Jak podkreślił gen. Sławomir Petelicki, w sprawie ostrzału wioski Nangar Khel jest wiele niewiadomych. - Jeśli tam się znajdowali talibowe, a podobno tak było, to znaczy, że jakiś powód ostrzału był - mówił generał. Poza tym - przypomniał Petelicki - żołnierze strzelali w kierunku wzgórza z odległości 1,5 km, a z tej odległości trudno jest odróżnić cywila od taliba - dowodził. Generał przypomniał też, że znany jest meldunek żołnierzy do dowódcy Grupy Bojowej płk. Adama Stręka o wadliwej amunicji moździerzowej, która w czasie ostrzału spadała zbyt blisko (pisała o tym "Rzeczpospolita").
"Powinni odpowiadać z wolnej stopy i w mundurach"
Przytoczone fakty, według gen. Petelickiego, nie pozwalają na pochopne oceny. - Zastanawiałbym się nad stawianiem zarzutu ludobójstwa tym żołnierzom, oni brali udział w innych niebezpiecznych akcjach - powiedział. Gen. Petelicki podkreślił też, że oskarżeni żołnierze powinni występować z wolnej stopy i w mundurach. - Tu chodzi o honor żołnierza - podkreślił.
Jego zdaniem, najważniejsze jest, by żołnierz był przekonany, że za nim stoi państwo. - Po tej sytuacji żołnierze boją się, że będą kozłami ofiarnymi - dodał. Generał przypomniał, że żołnierze w Afganistanie wcześniej już raz protestowali. - Amerykanie im zwrócili uwagę, że mają nieopancerzone wozy (nie obite blachą). A kiedy kilku zaprotestowało, to wróciło do kraju jako tchórze - mówił Petelicki.
Dodał, że amerykański dowódca "stoi murem" za polskimi żołnierzami.
Gen. Koziej: Ostrożnie z zeznaniami żołnierzy
Gen. Stanisław Koziej uważa, że proces ws. żołnierzy oskarżonych o ludobójstwo wymaga najlepszych sędziów, bo sprawa jest precedensowa. Jego zdaniem, zakwalifikowanie ostrzału wioski Nangar Khel jako zbrodni wojennej jest błędem. Ale generał przestrzegł też przed pochopnym wydawaniem sądów w tej sprawie. - Nie możemy brać za pewnik zeznań żołnierzy, którzy są oskarżeni - przekonywał. Jak dodał, w wojsku często przekazywanie komend odbywa się skrótami, natomiast prawnicy oskarżonych żołnierzy będą się w tym doszukiwać błędów dowódcy.
Superwizjer TVN dotarł do informatora, znającego bardzo dobrze szczegóły śledztwa w sprawie oskarżonych żołnierzy. Żołnierze mieli zeznać, że rozkaz ostrzału wydał ich dowódca.
Filar: Żołnierze mogli działać w błędzie
Karnista, Marian Filar (LiD) uważa, że w ocenie czynu żołnierzy nie powinno się "sięgać od razu po najwyższą półkę". - Można było rozważyć nieumyślne spowodowanie śmierci, a nie od razu o zbrodnię ludobójstwa - podkreślił. Jego zdaniem, trzeba brać pod uwagę kontekst - "to wojna typu partyzanckiego". - Żołnierze mogli działać w błędzie - zauważył. Podkreślił, że zgodnie z prawem - jeśli żołnierz wykonuje rozkaz, to nie popełnia przestępstwa, chyba że miał świadomość popełniania czynu przestępczego. Dlatego - jak podkreślił Filar - trzeba najpierw sprawdzić, czy padł rozkaz ostrzału. - A następnie - czy żołnierze wiedzieli o obecności cywili w tej wiosce, czy chcieli ich zabić i czy się z tym godzili - mówił Marian Filar.
Podkreślił, że "w wojsku z rozkazem nie ma żartów". - Przełożony może rozkaz wymusić siłą, łącznie z użyciem broni - dodał.
Co się stało w Nangar Khel?
Do ostrzału wioski Nangar Khel doszło 16 sierpnia ub. roku. W jego wyniku zginęło sześć osób, dwie następne zmarły w wyniku odniesionych ran. Wśród poszkodowanych były dzieci i kobiety - trzy zostały poważnie okaleczone.
W związku z ostrzałem wioski prokuratura postawiła zarzuty siedmiu żołnierzom. Sześciu z nich zarzuciła zabójstwo ludności cywilnej, jednemu - atak na niebroniony obiekt cywilny.
We wtorek sąd wojskowy rozpatrzy wniosek prokuratury o przedłużenie żołnierzom aresztu tymczasowego.
Źródło: TVN24, Fakty TVN
Źródło zdjęcia głównego: TVN24