Politycy zostali wywołani do odpowiedzi na temat sporu kompetencyjnego po doniesieniach "Gazety Wyborczej", jakoby rząd miał przygotowywać ustawę, która miałaby "uziemić" prezydenta. Gdyby weszła w życie, wyjazd głowy państwa na szczyty międzynarodowe uzależniony byłby od Rady Ministrów. Zbliża się ponadto kolejny szczyt unijny, na którym Polskę chce reprezentować zarówno rząd, jak i prezydent.
Byli premier i były wicepremier - obaj wywodzący się z obozów politycznych odległych od opcji obecnego prezydenta - zgodzili się co do recepty na rozwiązanie konfliktu między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem.
"Potrzebny dobry obyczaj"
- Nic nie pomogą kolejne regulacje ustawowe, potrzebny jest dobry obyczaj - mówił Roman Giertych. Według niego, konflikt wynika nie ze złej konstytucji, a z ambicji obu polityków, którzy walczą o wzmocnienie swojej pozycji, żeby wygrać w wyborach prezydenckich 2010 roku.
Jako doraźne rozwiązanie widzi jednak możliwość zapisania w ustawie kompetencyjnej obowiązku prezentowania przez prezydenta stanowiska rządu.
Silniejszy premier, słabszy prezydent
Leszek Miller również jest zdania, że konflikt jest natury ambicjonalnej, ale szansy na jego rozwiązanie upatruje w zmianie konstytucji. Były premier już wcześniej optował za systemem bardziej kanclerskim.
- Uważam, że wzmocnić należy rolę premiera i rządu, a osłabić (rolę) prezydenta. Sposobem na to mógłby być jego wybór przez Zgromadzenie Narodowe ("połączony" Sejm i Senat) - proponował Miller.
"Jadę na szczyt"
Prezydent już poinformował rząd o zamiarze wzięcia udziału w zaplanowanym na 11 i 12 grudnia szczycie UE w Brukseli.
W piśmie Lech Kaczyński wyraził nadzieję, że w spotkaniu przywódców państw i rządów Unii weźmie udział także premier. Ten, wcześniej zapowiedział, że nie dojdzie w tym przypadku do kolejnego konfliktu o miejsce przy stole negocjacyjnym. W świetle doniesień "Gazety Wyborczej" o planowanej ustawie, nie cichną medialne spekulacje nad sporem obu polityków.
Źródło: tvn24