Zgodnie z kompromisem, państwa spoza euro będą mogły być dopraszane na tematyczne szczyty euro, dotyczące np. konkurencyjności czy zatrudnienia oraz "przynajmniej raz w roku" na szczyty dotyczące wdrażania paktu fiskalnego.
"My nic na tym nie zyskujemy"
Zdaniem Andrzeja Urbańskiego "dopuszczenie Polski do stołu" i zezwolenie jej na wygłoszenie opinii raz w roku nie jest żadnym osiągnięciem. - Przecież jest pewna logika. Kraje, które ponoszą pełną odpowiedzialność płacą bardzo wysoką cenę za euro. Jest naturalnym, że decydują o tej walucie - sprzeciwiał się Aleksander Smolar.
- My nic na tym nie zyskujemy - ciągnął Urbański. I dodał: "Kwestionuję w ogóle logikę i filozofię, którą posługiwał się premier Tusk twierdząc, że to od paktu stabilizacyjnego zależy przyszłość Europy i Polski. To nieprawda. Tak samo jak nieprawdą jest, że jest Europa dwóch prędkości. Jedna to euroland, a druga to nie euroland. Bo ja zadaję proste pytanie. W której prędkości jest Szwecja, która ma znakomite wyniki, a która nie ma euro?"
Smolar przyznał, że mówienie o modelu dwóch prędkości to "poważne uproszczenie", bo Europa już jest zróżnicowana. - Waga uczestnictwa polega na tym, by nie doprowadzić do długotrwałego podziału - tłumaczył szef Fundacji Batorego. Dodał jednak, że brakuje dyskusji nad tym jaka zostanie przyjęta strategia w ratowaniu euro. - Są dwie filozofie. Niemiecka zakłada nałożenie rygoru finansowego. Natomiast ta popierana przez USA, Francję, Włochy, Wielką Brytanię mówi, że wprowadzając wyłącznie rygor i oszczędności można zrujnować kraje, które znajdują się w tak trudnej sytuacji jak Grecja - mówił Smolar.
ktom/tr
Źródło: tvn24