Rosyjski handel ukraińskim węglem w Polsce. "Niech się wstydzi ten, co robi, nie ten, co widzi"

TVN24

Rosyjski interes z ukraińskim węglemtvn24
wideo 2/36

Do Polski trafia coraz więcej węgla odebranego Ukraińcom z terenów okupowanych przez Rosjan i separatystów. Moskwa zarabia w ten sposób na wojnie z Kijowem, a rząd w Warszawie milczy w tej sprawie. Pytania zadają dziennikarze "Dziennika Gazety Prawnej", w odpowiedzi słyszą jednak w MSZ, że podejrzane są właśnie ich wątpliwości. ("Polska i świat")

- W zeszłym roku było to około stu tysięcy ton węgla antracytu - mówi pierwszy pierwszy sekretarz Ambasady Ukrainy w Polsce Oleh Kazaniszczew.

Na Ukrainie antracyt można wydobyć tylko w zajętych rejonach Ukrainy. Na wolnym rynku 100 tysięcy ton warte jest 10 milionów dolarów.

- Skąd tak naprawdę ci, którzy tam walczą, mają broń? Na to potrzeba potężnych pieniędzy, a te pieniądze, które idą z antracytu, bardzo drogiego paliwa, właśnie tam (do separatystów -red.) trafiają - tłumaczy Karolina Baca-Pogorzelska, dziennikarka "Dziennika Gazety Prawnej".

"Niech się wstydzi ten, co robi, nie ten co widzi"

Karolina Baca-Pogorzelska i Michał Potocki z "Dziennika Gazety Prawnej" handel węglem z rosyjskiej wojny opisują od ponad roku. To w wyniku ich artykułu posłowie opozycji złożyli w tej sprawie interpelację do MSZ.

W odpowiedzi ówczesny wiceminister Jan Dziedziczak odparł, że pracą dziennikarzy powinny zająć się służby.

"Nie można wykluczyć, że powstanie i opublikowanie artykułu w przeddzień wizyty ukraińskiego ministra energetyki w Polsce było inspirowane przez kręgi dążące do osłabienia relacji polsko-ukraińskich (...) Zasadne wydaje się, by w tej sprawie wypowiedziały się kompetentne służby i zbadały jej całokształt" - czytamy w odpowiedzi wiceministra spraw zagranicznych na interpelację.

- Niech się wstydzi ten, co robi, nie ten, co widzi. My jesteśmy dziennikarzami i opisujemy rzeczywistość. Jeżeli ktoś szkodzi stosunkom polsko-ukraińskim, to ci którzy pozwalają na to, żeby polskie firmy handlowały z separatystami, którzy zabijają ukraińskich obywateli - ocenia dziennikarz Michał Potocki.

Sankcje dla firmy działającej na terenie Polski

Na początku stycznia tego roku Ukraińcy poprosili polski rząd o zajęcie się sprawą.

- Napisaliśmy notę na adres Ministerstwa Spraw Zagranicznych Polski - oświadczył Oleh Kazaniszczew z ukraińskiej ambasady.

Kilka tygodni później, obawy Ukraińców bardzo kategorycznie potwierdził rząd Stanów Zjednoczonych. 26 stycznia po raz pierwszy w historii wolnej Polski, Amerykanie objęli sankcjami firmę działającą na terytorium naszego kraju.

Chodzi o Doncoaltrade (don oznacza Donbas, coal - węgiel, a trade - handel). Właścicielem 60 procent udziałów jest Ołeksandr Melnyczuk, były separatysta i były wiceminister do spraw energii samozwańczej Ługańskiej Republiki Ludowej.

Melnyczuk razem ze swoim bratem używał kilku firm, by eksportować węgiel z tak zwanej Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej do Rosji i innych krajów. Wśród tych firm znajduje się Doncoaltrade spółka z.o.o.

Co z kontrolą? Nie wiadomo

Siedziba firmy mieści się w jednym z katowickich biurowców, trudno kogoś w niej spotkać. Drzwi są zamknięte, ale pracownicy budynku potwierdzają, że do skrzynki pocztowej trafia korespondencja.

- Mamy do czynienia z kompletną biernością. Od momentu nałożenia sankcji przez Stany Zjednoczone sprawa jest absolutnie jasna i przez blisko rok nie dzieje się kompletnie nic - komentuje były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak.

To, że firma ukraińskiego separatysty dalej działa potwierdza wyciąg z rejestru sądowego. Ostatniego wpisu dokonano w czerwcu, jak czytamy,większościowym udziałowcem pozostaje Ołeksandr Melnyczuk.

Mimo próśb Ukraińców, pracy polskich dziennikarzy i amerykańskich sankcji nic nie wiadomo o tym, by w firmie odbyła się choćby kontrola.

Ministerstwo Finansów w ten sposób odpowiedziało na pytanie dziennikarza TVN24 o kontrolę: "z uwagi na obowiązek zachowania tajemnicy skarbowej nie możemy przekazać Panu żadnych informacji".

Do 6 sierpnia TVN24 nie otrzymała odpowiedzi w tej sprawie od resortów energii i spraw zagranicznych.

Udało się natomiast dotrzeć do treści odpowiedzi MSZ na notę Ukraińców. Dokument z 16 kwietnia, na który Ukraińcy czekali ponad cztery miesiące, nie odnosi się do faktu, że według amerykańskiego i ukraińskiego rządu separatyści pozyskują środki, działając w Polsce.

Ministerstwo podkreśla natomiast, że jego zdaniem nie ma podstaw prawnych, by ograniczyć import węgla ukradzionego Ukrainie.

"Nawet (..) ustalenie, że sprowadzony węgiel pochodzi z Ukrainy, a nie z Rosji nie będzie skutkować innym wymiarem należności celnych, zaś przywóz węgla pochodzącego z Ukrainy nie jest objęty żadnymi zakazami w odróżnieniu od towarów pochodzących z (..) Krymu" - czytamy w odpowiedzi MSZ.

Zdaniem Oleha Kazaniszczewa "tak nie powinno być". Jak dodał, "powinna być solidarność", a wparcie należy się Ukrainie, a nie władzom nieuznawanych republik.

Również europejskie instytucje nie podjęły działań, by zablokować lub ograniczyć handel węglem z rosyjskiej wojny.

Polski europoseł Jarosław Wałęsa zapytał o to Komisję Europejską, na razie nie dostał odpowiedzi.

Autor: KR//kg / Źródło: tvn24