Czym jest "dobro dziecka", ministerstwo nie wie. Zmiana w Karcie Nauczyciela "niezwykle groźna"

TVN24

Zmiany w karcie nauczyciela. Można stracić pracę za udział w strajkutvn24
wideo 2/3

Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło zmiany w Karcie Nauczyciela, które w teorii umożliwią wyrzucenie z zawodu na przykład za udział w strajku. Wystarczy, że dyrektor szkoły takie - ale również inne działania - uzna za naruszające dobro dziecka i postawi pedagoga przed rzecznikiem dyscyplinarnym. Ten zdecyduje, co dalej z jego zawodowym życiem. Minister edukacji Dariusz Piontkowski uspokaja, że dyrektorzy nie muszą od razu kierować nauczycieli do rzecznika, bo "mają różne narzędzia". Ale zapis istnieje. Materiał magazynu "Polska i Świat".

ZOBACZ CAŁY MAGAZYN "POLSKA I ŚWIAT" NA TVN24 GO >

Po zmianach przepisów wielu nauczycieli przychodzi do pracy z poczuciem niepewności. Każdy dzień w szkole może zakończyć się postępowaniem dyscyplinarnym.

- Jest to troszeczkę takie zastraszanie nauczyciela – mówi Agnieszka Karłuk, pedagog w Szkole Podstawowej nr 45 w Białymstoku. Jej zdaniem, w nowym roku szkolnym prowadzący lekcje "muszą ważyć każde słowo".

Kontrowersyjny przepis

Zmiany w Karcie Nauczyciela mówią, że o naruszeniu dobra dziecka dyrektor szkoły zawiadamia rzecznika dyscyplinarnego. Co kryje się za pojęciem dobra dziecka - tego w karcie nie ma.

Minister edukacji Dariusz Piontkowski zwrócił uwagę, że "dyrektor ma różne narzędzia". - Nie musi sięgać od razu do środków dyscyplinujących. Nie jest to najlepsza metoda – powiedział.

Problem w tym, że w nowej Karcie nie ma mowy o tym, że dyrektor może zawiadomić rzecznika, tylko że ma to zrobić w ciągu trzech dni - złożenie zawiadomienia jest równoznaczne z zawieszeniem w pełnieniu obowiązków.

Zdaniem wiceprezesa Związku Nauczycielstwa Polskiego Krzysztofa Baszczyńskiego, to "niezwykle groźny" przepis. Wydaleniem z zawodu może skończyć się na przykład udział w strajku.

- Nagle znajdzie się osoba, która stwierdzi, że fakt, iż pracownik walczy o swoje prawa narusza dobro dziecka – mówi Krzysztof Baszczyński. Nauczyciele i dyrektorzy szkół też nie wiedzą, jak interpretować pojęcie "dobra dziecka".

Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 45 w Białymstoku Piotr Górki uważa, że dzięki nowym przepisom "bardzo łatwo jest oskarżyć kogoś". - Ta osoba ma później problem, żeby się wybronić – dodaje.

- Tak naprawdę każdy może dobrowolnie interpretować to pojęcie – ocenia specjalistka psychologii klinicznej dzieci i młodzieży Marta Bąkowska. Dzieje się tak, bo dobro dziecka dla każdego oznacza co innego.

"Rzeczywiście nie jest to zdefiniowane"

- Chociażby popularny klaps. Wielu rodziców jest przekonanych, że to jest bardzo dobra metoda – zwraca uwagę Marta Bąkowska.

Minister edukacji podkreślił, że Sejm wprowadził zmiany po apelu Rzecznika Praw Dziecka. - Domagał się tego, żeby w większym stopniu uwzględnić dobro dziecka – powiedział Dariusz Piontkowski. - Rzeczywiście nie jest to zdefiniowane, ale to nie jest jedyne pojęcie, które nie jest zdefiniowane – dodaje minister.

Przed zmianami, za naruszenie dobra dziecka dyrektor sam mógł ukarać nauczyciela upomnieniem lub naganą. Do rzecznika dyscyplinarnego trafiały sprawy poważniejsze.

- Rodzice przede wszystkim patrzą na to z perspektywy zadawania prac domowych. Że to jest naruszenie dobra dziecka. My patrzymy z innej perspektywy. My patrzymy z perspektywy, żeby dzieci dobrze czuły się w szkole, żeby były bezpieczne – tłumaczy nauczycielka z białostockiej podstawówki, Patrycja Iwanicka-Krajewska.

Żaden rzecznik dyscyplinarny nie odpowiedział na prośbę o rozmowę. Minister edukacji zapowiada ich przeszkolenie z rozumienia prawa i pojęcia dobra dziecka.

- Nie powinien on oczywiście powodować, żeby nauczyciele nawet za najdrobniejszą rzecz byli stawiani przed komisjami dyscyplinarnymi – podkreślił Dariusz Piontkowski.

Bez doprecyzowania wprowadzonych zmian może to być jednak trudne do osiągnięcia.

Autor: asty/adso / Źródło: tvn24