"Kierowca po prostu nas potrącił i uciekł". Policja: kolizji nie było

Interwencja policji i straży miejskiej na placu Krasińskich
Do zdarzenia doszło na pasie rowerowym na placu Krasińskich
Źródło: Klemens Leczkowski / tvnwarszawa.pl
Kierowca przewozu na aplikację zatrzymał się na drodze dla rowerów. Odjeżdżając, zahaczył o jednoślad mężczyzny, który jechał z dwuletnią córką. Świadkami byli strażnicy miejscy, wezwali na miejsce policję. Funkcjonariusze drogówki uznali jednak, że kolizji nie było. Skarga na ich interwencję trafiła do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Artykuł dostępny w subskrypcji
Kluczowe fakty:
  • Rowerzysta nie kryje oburzenia przebiegiem interwencji. Określa ją "skandaliczną". - Nie chodzi tylko o moje jednostkowe zdarzenie, ale o szersze podejście do bezpieczeństwa na ulicach w Polsce i sytuacji niechronionych uczestników ruchu - wyjaśnia.
  • Mężczyzna uważa, że policjanci zignorowali jego relację oraz to, co powiedzieli im strażnicy miejscy i pasażerowie "taksówki na aplikację".
  • Komenda Stołeczna Policji podaje natomiast, że wystąpienia kolizji nie potwierdziło nagranie z auta osobowego ani relacje zebrane na miejscu zdarzenia.
  • Po skardze pana Krzysztofa do resortu spraw wewnętrznych, sprawa trafiła do Biura Kontroli Komendy Głównej Policji.

W lipcowe popołudnie pan Krzysztof jechał rowerem z dwuletnią córką. Korzysta z tego środka transportu przez cały rok, niezależnie od pogody. Dziewczynka podróżuje z nim na dodatkowym siodełku, znajdującym się na ramie jednośladu. Tego dnia jechali Krakowskim Przedmieściem w stronę Starego Miasta. Następnie mężczyzna zjechał na Miodową, gdzie po raz pierwszy zauważył kierowcę przewozu osób.

Czytaj także: