Ustalenia podkomisji smoleńskiej

15 września 2016
Berczyński: znaleźliśmy dowody, że niektóre dane były manipulowane
tvn24Podkomisja smoleńska przedstawiła swoje ustalenia

Podkomisja do spraw zbadania katastrofy smoleńskiej, powołana przez szefa MON Antoniego Macierewicza, przedstawiła 15 września swoje dotychczasowe ustalenia.

15 września 2016 r. odbyło się pierwsze spotkanie z mediami podkomisji smoleńskiej, powołanej w lutym przez ministra obrony Antoniego Macierewicza do ponownego zbadania katastrofy. Uczestniczyli w niej m.in. szef resortu obrony, członkowie podkomisji i eksperci. Przysłuchiwała się także grupa bliskich ofiar.

- Nie przyjmujemy żadnych wstępnych hipotez, ani żadnych założeń, nie wiemy co się stało. Po to nas powołano, żebyśmy wyjaśnili co się stało, bez żadnych wstępnych założeń – mówił szef podkomisji Wacław Berczyński. Przekazał, że podkomisja "znalazła już dowody, że były manipulowane niektóre dane"

Dodał, że powołano cztery zespoły robocze: konstrukcyjny, lotniczy, medyczny i prawny oraz ich koordynatorów.

ZOBACZ RELACJĘ Z KONFERENCJI PODKOMISJI

Całe wystąpienie Wacława Berczyńskiego

Dotychczasowe ustalenia podkomisji:

1. Podkomisja w pokazanej prezentacji stwierdziła, że zapisy rejestratorów były zmanipulowane i okrojone. Jeden z członków zespołu, prof. Kazimierz Nowaczyk oświadczył, że w materiałach źródłowych Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego odnaleziono pełne zapisy polskiej czarnej skrzynki i rosyjskiej.

- Z polskiej skrzynki wycięte zostały ok. 3 sekundy, z rosyjskiej ok. 5 sekund - podkreślił. Dodał, że podkomisja znalazła plik źródłowy z rejestratora, dzięki czemu udało się odszyfrować dodatkowe, brakujące 5 sekund z zapisu. - Jesteśmy w trakcie analizy, która jest bardzo żmudna, ale już znaleźliśmy sygnał niesprawności pierwszego silnika, niesprawność pierwszego generatora, niesprawność obu wysokościomierzy radiowych - zaznaczył.

2. Podkomisja zaznaczyła, że w raporcie Millera ukryto zapisy Terrain Awareness and Warning System (TAWS) - urządzenia technicznego, które ostrzega pilotów o zbliżającej się powierzchni gruntu.

3. Podkomisja poinformowała ponadto, że nie zidentyfikowano głosu gen. Andrzeja Błasika w kokpicie Tu-154M. Nowaczyk, powołując się na to oświadczenie, dodał, że ani "komisja Millera (ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera - red.) ani zespół biegłych prokuratury nie podały żadnych wyników badań mogących być podstawą identyfikacji generała Błasika".

Informacja o tym, że Błasik przebywał w kokpicie pojawiła się m.in. w opublikowanym w styczniu 2011 r. raporcie MAK. Także raport polskiej komisji mówił o jego obecności w kokpicie; ok. dwie minuty przed katastrofą miał on podawać w kokpicie wysokość, na jakiej miała znajdować się maszyna. W znanej od kwietnia 2015 r. ekspertyzie dla prokuratury prof. Demenko napisała, że "nie można wykluczyć, iż niezidentyfikowany głos wypowiadający pod koniec lotu frazę 'sto metrów' (czy też frazę 'dwieście trzydzieści metrów') mógł należeć do gen. Andrzeja Błasika lub innej osoby o podobnym głosie".

4. Ekspert powołanej przez MON podkomisji - Brytyjczyk Frank Taylor - mówił, że z analizy zdjęć satelitarnych wynikało, iż elementy wraku były przesuwane. Dodatkowo - sprecyzował - szczątki wraku odnajdywane były jeszcze sześć miesięcy po katastrofie. Przewodniczący podkomisji Wacław Berczyński dodał, że szczątki samolotu znaleziono "60 metrów przed tzw. brzozą pancerną". Według niego następny odłamek znaleziono 30 metrów przed brzozą.

