Kleszcze należą do jednych z najmniej lubianych przedstawicieli polskiej fauny. Te drobne pajęczaki mogą przenosić choroby zagrażające ludziom i zwierzętom, a ich ukąszenie jest bezbolesne, co utrudnia zauważenie zagrożenia. Na łamach czasopisma "Science of the Total Environment" ukazało się badanie pokazujące, że nawet kleszcze mogą być naszymi sojusznikami w walce o czystsze środowisko.
Pendrive o sporej pojemności
Naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, doktor Vitalii Demeshkant i doktorka Magdalena Zyzak, przeanalizowali 30 nieżerujących, dorosłych kleszczy łąkowych (Dermacentor reticulatus). Został on wybrany nieprzypadkowo: to powszechnie występujący gatunek, który żyje długo jak na kleszcza i jest wystarczająco duży do precyzyjnych analiz.
- Jego twardy egzoszkielet może wiązać i akumulować pierwiastki, co sprawia, że organizm ten może "zapisywać" historię chemiczną otoczenia - wyjaśnił Demeshkant. Naukowcy podkreślili, że pancerz pajęczaka działa jak chitynowy pendrive, na którym zapisują się dane o stanie środowiska, w którym żył i żerował.
Pajęczaki pochodziły z trzech lokalizacji: Czarnobyla, Warszawy i Kosewa Górnego. Wybrane miejsca reprezentowały odmienne profile zanieczyszczeń, co ułatwiało prace porównawcze. Wykorzystując metodę analityczną polegającą na analizie obrazów powierzchni pancerza w ogromnym powiększeniu, badacze zidentyfikowali osadzone na oskórku pierwiastki.
Trzy różne środowiska
Analizy dostarczyły dowodów na to, że kleszcze bezbłędnie odzwierciedlają specyfikę regionu, z którego pochodzą. Pajęczaki z Polski miały znacznie wyższe stężenia kadmu niż z Ukrainy, co pokrywało się z danymi o polskim przemyśle i spalaniu paliw. Te z Czarnobyla "zapisały" więcej wapnia i potasu, ale mniej metali ciężkich, co sugeruje, że brak ingerencji człowieka w przyrodę realnie wpływa na skład chemiczny ekosystemu.
Okazało się przy tym, że samice są bardziej pojemnymi "nośnikami danych" - akumulowały znacznie więcej strontu i wapnia niż samce, co wynika z ich fizjologii i potrzeb reprodukcyjnych.
Badacze wyjaśnili, że do analizy wybrano Czarnobyl, bo ten region po katastrofie elektrowni jądrowej z 1986 r. stanowił wyjątkowe tło dla porównań z innymi, bardziej typowymi zanieczyszczeniami. W przypadku Warszawy chodziło o wybór osobników narażonych na typowe zanieczyszczenia miejskie, w tym osadzające się z powietrza metale ciężkie pochodzące z transportu i przemysłu. Natomiast Kosewo Górne to obszar wiejski, reprezentujący stosunkowo czyste środowisko.
Rola w zdrowiu publicznym
Autorzy publikacji widzą też w przeprowadzonych badaniach potencjał dla współpracy interdyscyplinarnej. Podczas analiz wykorzystywano wiedzę z zakresu entomologii, chemię środowiskowej i toksykologii, ale w kolejnych projektach badacze chcą rozszerzyć zakres nauk.
- Widzimy duży potencjał współpracy z lekarzami weterynarii, epidemiologami oraz specjalistami zdrowia publicznego, aby lepiej ocenić, jak zmiany środowiskowe i klimatyczne wpływają jednocześnie na ekosystemy, rozmieszczenie kleszczy i ryzyko zdrowotne dla ludzi oraz zwierząt - podkreślił Demeshkant.
Jak dodali badacze, wiedza o tym, jak zanieczyszczenia środowiska wpływają na fizjologię i zdolność do przenoszenia patogenów u kleszczy, jest ważna z punktu widzenia zdrowia publicznego. Może też pomóc w opracowaniu lepszych strategii zapobiegania chorobom odkleszczowym, a same kleszcze mogą służyć jako wczesny system ostrzegania przed zagrożeniami dla ludzi i zwierząt, wskazując na obszary o podwyższonym ryzyku zanieczyszczenia.
Opracowała: Agnieszka Stradecka
Źródło: PAP, Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu
Źródło zdjęcia głównego: Adobe Stock