"Żołnierze - bydlaki". MON zbulwersowane

 
W internecie nie brakuje chamskich wpisów o żołnierzach na misjach
Źródło zdj. gł.: TVN24
MON jest zbulwersowane obraźliwymi wpisami internautów, którzy polskich żołnierzy na misjach wojskowych nazywają "bydlakami" i "bandytami", ale przyznaje, że to nie tylko polski problem. Śledztwo w sprawie prowadzi już prokuratura. O sprawie napisała piątkowa "Gazeta Wyborcza".

Sierżant Jacek Żebryk z Bazy Lotnictwa Taktycznego w Świdnie brał udział w trzech misjach. Był dwa razy w Iraku i raz w Afganistanie. W 2007 r. w Iraku zginął jego przyjaciel Andrzej Filipek.

Kiedy potem wrócił z kolejnej misji na forum internetowym wp.pl przeczytał posty po śmierci innego polskiego żołnierza: m.in. "jednego gestapowca mniej", "a niech giną!", "każdy okupant powinien wrócić w trumnie", "won, bydlaku", czy "każdy okupant powinien tak skończyć".

Będą kolejne zawiadomienia?

Sierżant Żebryk zgłosił się do Żandarmerii Wojskowej, gdzie chciał złożyć zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Żandarmeria stwierdziła jednak, że nie może prowadzić śledztw przeciwko internautom. - Zgłosiłem się więc do prokuratury w Białogradzie, ta wszczęła śledztwo, zostałem też przesłuchany na policji w Świdwinie - mówi sierżant.

I dodaje, że złożył blisko 30 zawiadomień o popełnieniu przestępstw na forach internetowych. - Będę składał kolejne, jak tylko znajdę podobne wypowiedzi w internecie - zapowiada.

MON: nie jesteśmy pierwsi

Podobne zawiadomienia o przestępstwach internautów chce składać MON. - Jestem tym absolutnie zbulwersowany, że są ludzie, żołnierze, których Rzeczpospolita wysyła na misje, którzy służą państwu i napotykają na takie określenia czy inwektywy - powiedział w piątek w Warszawie szef MON Tomasz Siemoniak.

Minister skomentował też umieszczony w internecie film wykonany najprawdopodobniej przez żołnierza polskich sił w Afganistanie. Na kilkunastosekundowym nagraniu kilkuletnie dziecko mówi "Spier... kur... Ameryko, Poland good". Potem żołnierz i dziecko "przybijają piątkę".

- Nasze siły zbrojne nie są pierwszymi siłami zbrojnymi, które się z takim problemem stykają (...) Trzeba zastanawiać się nad każdą z tych sytuacji, tzn. nie można odmówić żołnierzowi prawa do robienia sobie zdjęć czy nakręcenia filmów, jeśli to nie przekracza obowiązujących przepisów dot. zachowania tajemnicy - ocenił Siemoniak.

Ustalają autorów wpisów

Postępowanie ws. wpisów w internecie toczy się z dwóch paragrafów - 2 i 3 artykułu 255 Kodeksu karnego mówiącego o publicznym nawoływaniu do popełnienia zbrodni, przestępstwa lub występku. Pierwszy z przywołanych paragrafów mówi, że "kto publicznie nawołuje do popełnienia zbrodni, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3". Drugi z przepisów stanowi, że "kto publicznie pochwala popełnienie przestępstwa, podlega grzywnie do 180 stawek dziennych, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

Śledztwo jest prowadzone w sprawie. Na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów. - Jesteśmy na etapie ustalania autorów wpisów - powiedział PAP prokurator rejonowy w Białogardzie Ziemowit Książek.

Źródło: Gazeta Wyborcza, PAP

Czytaj także: