Pod koniec ubiegłego tygodnia hrabstwo McHenry w amerykańskim stanie Illinois zmagało się z powodzią wywołaną falą burz. Intensywne opady deszczu doprowadziły między innymi do wylania potoku Coon Creek. W piątek dziesiątki ratowników uczestniczyło w dramatycznej akcji ratunkowej niedaleko miejscowości Marengo. Służby walczyły o życie Troya - konia porwanego przez rwącą wodę. Jak informują amerykańskie media, zwierzę wróciło już do swoich właścicieli, ale walka o jego życie nie była łatwa.
"Pokonał hipotermię"
O życie Troya walczyło ponad 40 osób, a cała akcja ratunkowa trwała około 12 godzin. Ratownicy musieli bezpiecznie wydostać zwierzę z zimnego, rwącego potoku, którego głębokość sięgała od 90 cm do 4,5 metra. Od najbliższego brzegu dzieliło go ok. 200 metrów.
- Powódź była wszędzie. Woda była bardzo mętna, a prąd bardzo silny (...). Nie można było po prostu rzucić się do akcji, aby mu pomóc - mówi właścicielka Troya Ashley Beaulieu.
Ostatecznie, za pomocą lin i specjalnej tratwy, służbom udało się uratować konia. Po udanej akcji ratunkowej Troy natychmiast został objęty opieką medyczną. Później zwierzę trafiło do lecznicy, gdzie wróciło do pełni sił. - Pokonał hipotermię, to jest najważniejsze. Myślę, że tego dnia był tak blisko poddania się wiele razy, ale w końcu dał radę - dodała Ashley Beaulieu.
W środę Troy wrócił do swojego domu i na nowo cieszy się życiem. Według weterynarzy i jego właścicielki jest w świetnej kondycji.
Źródło: CBS News, CNN
Źródło zdjęcia głównego: 2026 Cable News Network All Rights Reserved