mówi bardzo wyraźnie o tym, że jeżeli jest to konieczne dla ochrony praw socjalnych określonych osób, i przepis to przewiduje, dane wrażliwe gromadzić można, w tym o niepełnosprawności - zapewnia dr Kawecki.

Strach przed karą za złamanie praw RODO jest olbrzymi, a mieszkańcy zasypują Ministerstwo Cyfryzacji pytaniami. Pod koniec roku szkolnego dzwonili nawet nauczyciele pytając, czy wręczając świadectwa z paskiem mogą wyczytywać nazwiska dzieci. Mogli.

Więcej materiałów na stronie magazynu "Polska i świat" TVN24.

Autor: mm/tr / Źródło: tvn24

Czytaj także: