Trwa walka z pożarem, który wybuchł w sobotę w okolicach miasta Porto Germeno, kilkadziesiąt kilometrów na zachód od Aten. Do tej pory ogień strawił ponad 12 tysięcy hektarów. Z żywiołem walczą setki strażaków, których wspierają samoloty i śmigłowce gaśnicze. Władze ogłosiły nakazy ewakuacji dla wielu miejscowości, a według greckiej straży pożarnej ponad sto domów uległo zniszczeniu lub uszkodzeniu.
Mieszkańcy tracą dobytek. "To okropne uczucie"
W poniedziałek w pobliżu miejscowości Kandili i Agia Skepi rozmieszczonych zostało ponad 400 strażaków i 21 statków powietrznych. W międzyczasie sosnowe lasy wciąż były trawione przez szalejące płomienie. Wydano też nowe nakazy ewakuacji. Żywioł spowodował też ogromne szkody w uprawach drzew oliwnych zaledwie kilka miesięcy przed zbiorami. To coroczny rytuał, na który z niecierpliwością czeka wiele greckich rodzin.
- To okropne uczucie, kiedy budujesz coś z takim wysiłkiem, a pieniądze nie przychodzą łatwo - powiedziała Anastasia Hatzoglou w rozmowie z agencją Reuters. Opowiadała, że jej dom, zbudowany z kamienia, uległ poważnemu zniszczeniu, a drzewa oliwne spłonęły. - Włożyłam w to tyle wysiłku. Kiedy dbasz o swoją posiadłość, swoją ziemię, oliwę, którą produkujesz co roku, to nie jest przyjemne - żaliła się.
"Nie mogę zostawić swojego domu"
W Grecji jest reporterka TVN24 Marta Ulatowska-Jesse. Jak opowiadała, w poniedziałek od świtu trwała walka z ogniem z powietrza. O sytuacji informowani są mieszkańcy okolicznych wiosek, otrzymujący komunikaty, kiedy i w którą stronę powinni się ewakuować. Dla wielu osób opuszczenie domu to ostateczność.
- Nie mogę zostawić swojego domu, to moje szczęście, mój majątek - opowiadał reporterce jeden z mieszkańców obszarów, gdzie ogień jeszcze nie dotarł.
Akcja gaśnicza była prowadzona także w nocy. Jak podał portal Ekathimerini, strażacy korzystali z ciężkiego sprzętu do tworzenia pasów przeciwpożarowych, próbując spowolnić rozprzestrzenianie się ognia. Aura im nie sprzyja - wysokim temperaturom od wielu dni towarzyszy silny wiatr. Jak ostrzegały władze, ryzyko pożarów lasów pozostaje wysokie ze względu na prognozowany wzrost temperatur.
Strażacy zostali okradzeni
W poniedziałek rozpoczęło się śledztwo w sprawie zderzenia dwóch śmigłowców gaśniczych w rejonie miejscowości Psatha w Attyce Zachodniej. Załoga jednego z nich, pilot z Danii i koordynator operacji lotniczych z Grecji, nie przeżyła. Na miejscu katastrofy pracują śledczy, a jak poinformowała policja, miejsce wypadku zostało zabezpieczone na czas prowadzenia wstępnego dochodzenia.
Strażacy muszą walczyć nie tylko z ogniem. Lokalne media poinformowały, że w jednej z jednostek strażackich złodzieje włamali się do samochodów pozostawionych tam przez funkcjonariuszy, którzy w tym samym czasie pracowali w terenie. W sieci pojawiły się zdjęcia aut z wybitymi szybami, z niektórych pojazdów zniknęły nawet opony. "Kto zrekompensuje straty naszym kolegom, którzy po tym, co codziennie przeżywają na pierwszej linii, wracają i widzą, że ich mienie osobiste zostało zniszczone?" - przekazał związek zawodowy strażaków.
Pożary szaleją nie tylko w okolicach Aten. W poniedziałek strażacy prowadzili akcje gaśnicze także w Focydzie nad Zatoką Koryncką oraz na półwyspie Chalkidiki. Poinformowali również, że opanowany został rozległy pożar na Kefalonii, który wybuchł w sobotę wieczorem.