O możliwości popełnienia przestępstwa przez prok. Marka Pasionka NPW powiadomiła cywilnych śledczych w grudniu 2011 roku. Na jego ślad wpadła przy okazji prowadzenia postępowania dyscyplinarnego przeciwko Pasionkowi, którego podejrzewano m.in. o ujawnienie informacji ze śledztwa smoleńskiego dziennikarzom oraz agentom FBI i CIA.
Kłótnia o herbatę i obiad
Pasionek miał, według prokuratorów NPW, wielokrotnie uchybić godności swojego urzędu. Jedno z tych uchybień polegało na podaniu nieprawdziwych informacji w notatce, w której prokurator rozliczał koszty podróży służbowej do Moskwy i Smoleńska z kwietnia 2010 roku.
Pasionek skarżył się w niej na sposób organizacji wyjazdu, wskazując na przykład, że podczas zakwaterowania w ambasadzie RP w Moskwie "nie zapewniono mu nawet filiżanki herbaty" oraz że podczas podróży ze Smoleńska do Moskwy nie jadł obiadu. Dzięki temu delegacja prokuratora została zwiększona o 12,5 dolara.
Wojskowi koledzy Pasionka poszli tym tropem. Poprosili o informacje z polskiej ambasady i przesłuchali świadków. Ustalili, że Pasionek skłamał na temat herbaty i obiadu, bo w hotelowej kuchni miał dostęp do czajnika, a w drodze ze Smoleńska do Moskwy jeden z pracowników polskiej ambasady "postawił" mu ciepły posiłek.
Przesłuchany w tej sprawie prokurator tłumaczył, że o czajniku nikt mu nie powiedział (kiedy przyjechał w nocy do Moskwy spać mieli nawet pracownicy recepcji), a pisząc notatkę rzeczywiście zapomniał o zjedzonym nie na swój koszt obiedzie. Wycofał się z tego, ale było za późno.
Oszustwo - sprawa wielkiej wagi
Rzecznik dyscypliny nie dał wiary tłumaczeniom Pasionka uznając je za "nieprzekonujące" i podtrzymał swoje zarzuty. Na dodatek postanowił wyłączyć sprawę obiadu ze swojego postępowania i przekazać ją do Prokuratury Rejonowej dla Warszawy-Śródmieścia.
Jak napisał w jednym z dokumentów, zebrane przez niego materiały wskazywały na popełnienie przez prokuratora w związku z rozliczeniem delegacji kilku przestępstw równocześnie: oszustwa, poświadczenia nieprawdy w dokumencie i posługiwania się nim. Rzecznik dyscyplinarny NPW żadnej z tych spraw nie uznał za przewinienie "mniejszej wagi", chociaż kodeks karny dawał mu taką możliwość.
Nie ma przestępstwa, nie ma śledztwa
Postanowieniem z 30 grudnia 2011 r. prokurator odmówił wszczęcia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień poprzez poświadczenie nieprawdy co do ilości zapewnionych darmowych posiłków przez prokuratora NPW, co doprowadziło Dowództwo Garnizonu Warszawa do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 12.50 USD. Monika Lewandowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej
Prokuratorzy ze Śródmieścia po niespełna dwóch tygodniach od otrzymania materiałów z NPW zdecydowali o przekazaniu sprawy swoim kolegom z Prokuratury Rejonowej Warszawa-Ochota. – Potraktowano to trochę jak "gorący kartofel" podrzucony przez prokuratorów wojskowych – mówi nam jeden z cywilnych śledczych znający sprawę.
Mimo ciężkich zarzutów wskazywanych przez prokuratorów NPW, prokuratura na Ochocie potrzebowała zaledwie dziewięciu dni – licząc święta – na podjęcie decyzji. Uznali, że żadnego śledztwa nie będzie, bo nie było przestępstwa. – Postanowieniem z 30 grudnia 2011 r. prokurator odmówił wszczęcia śledztwa w sprawie przekroczenia uprawnień poprzez poświadczenie nieprawdy co do ilości zapewnionych darmowych posiłków przez prokuratora NPW, co doprowadziło Dowództwo Garnizonu Warszawa do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie 12,50 USD – poinformowała nas prok. Monika Lewandowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Prokuratorzy uznali, że Pasionek "nie miał na celu wyłudzenia nienależnej kwoty". – Podstawą odmowy wszczęcia śledztwa jest brak znamion czynu zabronionego – tłumaczy rzeczniczka.
Wojskowi prokuratorzy nie wypowiadają się na temat postępowania dyscyplinarnego, bo jest ono tajne. Sprawy nie chce też komentować sam prok. Pasionek. Przyznaje tylko, że o odmowie wszczęcia śledztwa formalnie nic jeszcze nie wie.
Źródło: tvn24.pl