TVN24 | Świat

50 tysięcy dolarów, kapela w stylu El Mariachi i "walizki z pieniędzmi". Niejasne powiązania kardynała Dziwisza

TVN24 | Świat

Autor:
pp,
mjz
Źródło:
TVN24
Kardynał Stanisław Dziwisz a sprawa Legionów ChrystusaTVN24
wideo 2/5
TVN24Kardynał Stanisław Dziwisz a sprawa Legionów Chrystusa

Nazwisko kardynała Stanisława Dziwisza pojawia się w tle głośnych skandali pedofilskich, między innymi sprawy Marciala Maciela Degollado, założyciela Legionów Chrystusa oraz byłego kardynała Theodore'a McCarricka. Wskazuje się zwłaszcza na niejasne powiązania finansowe. Watykańskiej przeszłości byłego papieskiego sekretarza przyjrzał się w swoim materiale reporter "Czarno na białym" Marcin Gutowski.

ZOBACZ CAŁY REPORTAŻ "DON STANISLAO. DRUGA TWARZ KARDYNAŁA DZIWISZA"

- Moja sprawa nie jest jedyną, którą krył i kryje nadal kardynał Dziwisz, bo dotyczy jego kolegów czy przyjaciół - mówi w rozmowie z Marcinem Gutowskim Janusz Szymik, który jako dziecko był wykorzystywany seksualnie przez księdza Jana Wodniaka. Jego sprawa to tylko jedna z historii, w których nazwisko kardynała Dziwisza pojawia się w tle. W 2012 roku ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski przedstawił ją - wraz z innymi sprawami wykorzystywania dzieci przez duchownych w Polsce - właśnie kardynałowi Stanisławowi Dziwiszowi, arcybiskupowi seniorowi archidiecezji krakowskiej. Oczekiwana reakcja hierarchy na te informacje nie nadeszła.

CZYTAJ "Moja sprawa nie jest jedyną, którą krył i kryje nadal kardynał Dziwisz"

Reakcji kardynała Dziwisza nie było też przy głośnych skandalach pedofilskich z różnych krajów świata. Jeden z nich to sprawa katolickiego prezbitera Marciala Maciela Degollado.

Maciel to Meksykanin z zamożnej rodziny cristeros, czyli prześladowanych obrońców Kościoła z lat 20. i 30. XX wieku. Już jako 16-latek w 1941 roku założył zgromadzenie Legion Chrystusa. Przez kilkadziesiąt lat - od bogatych darczyńców z całego świata i dzięki przestępstwom - zgromadził majątek sięgający 50 miliardów dolarów. Szczycił się przyjaźnią samego Jana Pawła II.

"Historia legionistów Chrystusa przekracza wszystkie ciemne historie, z jakimi mieliśmy do czynienia w dziejach Kościoła"

- W przypadku Maciela Degollado mamy historię nie z tej ziemi. To jest postać diaboliczna. Dostojewski nie wymyśliłby tego rodzaju skomplikowanej osobowości - mówi filozof, ksiądz profesor Andrzej Kobyliński z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Jak udowodniono, Degollado był uzależniony od narkotyków i spłodził co najmniej kilkoro dzieci w Meksyku i Europie, niektóre z nich oskarżyły go o molestowanie. Wykorzystał seksualnie też co najmniej kilkudziesięciu młodych członków zgromadzenia, w tym wielu nieletnich. Jego ofiary mówią o nawet dwustu pokrzywdzonych.

- Historia legionistów Chrystusa przekracza wszystkie ciemne historie, z jakimi mieliśmy do czynienia w dziejach Kościoła na przestrzeni dwóch tysięcy lat - mówi ksiądz profesor Kobyliński.

Marcial Maciel Degollado to założyciel Legionów ChrystusaTVN24

"Zamarłem, a wtedy on złapał mnie za rękę i wciągnął ją pod posłanie"

- To był ostatni czwartek marca 1955 roku - pamięta były legionista Jose Barba Martin. Wspomina dzień, w którym Maciel wykorzystał go po raz pierwszy.

- Maciel powiedział mi, że ma bardzo bolesną dolegliwość, konflikt spermowo-urynowy, i że ma specjalne zezwolenie od Piusa XII (ówczesnego papieża - red.), żeby zakonnice przynosiły mu ulgę w cierpieniu. To było w jego pokoju, do którego wcześniej mnie wezwał. Kazał podejść i poprosił, żebym go masturbował. Zamarłem, a wtedy on złapał mnie za rękę i wciągnął ją pod posłanie. Byłem tak zawstydzony i przestraszony, że zdrętwiałem. On się wściekł i odepchnął moją rękę. Później się przysunął, zablokował moje ruchy, rozpiął spodnie i zaczął brutalnie masturbować tak, jakbym nie był człowiekiem, tylko rzeczą. Próbowałem się wyrywać, płakałem, błagałem. Ale to było jak mówienie do skały. Nie przestał, robił to, co chciał - opowiada Jose Barba Martin.

