Trzyosobowa załoga wyruszyła na wyprawę łodzią z miasta Savoonga na Alasce w piątek 4 września. Grupa - 15-letni chłopak, jego starszy brat oraz kuzyn - wybrała się na ryby i miała wrócić w niedzielę. Tak się nie stało, więc zarządzono poszukiwania. Jak przekazała amerykańska straż przybrzeżna, z powodu trudnych warunków pogodowych akcja mogła zostać przeprowadzona dopiero w poniedziałek.
Akcja ratunkowa u wybrzeży Alaski
Oficer straży przybrzeżnej Jonathon Resch, który brał udział w akcji, dostrzegł nastolatka siedzącego na odwróconej łódce 6,5 kilometra od Wyspy Świętego Wawrzyńca w poniedziałkowy poranek. Woda miała wtedy kilka stopni Celsjusza.
W pobliżu znajdował się statek rybacki Northwest Explorer - służby poprosiły jego kapitana o podpłynięcie i wciągnięcie chłopca na pokład. 15-letni ocalały wykazywał objawy hipotermii. Ciała jego dwóch towarzyszy wyłowiono z wody i przetransportowano wraz z ocalałym do miasta Nome.
- Szczękając z zimna chłopiec powiedział, że jego brat wciąż znajdował się pod łodzią. Potem dodał, że poprzedniej nocy, tuż przed rozpoczęciem akcji ratunkowej, jego kuzyn zsunął się z łódki - przekazał kapitan Northwest Explorer w rozmowie z lokalnymi mediami.
Na nagraniu z akcji ratunkowej, udostępnionym przez agencję informacyjną Reuters, widać, jak nastolatek klęczy na łódce dryfującej do góry dnem. Później możemy zobaczyć, jak jest wciągany na pokład jednego ze statków za pomocą liny ratunkowej.
"Prawdziwy cud"
W rozmowie ze stacją ABC News Resch nazwał to wydarzenie "prawdziwym cudem", a samą akcję ratunkową - "emocjonalnym rollercoasterem". - W takich sytuacjach ludziom nie udaje się przeżyć - dodał. - Jesteśmy niezmiernie wdzięczni za to, że go odnaleźliśmy, a jednocześnie ogarnia nas ogromny ból, że nie znaleźliśmy pozostałej dwójki na czas - opowiadał.