Zbigniew Ziobro zapowiedział na sobotniej konferencji prasowej, że chce zaostrzenia kodeksu karnego dla porywaczy. Były minister sprawiedliwości ma w najbliższym czasie złożyć stosowny projekt zawierający - niezbędne zdaniem Ziobry - zmiany.
"Dlaczego dopiero teraz?"
Iwiński jest sceptyczny. Według posła SLD zaostrzanie kar w sytuacji, gdy kilkadziesiąt tysięcy skazanych Polaków nie ma gdzie odsiadywać wyroków "jest rzeczą niewłaściwą".
W podobnym tonie o propozycji Ziobry mówi Adam Szejnfeld z PO, który podkreśla z kolei, że były minister miał już swoje "pięć minut" i mógł zacząć działać gdy kierował resortem sprawiedliwości. - Dziwne, że takich postulatów pan Ziobro nie zgłaszał rok temu, dwa lata temu, tylko teraz - zaznacza poseł Platformy.
Swojego klubowego kolegi broni jednak Paweł Poncyliusz, atakując przy okazji obecnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. - Skoro sprawa Krzysztofa Olewnika nadal jest żywa i wzbudza tyle kontrowersji to czemu dzisiaj minister sam nie urządza konferencji i nie prezentuje konkretnych rozwiązań? - pyta poseł PiS.
Co chce zmieniać Ziobro?
Zbigniew Ziobro chce, by za porwanie dla okupu groziło od pięciu do 25 lat więzienia. Dodatkowo przestępstwo powinno zostać uznane za zbrodnię. - Dzięki temu sąd nie mógłby orzekać kar w zawieszeniu, jak ma to miejsce obecnie - przekonywał polityk na sobotniej konferencji prasowej.
PRZECZYTAJ WIĘCEJ O PROPOZYCJI BYŁEGO MINISTRA
Projekt PiS przewiduje też możliwość odstąpienia od wymierzenia kary, jeśli sprawcy dobrowolnie zwolnią przetrzymywaną osobę. - Dzisiaj przepis jest na tyle felerny, że stwarza możliwość odstąpienia od karania, jeżeli np. bandyci wypuszczą zakładnika, bo zmusi ich do tego jednostka antyterrorystyczna - wyjaśniał były minister.
Źródło: TVN24, PAP