Budowa spalarni zwiększa opóźnienie. Zwiększy się także cena wywozu śmieci

Warszawa

Termin składania ofert przełożono na 18 grudnia Mateusz Dolak/ tvnwarszawa.pl
wideo 2/4

Bez unijnej dotacji i dużo później, niż planowano - to coraz bardziej prawdopodobny scenariusz dla spalarni śmieci na Targówku. To oznacza, że będzie drożej. A zapłacą warszawiacy.

Rozbudowa spalarni na Targówku już jest mocno opóźniona. Początkowo zakładano, że śmieci trafią tam w 2019 roku. Nic jednak nie wskazuje na to, by tak się stało. Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania wciąż nie zna wykonawcy, a przetarg przedłuża się już o prawie rok.

Najpierw zmienił się terminu jego ogłoszenia - z grudnia 2016 roku na maj 2017. Potem zablokowały go pytania zainteresowanych firm. MPO chciało zamknąć przetarg w sierpniu, potem 17 listopada, a - według najnowszych zapowiedzi, termin składania ofert minie... 18 grudnia.

- Dokumentacja, w odróżnieniu od innych postępowań tego typu, jest bardzo obszerna. Załączony jest projekt budowlany dla całego zakładu, a także dokumenty, które nazywamy wytycznymi do projektowania. Są bardzo szczegółowe, analiza zajmuje wykonawcom dużo czasu - tłumaczy Piotr Karczewski z MPO.

Pytany, na kiedy planowane jest dziś otwarcie spalarni, nie potrafi udzielić odpowiedzi. Ale z jego dalszych wyliczeń można wywnioskować, że zakład zacznie działać nie wcześniej niż w 2021 roku.

- Nie jesteśmy w stanie przewidzieć choćby procedury odwoławczej. Mamy nadzieję, że uda się od połowy przyszłego roku wejść na plac budowy, a potem, w ciągu 36 miesięcy, powinniśmy zamknąć proces budowlany i przejść do eksploatacji - powiedział.

Bez dotacji

To nie jedyne kłopoty z inwestycją. Termin ogłoszenia przetargu przełożono przez problem z Wojewódzkim Planem Gospodarki Odpadami (WPGO). Dokument uchwalono w grudniu zeszłego roku, ale - z przyczyn formalnych - został unieważniony przez wojewodę mazowieckiego. Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który podtrzymał decyzję wojewody.

Bez WPGO instalacje przetwarzające śmieci nie mogą z kolei dostać dofinansowania ze środków publicznych. A część środków MPO chciało pozyskać z Unii Europejskiej. Miejska spółka ubiegała się o 560 milionów złotych dotacji. Jak wyjaśniał Karczewski, taki sposób finansowania byłby najtańszy dla mieszkańców.

Wobec tej sytuacji przedsiębiorstwo miało dwie możliwości. Albo czekać na rozstrzygnięcie sporu administracyjnego, co wydłużyłoby rozpoczęcie budowy o kolejne kilkanaście miesięcy lub szukać innych środków. Spółka zdecydowała się więc na tzw. finansowanie pomostowe. To praktyka polegająca na tym, że instytucja zwraca się do banków o pomoc do czasu otrzymania dofinansowania unijnego.

Śmieci podrożeją

To oznacza, że na budowę spalarni, spółka musi zaciągnąć zwykły, komercyjny kredyt. A to z kolei znaczy, że łączne koszty powstania zakładu wzrosną, ponieważ bank doliczy odsetki. W dłuższej perspektywie zapłacą za to mieszkańcy - muszą liczyć się z podwyżką opłat za wywóz śmieci.

Sztandarowa inwestycja MPO powstanie w ramach przebudowy istniejącego już zakładu u zbiegu Zabranieckiej i Gwarków, który działa od 2001 roku i przerabia 40 tysięcy ton śmieci rocznie. Po rozbudowie moce przerobowe wzrosną do 300 tysięcy ton - czyli 1/3 wszystkich stołecznych odpadów. To tyle, ile trafia do uciążliwej instalacji na Radiowie.

MPO zapowiadało, że zakład na Radiowie, który działa bez pozwolenia, będzie wygaszony z dniem otwarcia spalarni. Opóźnienie oznacza więc, że mieszkańcy Bielan i Bemowa będą musieli zmagać się ze smrodem jeszcze przez co najmniej cztery lata.

Zobacz więcej o smrodzie na Radiowie:

Mieszkańcy nie mogą spać przez smródTomasz Zieliński/ tvnwarszawa.pl
wideo 2/4

Mateusz Dolak (m.dolak@tvn.pl)/mś