W poniedziałek nad stanem Wisconsin w USA szalała burza. Szczególnie poważne skutki przyniosła ona w miastach Appleton, Menasha i Neenah, nad którymi przetoczyło się tornado. Wiatr o prędkości ponad 200 kilometrów na godzinę pozostawił po sobie prawie 20-kilometrowy pas zniszczeń. Uszkodzone zostały domy, pojazdy i drogi.
"Niebo się po prostu otworzyło"
Tornado na szczęście nie przyczyniło się do śmierci ani poważnego uszczerbku na zdrowiu. Lokalne media podały, że jedna z mieszkanek okolicy miała sporo szczęścia. Autumn Willette wyjechała z pracy na przerwę obiadową w rejonie Appleton, kiedy pogoda nagle się pogorszyła.
- To było tak, jakby niebo się po prostu otworzyło i spadł deszcz. Wiatr pojawił się znikąd, a ja próbowałam przyspieszyć, aby bezpiecznie zjechać z drogi na parking - opowiadała. Na nagraniu z kamery zainstalowanej w aucie widać, jak wiatr przewracał drzewa i słupy energetyczne. Dwa z nich runęły po obu stronach jej samochodu. - Przez chwilę myślałam, że już po mnie - dodała.
Willette natychmiast zadzwoniła pod numer alarmowy i wyjaśniła ratownikom, w jak trudnej sytuacji się znalazła. Po około 45 minutach na miejsce przybył pracownik operatora sieci energetycznej, aby bezpiecznie ją stamtąd wydostać. Jak się okazało, jej auto nie zostało poważnie uszkodzone - skończyło się na zadrapaniach karoserii i urwaniu lusterka - a kobieta bezpiecznie dojechała do domu.