Pan Łukasz od dwóch lat mieszka w miejscowości La Serena położonym w regionie Coquimbo, gdzie na początku tygodnia doszło do gwałtownych ulew, a następnie - tragicznych powodzi. Zginęło 13 osób. Według relacji mężczyzny, sytuacja w regionie jest bardzo nieciekawa, nawet jeśli deszcz już ustał.
Powodzie i ulewy w Chile
- Ogłoszono stan klęski żywiołowej. Wczoraj otrzymaliśmy alerty o tym, że wojsko rozpoczęło ewakuację najbardziej poszkodowanych regionów. W okolicy cały czas słychać śmigłowce - relacjonował w rozmowie z redakcją Kontaktu24.
CZYTAJ TEŻ: Francja. Ewakuacja ponad 40 tysięcy osób, proszą o pomoc z zagranicy
Według pana Łukasza wiele domów wciąż nie ma dostępu do wody ani prądu. Problemem jest też kupienie wody pitnej, a ludzie zostali uwięzieni w swoich domach. - W wielu miejscach doszło do zapadnięcia się ziemi, wylała się lokalna rzeka, ludzie nie mogą wydostać się ze swoich domów - mówił. Dodał, że po okolicy cały czas jeżdżą służby, które szukają zaginionych.
"Walczyliśmy o zabezpieczenie domów, ratowaliśmy dobytek"
Mężczyzna zaznaczył, że przebywa w miejscu, które na ten moment jest bezpieczne. - Przede wszystkim mamy prąd i wodę, ale to też dlatego, że znajdujemy się w wyższym miejscu. W tych dolnych regionach sytuacja jest znacznie trudniejsza - wyjaśnił i dodał, że sam musiał walczyć o zabezpieczenie swojego dobytku. - Nasza farma znajduje się bezpośrednio u podnóża gór i została zalana podczas gwałtownych opadów. Przez wiele godzin walczyliśmy o zabezpieczenie domów, ratowaliśmy dobytek oraz nasze psy. Byliśmy świadkami tego, jak woda błyskawicznie zamieniała okolicę w rwący potok - wspominał.
Redagował dd