Nastolatek prowadził, choć nie miał prawa jazdy. Zginął rowerzysta. Wyrok

Warszawa

warszawa@tvn.plZapadł wyrok w sprawie wypadku w Bielawie

18-letni obywatel Malty został skazany na cztery lata więzienia za śmiertelne potrącenie rowerzysty. Sąd ustalił, że chłopak prowadził bez prawa jazdy i pod wpływem marihuany. Zakazał mu dożywotnio prowadzenia pojazdów.

Wyrok w sprawie Piera C. zapadł w ubiegły czwartek. Piaseczyński sąd rejonowy uznał go za winnego spowodowania śmiertelnego wypadku, do którego doszło 3 czerwca ubiegłego roku.

17-letni wówczas chłopak usiadł za kierownicą mercedesa, mimo że nie miał prawa jazdy. Około godziny 17 na ulicy Powsińskiej w Bielawie (gmina Konstancin-Jeziorna) stracił panowanie nad autem i zjechał na przeciwległy pas ruchu, po czym uderzył w 77-letniego rowerzystę. Mężczyzna zginął na miejscu.

Cztery lata więzienia

Zdaniem sądu nastolatek umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym. Jak czytamy w komunikacie przesłanym nam przez Sąd Okręgowy w Warszawie, na drodze obowiązywało ograniczenie prędkości do 30 km/h. Piero C. miał przekroczyć ją co najmniej dwukrotnie.

Wstępne badania na miejscu zdarzenia potwierdziły, że C. był trzeźwy. Późniejsze testy na obecność narkotyków wykazały jednak, że zażywał marihuanę. "Znajdował się pod wpływem środka odurzającego w postaci THC w stężeniu co najmniej 7,76 mg/ml" - informuje sekcja prasowa sądu.

Dożywotni zakaz

Piero C. czekał na wyrok sądu w areszcie od czerwca. W czwartek (14 lutego) usłyszał wyrok czterech lat więzienia. "Sąd orzekł wobec oskarżonego Piero C. zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych dożywotnio" - informuje sąd. Chłopak będzie też musiał zapłacić 30 tysięcy złotych zadośćuczynienia żonie zmarłego rowerzysty. Sąd zwolnił go z konieczności uiszczenia kosztów sądowych.

Wyrok jest nieprawomocny.

Nie zgadza się z nim obrończyni nastolatka. – Orzeczenie jest nazbyt surowe. Sąd nie wziął pod uwagę okoliczności łagodzących, jak wiek sprawcy czy nieprawidłowe oznakowanie drogi. Inną sprawą jest badanie na obecność środków odurzających, które wykonano kilka tygodni po zdarzeniu, a w protokole nie ma podpisu mojego klienta – powiedziała w rozmowie z "Gazetą Stołeczną" mecenas Wiktoria Domaradzka. I zapowiedziała apelację.

Na tvnwarszawa.pl informowaliśmy też o procesie w sprawie potrącenia czteroosobowej rodziny rowerzystów w miejscowości Sitne. Matka i dwie dziewczynki nie przeżyły wypadku:

Prokurator odczytał akt oskarżenia TVN24
wideo 2/3

kk/b