Nie wiadomo skąd wziął się pomysł zakładu. Może z opartego na faktach filmu Macieja Dejczera "300 mil do nieba", w którym dwaj bracia uciekają z Polski Ludowej pod naczepą tira do do Szwecji.
24-letni mieszkaniec Pabianic wyposażony w latarkę i sznurek wskoczył pod naczepę wyjeżdżającego z parkingu pojazdu. Spodziewał się, że samochód zatrzyma się kilometr dalej na stacji benzynowej w Pabianicach tak, jak to zrobił poprzednik. Całą akcję mieli obserwować koledzy mężczyzny.
Bariera językowa rodzi problemy
Niestety, po przejechaniu kilometra kierowca nie zatrzymał się i nieproszony pasażer nie mógł "wysiąść". Po przejechaniu ponad 140 kilometrów, 24-latek w celu zatrzymania pojazdu przełamał przewody hamulcowe i ABS-u. Zaniepokojony wadliwym działaniem układu hamulcowego kierowca ukraiński ciężarówki zatrzymał pojazd. Po wyjściu z kabiny skierował się w stronę naczepy, spod której niespodziewanie wyskoczył nieznany mu mężczyzna. Pomiędzy kierowcą a 24-latkiem, który, jak twierdzi, usiłował wyjaśnić zaistniałą sytuację, doszło do szarpaniny. Kiedy zdezorientowany i przestraszony kierowca nie mogąc porozumieć się z napastnikiem uciekł do kabiny, ten wybił szybę gaśnicą próbując, jak twierdzi "ponownie nawiązać kontakt". Po wyrzuceniu gaśnicy przez kierowcę ciężarówki zrezygnował i uciekł z miejsca zdarzenia. Po kilkunastu minutach łapiąc autostop do domu wpadł w ręce policjantów.
24-latek wyjaśniał funkcjonariuszom, że jest mechanikiem samochodowym i nie mając zamiaru zrobienia komukolwiek krzywdy próbował jedynie "dogadać" się z kierowcą aby ten zezwolił mu na naprawę powstałych w pojeździe uszkodzeń. Teraz 24-letni mieszkaniec za swoje zachowanie odpowie przed sądem.
Źródło: tvn24.pl