FRAGMENT PREZENTACJI PODKOMISJI DOTYCZĄCY SZCZĄTKÓW WRAKU

W prezentacji podkomisji podkreślono też, że "wiele szczątków samolotu przed upadkiem na ziemię było spalonych lub okopconych".

ODPOWIEDŹ EKSPERTA KOMISJI MILLERA

Podkomisja przedstawia swoje ustalenia

Na antenie TVN24 na zarzuty podkomisji odpowiadał Edward Łojek - jeden z ekspertów pracujących nad raportem Millera z 2011 roku.

1. Zastrzeżenia do zapisów z rejestratorów

Podkomisja w pokazanej prezentacji stwierdziła, że zapisy rejestratorów były zmanipulowane i okrojone. Z kolei Edward Łojek z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych przekonywał w TVN24, że to nieprawda, by doszło do fałszerstw. - To na razie jest tylko kawałek prezentacji, który sugeruje, że zostało coś sfałszowane - mówił. Dodał, że czarne skrzynki sprawdziła już pod kątem manipulacji firma ATM (produkująca rejestratory lotnicze), która sporządzała specjalny raport dla polskiej prokuratury.

Łojek o "wyciętych sekundach": nie było manipulacji

2. Dane z systemu ostrzegania pilotów

Podkomisja twierdzi, że w raporcie Millera ukryto zapisy Terrain Awareness and Warning System (TAWS) - urządzenia technicznego, które ostrzega pilotów o zbliżającej się powierzchni gruntu.

Łojek w rozmowie z tvn24.pl wyjaśniał, że wspomniany przez podkomisję zapis nie znalazł się w głównej części raportu, tylko w załącznikach, bo "niepotrzebnie zaciemniałby schemat trajektorii lotu". - Ten alert pojawił się już po zderzeniu z brzozą, ale ta informacja niczego nowego nie wnosi - mówił nam Łojek.

Raport z odzyskania danych TAWS - załącznik do protokołu z badania wypadku Tu-154M

3. Miejsce znalezienia szczątków

Ekspert powołanej przez MON podkomisji - Brytyjczyk Frank Taylor - mówił, że z analizy zdjęć satelitarnych wynikało, iż elementy wraku były przesuwane. Dodatkowo - sprecyzował - szczątki wraku odnajdywane były jeszcze sześć miesięcy po katastrofie. Przewodniczący podkomisji Wacław Berczyński dodał, że szczątki samolotu znaleziono "60 metrów przed tzw. brzozą pancerną". Według niego następny odłamek znaleziono 30 metrów przed brzozą.

Fragment prezentacji podkomisji dotyczący szczątków wraku

Edward Łojek tłumaczył w TVN24, że szczątki znajdowały się w tych miejscach z bardzo prostego powodu. - To wynika po prostu z tego, że samolot zderzał się z przeszkodami, konkretnie z drzewami, już przed tą feralną brzozą - wyjaśniał ekspert komisji Millera. Jak dodał, samoloty nie są przecież konstruowane po to, żeby znosić zderzenia z przeszkodami terenowymi.

Łojek tłumaczy, dlaczego szczątki znaleziono także przed brzozą

4. Brak identyfikacji głosu gen. Błasika

Podkomisja poinformowała, że nie zidentyfikowano głosu gen. Andrzeja Błasika w kokpicie Tu-154M. Łojek wyjaśnił w rozmowie z tvn24.pl, że komisja Millera - w kwestii identyfikacji głosów - opierała się na wynikach badań przeprowadzonych m.in. przez ABW i Instytut Ekspertyz Sądowych im. Sehna oraz na ich stenogramach.

- We wszystkich tych stenogramach te wypowiedzi są oznakowane jako "osoba nierozpoznana". Ale jednocześnie nikt nie wykluczył, że ich autorem jest gen. Błasik - powiedział Łojek. Dodał przy tym, że komisja Millera także niczego w tej sprawie nie przesądziła. Przypomniał również, że ustalono, iż gen. Błasik - jako pasażer tupolewa - "nie wywierał bezpośredniego wpływu na załogę samolotu".

