Biedroń stwierdził, że w sobotę, kiedy wracał ok. godz. 17 z Sejmu, "miał do czynienia z frustracją kibiców". - Zostałem przez nich osaczony. Zaczęli mnie wyzywać, opluwać - powiedział poseł Ruchu Palikota. Mimo to - jak zaznaczył - funkcjonariusze, którzy eskortowali kibiców, nie zareagowali.
- Policja stała z boku, i kiedy zapytałem policjanta, dlaczego nie reagują, odpowiedział, że on jest tutaj od eskortowania kiboli, a nie od reagowania - powiedział Biedroń. Wcześniej o incydencie tym mówił w audycji w Radiu Zet "Siódmy Dzień Tygodnia". Pytany o tę sytuację rzecznik komendanta stołecznego policji mł. insp. Maciej Karczyński poinformował, że komendant stołeczny policji Mirosław Schossler polecił wyjaśnić sprawę.Policja: było spokojnieJednocześnie podsumował niedzielną demonstrację kibiców w Warszawie. Bilans - jeden wniosek o ukaranie skierowany do sądu oraz dwie osoby zatrzymane za naruszenie nietykalności cielesnej policjantów. Były one nietrzeźwe. Policjanci wystawili również sześć mandatów za wykroczenia.
- Oceniamy, że generalnie było spokojnie - podsumował Karczyński. Innego zdania jest Biedroń. W jego opinii, to, co się stało w sobotę, to dowód, że nasz kraj nie jest przygotowany na Euro 2012. - Obawiam się, że jeśli przyjadą mieszkańcy innych krajów i dorwą ich nasi kibice, to niestety ta sytuacja może się powtórzyć - stwierdził poseł Ruchu Palikota. W sobotę na ulicach Warszawy w proteście przeciw odwołaniu meczu o Superpuchar demonstrowali kibice Legii Warszawa. Kilkuset fanów stołecznego klubu przeszło po południu sprzed stadionu przy ul. Łazienkowskiej pod Stadion Narodowy. Swój, zapowiadany na ten sam dzień protest w stolicy odwołali w ostatniej chwili kibice Wisły Kraków - drugiego z zespołów, który miał na Narodowym walczyć o Superpuchar.
CZYTAJ WIĘCEJ NA TVN24.PLpap/tvn24.pl//mac/iga