Wcześniej lekarze wysuwali przypuszczenia, że obrażenia na ciele dziewczynki spowodowane były maltretowaniem jej przez opiekunów z pogotowia opiekuńczego. Nie ma jednak na to żadnych dowodów. Opiekunowie mieli wzorową opinię i, co więcej, kilkakrotnie informowali o walkach niepełnosprawnej Amelki z jej także niepełnosprawną siostrą bliźniaczką. Te szarpaniny mogły być przyczyną tak złego stanu dziecka.
Opiekunowie twierdzą, że spadła z piętrowego łóżka.
Na razie jest jeszcze za wcześnie, żeby rozstrzygać, jak było naprawdę.
Sprawa w prokuraturze
sier. Alicja Bierbasz, Komenda Wojewódzka Policji (TVN24)
Cała sprawa trafiła już do prokuratury. - Prowadzone są w tej sprawie czynności procesowe, których celem jest wyjaśnienie okoliczności zdarzenia - mówi sierżant Alicja Bierbasz z Komendy Wojewódzkiej Policji.
Przesłuchano też opiekunów dziecka. Na razie nie postawiono im żadnych zarzutów.
Lekarze robili, co mogli
Amelka trafiła do szpitala w sobotę, po tym, jak doszło u niej do zatrzymania akcji serca. Lekarze podjęli reanimację w domu w Gryfinie. Następnie dziecko zostało przewiezione helikopterem do Szczecina.
Tam Amelka przeszła operację mózgu. Jej stan lekarze ocenili jako krytyczny. Komisja lekarska orzekła u niej nieodwracalne ustanie funkcji pnia mózgu.
Przyczynę śmierci dziewczynki wyjaśni sekcja zwłok.
Źródło: TVN24, PAP