Zgodnie z rozporządzeniem, od 1 stycznia w najgorszej sytuacji znaleźli się ci chorzy, którzy są już w trakcie kuracji. Reguły wymagają przyjmowania leków w określonych odstępach czasu. Tymczasem urzędnicze zasady spowodowały, że z dnia na dzień pozbawiono ich możliwości leczenia - doniosły w środę "Fakty" TVN.
- Nikt nie chciał mnie przyjąć na żadną konsultację - skarżyła się przed kamerą TVN chora na raka Wioletta Brzozowska.
Nowoczesność? U wojewódzkiego konsultanta
Powód? Decyzją Narodowego Funduszu Zdrowia urzędnicy postanowili, że chorzy na raka, leczeni dotąd najnowocześniejszymi lekami w ramach tzw. chemioterapii niestandardowej, teraz będą przyjmowani tylko w jednym szpitalu w każdym województwie.
Nie ma zgody na to, by jedynym miejscem leczenia chorych, o których mówimy była siedziba wojewódzkiego konsultanta. To absurd. Marek Twardowski, wiceminister zdrowia (w czwartek)
Zgodnie z rozporządzeniem, od 1 stycznia chemioterapia niestandardowa w szpitalach, w którym nie pracują wojewódzcy konsultanci ds. onkologii, miała być zakazana. To oznaczało największy problem w regionach, gdzie jest kilka klinik, np. na Śląsku czy Mazowszu. W stolicy konsultant wojewódzki (teraz osobiście opiniuje każdy wniosek o podanie drogich leków) pracuje w Centrum Onkologii, ale chemioterapią niestandardową leczyły do tej pory też klinika MON na Szaserów i MSWiA na Wołoskiej, a także szpital w Radomiu.
Rozporządzenie cofnięte. Tylko kto o tym wie?
W czwartek rano okazało się jednak, że szpitale nadal mogą leczyć chorych pacjentów, bo rozporządzenie MZ zostało cofnięte. W rozmowie z TVN24 zapewniła o tym sama minister Ewa Kopacz. Potwierdził to chwilę później wiceminister resortu Marek Twardowski. - Nie ma zgody na to, by jedynym miejscem leczenia chorych, o których mówimy, była siedziba wojewódzkiego konsultanta. To absurd - podkreślał.
Problem jednak w tym, że informacje przekazane przez ministerstwo w mediach, nie dotarły na czas do wielu lekarzy i od nowego roku dramat wielu pacjentów trwał w najgorsze.
Chorych nie odsyła minister zdrowia. Pytanie proszę kierować do prezesa [NFZ - red.] i dyrektorów oddziałów wojewódzkich, dlaczego to robią niezgodnie z wolą resortu. Marek Twardowski, wiceminister zdrowia (w środę)
Sam wiceminister Twardowski o cofnięciu rozporządzenia miał szansę powiedzieć już w środę dziennikarzowi "Faktów". - Chorych nie odsyła minister zdrowia. Pytanie proszę kierować do prezesa [NFZ - red.] i dyrektorów oddziałów wojewódzkich, dlaczego to robią niezgodnie z wolą resortu - mówił wówczas lakonicznie. W czwartek powiedział wprost, że winę za sytuację "ewidentnie" ponosi Fundusz.
Ten jeszcze w środę odbijał piłeczkę i ustami rzeczniczki Edyty Grabowskiej zapewniał, że o cofnięciu rozporządzenia ws. programów terapeutycznych też nic nie wiedział. - Jeżeli ono się zmieni, to wtedy Narodowy Fundusz Zdrowia niezwłocznie dostosuje swoje zarządzenia - podkreślała rzeczniczka.
Konsekwencje
Swoje dokładali lekarze: - Chorych jest dużo, a będzie jeszcze więcej. I to jest niezrozumiałe, bo do tej pory byli leczeni gdzie indziej przez kompetentne zespoły lekarskie - mówił doc. Tadeusz Pieńkowski, mazowiecki konsultant ds. onkologii klinicznej.
- Przerwa w tym leczeniu oznacza tylko jedno - progresję choroby. A wypadku progresji - odmowę NFZ na kontynuację leczenia. Więc los tych chorych jest przesądzony - podkreślał z kolei znany lekarz, profesor Cezary Szczylik.
Co teraz? - W stosunku do tego, co się stało, będziemy dzisiaj wyciągać odpowiednie konsekwencje - zapewnił w czwartek rano wiceminister Marek Twardowski.
Źródło: TVN, TVN24