Przez kilkadziesiąt lat, wraz z kilkoma innymi członkami zgromadzenia, Jose Barba walczył o prawdę. W Meksyku nikt nie chciał im uwierzyć. W końcu w 1997 roku Barba napisał list do papieża, nie mogąc pogodzić się z tym, że Maciel został mianowany członkiem Komisji Rodziny dla Ameryki Łacińskiej.

- To oznaczało, że Watykan nie przejął się naszymi oskarżeniami. Zdecydowałem się napisać ten list, bo byłem wściekły - mówi Jose Barba Martin.

Nigdy nie otrzymał odpowiedzi, ale po kilku miesiącach w Watykanie wszczęto postępowanie, które - z niewyjaśnionych przyczyn - zostało szybko przerwane. Kolejną próbę, wraz z innymi ofiarami, podjął w 2002 roku.

- I tu pojawia się Dziwisz - mówi Barba.

Kardynał Stanisław Dziwisz z reporterem "Czarno na białym" Marcinem GutowskimTVN24

"To skrajnie nieprawdopodobne, żeby nasz list nie dotarł do Dziwisza"

W 2002 roku były nuncjusz w Meksyku, arcybiskup Justo Mullor Garcia, na prośbę Jose Barby napisał list w sprawie nadużyć Maciela, który kazał opatrzeć wstępem i podpisać księdzu Augusto Roqueni Ornelasowi, prawnikowi z sądu biskupiego w Meksyku. List zaadresowali do, wówczas arcybiskupa, Stanisława Dziwisza. Przetłumaczyli go nawet na język polski.

To fragment oryginału: "Ta sprawa może być bardziej niebezpieczna niż sprawa "amerykańskich księży" (...). Moi klienci byli przedmiotem licznych nadużyć seksualnych w ciągu dzieciństwa i młodości w Instytucji "Legio Christi". (...) Byli tez świadkami ciężkich przestępstw przeciwko moralności ludzkiej i religijnej".

Jeden egzemplarz listu, na wszelki wypadek, wręczyli gwardziście szwajcarskiemu przy Bazylice Świętego Piotra. - Zgodził się dostarczyć go do Stanisława Dziwisza - mówi Jose Barba Martin.

Drugi za potwierdzeniem nadali z urzędu pocztowego nieopodal Watykanu. Trzeci przekazali bliskiemu współpracownikowi kard. Josefa Ratzingera - jego byłemu sekretarzowi księdzu Gianfranco Girottiemu, wysoko postawionemu urzędnikowi Penitencjarii Apostolskiej, czyli najwyższego sądu kościelnego rozstrzygającego w sprawach sumienia.

- To skrajnie nieprawdopodobne, żeby nasz list nie dotarł do Dziwisza. Praktycznie niemożliwe - mówi Barba.

Maciela odsunął Benedykt XVI. W sprawę chciał się zaangażować już wcześniej

A jednak znów nic się nie wydarzyło. Za to dwa lata później Marcial Maciel Degollado z wielką pompą świętował w Rzymie 60-lecie swoich święceń, w obecności i ze specjalnym błogosławieństwem Jana Pawła II.

"Serdeczne pozdrowienie kieruję przede wszystkim do drogiego o. Maciela, któremu z serca życzę obfitości darów Ducha Świętego w pełnieniu posługi kapłańskiej" - napisał w liście z okazji 60. rocznicy święceń Maciela Jan Paweł II.

Dopiero Benedykt XVI w 2006 roku odsunął Maciela od kierowania zgromadzeniem. Była to jedna z pierwszych spraw, jaką zajął się po wyborze na papieża. Jak zgodnie twierdzą wszyscy rozmówcy dziennikarza "Czarno na białym", ze słów papieża Franciszka sprzed kilku lat - choć nie mówi o legionistach Chrystusa wprost - wynika, że Joseph Ratzinger próbował interweniować w tej sprawie już wcześniej.

- Jest taka anegdota: miał wszystkie dokumenty dotyczące zgromadzenia, w którym dochodziło do nadużyć seksualnych i korupcji. (...) Papież Jan Paweł II, który pragnął poznać prawdę, poprosił go o spotkanie. Joseph Ratzinger przedstawił na nim dokumentację, wszystkie zebrane papiery. Gdy wrócił, powiedział do swojego sekretarza: "daj to do archiwum, wygrała druga strona" - mówił Franciszek.

Francuski pisarz i dziennikarz, Frederic Martel, autor bestsellerowej "Sodomy", opisującej kulisy działania Watykanu, twierdzi, że kardynał Dziwisz "musi zacząć mówić, musi podejść poważnie do tego tematu". - Otwarcie powiedzieć, czy i co przekazywał papieżowi, a czego nie. W przeciwnym razie w krajach Ameryki Łacińskiej, ale także Europy Zachodniej, już dziś mamy do czynienia z rosnącym w siłę ruchem domagającym się dekanonizacji Jana Pawła II - mówi. I dodaje, że "ci ludzie chcą, by pozbawiono go tytułu świętego". - A to byłoby coś strasznego, gdyby Jan Paweł II skończył jako negatywna postać w historii, podczas gdy ja na przykład go kocham - dodaje Martel.