Ujawnione nagranie wypowiedziami Millera

Podczas konferencji zaprezentowano m.in. nagrania z rozmowy ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera, który przewodniczył polskiej komisji badającej katastrofę z jej członkami. Szef działającej teraz podkomisji Wacław Berczyński powiedział, że upublicznione informacje są szokujące. - Wymowa tych materiałów, kiedy minister rządu polskiego na polecenie polskiego premiera, instruuje komisję, jak ma przebiegać badanie wypadku lotniczego - dla mnie jest to szokujące - powiedział.

- Albo zadbamy o spójność raportów polskiego i rosyjskiego dot. katastrofy smoleńskiej, o jednolity przekaz, który nie sprzyja budowaniu mitów, albo sami sobie ukręcimy bicz - mówi w nagraniu Miller do członków komisji. "Nasze ustalenie zostało zderzone z ustaleniami rosyjskimi (...) i jeżeli te dwa raporty będą różne, to będzie do tego cała teoria spiskowa zbudowana w społeczeństwie, że albo ten ukrył, albo tamten ukrył, ale na pewno prawda jest gdzieś jeszcze indziej - dodawał Miller. - W związku z tym ja też oczekiwałbym, że nasze działanie będzie o tyle niestandardowe, że musi uwzględniać wymogi postępowania przy wypadku cywilnym. I wewnętrzne nasze ustalenia metodologiczne oraz dokumentów kończących muszą być zweryfikowane z punktu widzenia tej okoliczności, co do tego jestem przekonany - mówił dalej. - Państwo zdają sobie sprawę, że to nie jest wyłącznie dla ministrów, dla generałów, dla komisji przy ministrze. To będzie potężna dyskusja publiczna z różnymi dla nas nieprzyjemnymi sugestiami. Zaczynamy dotykać istoty problemu. Ja zacząłem od tego, czy wam nie przeszkadza, że zgodziliśmy się, że wypadek miał charakter wypadku cywilnego. I to jest konsekwencja tego przyjęcia. I jeśli ten raport będzie według norm wojskowych i nie będzie przystawał do raportu (...), to będzie właśnie ten dysonans, o którym wspomniałem - powiedział ówczesny szef MSWiA. - Ostateczna decyzja należy do premiera; to premier zastrzegł sobie prawo osobistego nadzoru, może to nie jest dobre słowo, ale bieżącego przypatrywania się naszym poczynaniom. A jeśli chodzi o skład osobowy, zastrzegł sobie obowiązek obu ministrów, czyli ministra obrony i ministra spraw wewnętrznych, uzgadniania (...) wszelkich decyzji personalnych ze sobą - mówił Miller.

Podkomisja ujawnia nagranie. "Jeżeli dwa raporty będą różne, będzie cała teoria spiskowa"

Macierewicz: obowiązek MON

- Powołanie komisji mającej ponownie zbadać tragedię smoleńską było obowiązkiem MON; powody tej decyzji były oczywiste i wynikały z niesolidności działań podejmowanych przez komisję powołaną przez Federację Rosyjską, jak i trzy kolejne komisje i zespoły powoływane przez polskie władze, którymi kierował premier Donald Tusk, w tym komisję Jerzego Millera - mówił szef MON Antoni Macierewicz.

- Proszę nie spodziewać się, że komisja przedstawi winnych, bo to nie jest zadaniem tej komisji - dodał. Jak mówił, komisja "raz jeszcze dokona oceny przebiegu wydarzeń, materiału dowodowego i sformułuje stanowisko tak, aby uniknąć na przyszłość przede wszystkim takich katastrof".

Podkomisja przygotowuje się do wykonania badań w tunelu aerodynamicznym i wykonała już analizę głosową wypadku. Ponadto podkomisja czeka obecnie na dane medyczne. Wysłuchała już kilkunastu świadków i przewiduje dalsze wysłuchania.

Macierewicz: podkomisja ma wskazać przyczyny, a nie winnych

Źródło zdjęcia głównego: Komisja Badania Wypadków Lotniczych

Podkomisja smoleńska miała pracować do końca listopada. Raport z jej prac nie został upubliczniony, więc nie wiadomo, nad czym pracowała dokładnie, ani jakie są efekty jej prac, a także na co wydano publiczne pieniądze - tylko w zeszłym roku były to 3 miliony złotych. Antoni Macierewicz mówi zaś wprost, że komisja działa dalej. Dawid Rydzek.