Prokuratura bada sprawę zabitego niedźwiadka

Prokuratura rejonowa w Zakopanem wszczęła postępowanie wobec szóstki podejrzanych o zabicie niedźwiadka pod Przełęczą Iwanicką w Tatrach. Po przeanalizowaniu materiału dowodowego zdecyduje, czy postawi im zarzut "spowodowania zniszczenia w świecie zwierzęcym w znacznych rozmiarach".

Okoliczności sprawy wciąż bada policja w Zakopanem. Powołano już biegłego lekarza weterynarii, który ma wyjaśnić okoliczności śmierci niedźwiadka. Nadal nie wiadomo, czy bezpośrednią przyczyną śmierci zwierzaka było ukamienowanie, czy utopienie. Wyjaśnić to ma sekcja zwłok, o której przeprowadzenie prokuratura rejonowa w Zakopanem zwróciła się do akademii rolniczych we Wrocławiu, Krakowie i Lublinie.

Czwórka turystów czeka na zarzuty

Ślady na śniegu i analiza wydarzeń przeprowadzona przez pracowników TPN wykazała, że miś dreptał spokojnie. Nie biegał wokół turystów, nie skakał i nie gryzł, jak oni utrzymują. Zbigniew Krzan, wicedyrektor TPN

Czwórce mieszkańców gminy Lubawa w województwie warmińsko-mazurskim oraz dwójce z rejonu Nowego Sącza i Tarnowa może zostać postawiony zarzut, który kodeks karny kwalifikuje jako "spowodowanie zniszczenia w świecie zwierzęcym lub roślinnym w znacznych rozmiarach". Prokuratura powołała się także na przepisy ustawy o ochronie zwierząt. Zgodnie z nimi sąd może wymierzyć turystom karę do dwóch lat więzienia.

Oskarża Tatrzański Park Narodowy

W roli oskarżyciela posiłkowego wystąpi w tej sprawie Tatrzański Park Narodowy - poinformował dyrektor TPN Paweł Skawiński. - Z naszych oględzin wyraźnie widać, że niedźwiadek był zachęcany kanapkami. Gdy bułki się skończyły, zaczął być nachalny, a to zostało najprawdopodobniej odebrane przez ludzi jako atak - powiedział dyrektor.

Do całego zdarzenia doszło w niedzielę. Pod Przełęczą Iwanicką w Tatrach półtoraroczny niedźwiedź stanął na drodze sześciorgu turystom. Ci, chcąc zrobić sobie zdjęcia z dzikim zwierzakiem wyciągnęli kanapki i zaczęli go karmić. Jednak, według ich relacji, łagodny dotąd miś w pewnym momencie zaatakował. Turyści, po szamotaninie, mieli wrzucić zwierze do potoku i utopić. Ale pracownicy TPN twierdzą, że niedźwiedź być może został ukamienowany i do potoku został przeniesiony już martwy.

"Miśka można było odstraszyć kijem"

Zbigniew Krzan, wicedyrektor TPN, w rozmowie z portalem tvn24.pl powiedział, że nie wierzy we "wściekłość niedźwiedzia". - Ślady na śniegu i analiza wydarzeń przeprowadzona przez pracowników TPN wykazała, że miś dreptał spokojnie. Nie biegał wokół turystów, nie skakał i nie gryzł, jak oni utrzymują. Ich reakcja byłaby przesadna nawet, gdyby okazało się, że niedźwiadek rzeczywiście był nadpobudliwy. On ważył niewiele ponad 40 kilogramów. Można go było odstraszyć kijem - mówił Krzan. Wicedyrektor TPN przyznał też, że turyści robili sobie zdjęcia z misiem i nakęcili nawet film.

Zwłoki półtorarocznego niedźwiadka odnaleźli w poniedziałek nad ranem leśnicy Tatrzańskiego Parku Narodowego. O zabiciu zwierzęcia poinformowała ich zakopiańska policja, którą z kolei zaalarmował miejscowy szpital. W niedzielę zgłosiła się tam dwójka młodych turystów. Mówili, że niedźwiedź zastąpił im drogę, rozszarpał rzucony mu plecak, a później zaatakował. Twierdzili też, że razem z innymi turystami, broniąc się, utopili zwierzę w potoku. Lekarze stwierdzili u nich niewielkie obrażenia "nie wskazujące na walkę". Były to między innymi otarcia naskórka.

Według służb Tatrzańskiego Parku Narodowego, wizja lokalna w terenie wykazała, że w niedźwiadka rzucano kamieniami, na co wskazują rozległe obrażenia wewnętrzne zwierzęcia. Turyści przyznali, że rzeczywiście kilka kamieni poleciało w stronę niedźwiadka.

Źródło: tvn24.pl, TVN24, PAP

Czytaj także: