Szejnfeld: Powinniśmy być dumni
Prawo i Sprawiedliwość warszawski kongres EPP w Warszawie niepokoi. Zdaniem partii Jarosława Kaczyńskiego, w ten sposób - za pieniądze z zewnątrz - Platforma Obywatelska rozpoczyna swoją kampanię wyborczą do europarlamentu. - Naszym zdaniem mogło tu dojść do poważnego złamania polskiej ordynacji wyborczej. I dlatego jutro PiS złoży zawiadomienie o możliwości popełniania wykroczenia przez PO ws. finansowania partii z zagranicy - deklarował Kamiński w programie "24 godziny".
Poklepywanki, zamiast stoczni
Prezydencki minister powtórzył też zarzut wobec rządu, że prowadzi on wyjątkowo nieskuteczną politykę zagraniczną i taki "event" jak Kongres Europejskiej Partii Ludowej, tego nie zmieni. - Cieszę się, że w Polsce spotykają się przywódcy innych państw, ale wolałbym żeby z tych spotkań coś wynikało. Pani Merkel swoje stocznie uratowała, Donald Tusk nie. Zamiast tego dostał kilka klepnięć po plecach i świecidełko w postaci kongresu - argumentował Kamiński.
Ale zdaniem wiceministra gospodarki Adama Szejnfelda kongres EPP to nie żadne "świecidełko", ale powód do dumy. - Przez 20 lat budowania demokracji w Polsce rządy wiele razy próbowały doprowadzić do wielkich spotkań ważnych przywódców. Rzadko się to udawało. I dlatego dzisiaj powinniśmy być dumni - przekonywał.
Szejnfeld z przekąsem zaznaczył, że dziwi się zarzutom PiS-u o poklepywanie premiera po plecach. - W Indiach mężczyznom na powitanie daje się kwiaty, w Europie Wschodniej ludzie całują się trzy razy w policzek, a w Europie Zachodniej w dobrym tonie jest klepnąć kogoś w ramię. Jeśli ludzie PiS nie potrafią zrozumieć niektórych sposobów okazywania sympatii i szacunku to trudno - ironizował poseł.
Z samego faktu spotkania czołowych polityków Europy w naszym kraju cieszył się także Grzegorz Napieralski. Ale według szefa SLD PO nie powinno oszukiwać, że kongres jest faktycznym startem kampanii do europarlamentu. - Wzbudza wątpliwości termin tego spotkania i jego przebieg. Jest to ewidentnie początek kampanii wyborczej i tego nikt nie zaczaruje - oceniał.
Protest przed PKiN: "ostatni krzyk"
Optymizmu Adama Szejnfelda nie zachwiał nawet fakt wyjątkowo ostrych scen, jakie za sprawą protestujących stoczniowców i policji rozegrały się przed Pałacem Kultury i Nauki. - Ludzie mają prawo manifestować swoje poglądy, ale do rozwiązania spraw służy Komisja Trójstronna. To zachowanie, które widzieliśmy (stoczniowców -red.) przekonują mnie, że nie chodziło nikomu o dialog, ale o akcję polityczną. Mam przypuszczenie, że związkowcy mogli ulec inspiracjom partii opozycyjnych - mówił wiceminister.
Napieralski i Kamiński stanowczo odrzucili te oskarżenia: - Jest mi przykro kiedy słyszę, że to mogła być inspiracja opozycji bo to wierutne kłamstwo - ucinał szef Sojuszu. Jak dodał "źle się stało, że policja użyła siły". - Rozumiem stoczniowców, podzielam ich obawy. Ta demonstracja jest ostatnim krzykiem ludzi, którzy walczą o swoje miejsca pracy, proszę ich zrozumieć. Stoczniowcy mają przekonanie, że rząd nie wykorzystał wszystkich swoich zadań żeby ratować stocznie - oceniał. Wtórował mu Kamiński: Kamiński: - To jest coś przerażającego, że w 20-lecie polskiej demokracji policja znów używa przemocy wobec ludzi, którzy stoją pod sztandarami "Solidarności" - oburzał się polityk PiS.
Źródło: TVN24, tvn24.pl