Jarosław Kaczyński odnosząc się do incydentu powiedział, że ma nadzieję, że "mimo tego dramatu, bo musi się za tym kryć jakiś dramat" desperat "wyjdzie z tego w ostatecznym rozrachunku zdolny do normalnego życia". - I to będzie optymistyczne zakończenie tej sytuacji - dodał prezes PiS.
Polityk został też zapytany przez dziennikarzy czy otrzymał list, który mężczyzna miał wysłać do liderów największych partii politycznych. Przesłanie od desperata mieli otrzymać m.in. premier Donald Tusk i kilka redakcji. - Żadnego listu nie otrzymałem. Nie wiem tak naprawdę, co się stało. Mam tylko takie informacje, jak wszyscy inni - odparł Kaczyński.
Podpalił się przez kłopoty finansowe?
Do incydentu pod KPRM doszło około kwadrans po godz. 11. Funkcjonariusze BOR, którzy zobaczyli płonącego mężczyznę, zaczęli gasić ogień. Następnie wezwali policję i pogotowie. Do policjantów zadzwoniła też kobieta, która była świadkiem zdarzenia. Desperat miał ze sobą list adresowany do premiera. Przykleił go do ławki w Królewskich Łazienkach w Warszawie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że chodzi o długi i problemy z płatnościami oraz komornikiem. Mężczyzna ma żonę i trójkę dzieci.
Rzecznik Wojskowego Instytutu Medycznego Piotr Dąbrowiecki powiedział, że mężczyzna ma poparzone 50 proc. powierzchni ciała. Są to oparzenia pierwszego i drugiego stopnia. - Z powodu poparzeń dróg oddechowych został zaintubowany, przebywa na oddziale intensywnej terapii. Jego stan jest ciężki, ale obecnie nie ma zagrożenia życia - dodał Dąbrowiecki.
Źródło: TVN24, PAP