W ocenie prof. księdza Andrzeja Kobylińskiego, "być może nadszedł czas, by wskazać nazwiska, kto się znajdował po tych przeciwstawnych stronach barykady".

Autor reportażu Marcin Gutowski zadał pytanie filozofowi, po której ze stron umieścić kardynała Stanisława Dziwisza. - Tego nie wiem. Potrzebne są dokumenty - odpowiada ksiądz profesor Kobyliński. - A może to właśnie na tym polega ulotność spraw związanych z kardynałem Dziwiszem, że on nie pełnił żadnej formalnej funkcji w strukturach Watykanu, był zaufanym człowiekiem Jana Pawła II? - dopytuje Gutowski. - Osobiście uważam, że uchyli nam rąbka tajemnicy raport dotyczący kardynała McCarricka - mówi ks. Kobyliński.

Fragment rozmowy telefonicznej kardynała Stanisława Dziwisza z Marcinem Gutowskim: - (...), jestem człowiekiem, który służył Kościołowi, służyłem Polsce, służyłem papieżowi.  - Chętnie o tym porozmawiamy, księże kardynale. - No, no. I teraz rozmaite oskarżenia? Na miłość boską! - Żeby było jasne. To nie są oskarżenia, które formułujemy my. Naszym obowiązkiem jako dziennikarzy jest zadawanie pytań i dochowanie wszelkiej staranności, żeby spróbować uzyskać odpowiedzi na te pytania. Stąd wielokrotnie próbowaliśmy zapytać... - Aleśmy się doczekali. Człowiek, który służył, jest pod pręgierzem rozmaitych posądzeń, na miłość boską! Gdyby pan wiedział, jak sprawa wyglądała, toby nigdy nie starał się w tej sprawie w jakiś sposób uczestniczyć. - To bardzo bym chciał się z księdzem kardynałem spotkać i ewentualnie swoją wiedzę powiększyć.

Kardynał Stanisław Dziwisz był wieloletnim sekretarzem papieża Jana Pawła IITVN24

"Kiedy mówimy o drugiej stronie, mamy na myśli przede wszystkim kardynała Angelo Sodano, sekretarza stanu oraz osobistego sekretarza Jana Pawła II Stanisława Dziwisza"

Adwokat Artur Nowak, pełnomocnik ofiar pedofilii, stwierdza, że "kiedy mówimy o drugiej stronie, mamy na myśli przede wszystkim kardynała Angelo Sodano, sekretarza stanu oraz osobistego sekretarza Jana Pawła II Stanisława Dziwisza". - To nie budzi dziś żadnych wątpliwości - ocenia.

Dziennikarz śledczy Jason Berry, autor książek o legionistach Chrystusa i nadużyciach Watykanu, uważa że "dwie osoby najbardziej uwikłane w tuszowanie tej sprawy (Marciala Maciela Degollado - red.) to ówczesny ksiądz Dziwisz i kardynał Sodano, watykański sekretarz stanu za czasów Jana Pawła II".

Ale kardynał Dziwisz, pytany o sprawę Maciela Degollado, zasłania się niepamięcią. Podczas październikowej rozmowy w "Faktach po Faktach" Piotr Kraśko pytał kardynała: "Żadna czerwona lampka się nie zapalała?". - Pierwszy raz o tym słyszę od pana, naprawdę - odpowiadał kardynał.

- Gdy patrzę na jego postawę milczenia, na to, że nigdy nie odpowiedział na nasz list, to czuję zawód. Myślę, że nie wypełnił tego, co do niego należało - komentuje Jose Barba Martin.

Ale wobec kardynała formułowane są też inne zarzuty.

- W ostatnich latach życia Jana Pawła II Dziwisz i Sodano otrzymywali duże sumy pieniędzy od legionistów Chrystusa. Dziwisz dostawał nawet po 50 tysięcy dolarów za wprowadzanie bogatych darczyńców zgromadzenia legionistów na papieskie msze w prywatnej kaplicy Pałacu Apostolskiego. Wiem to od kilku legionistów, którzy byli zaangażowani w ten proceder. Jeden z nich nazwał to "eleganckim sposobem wręczania łapówki" - mówi Jason Berry.

Jason Berry to amerykański dziennikarz, autor książek o legionistach ChrystusaTVN24

"Skąd sekretarz papieski miałby pieniądze na opłacenie takiej imprezy?"

Tę sprawę dziennikarze TVN24 także chcieli zweryfikować u źródła i w piśmie pytali o nią kardynała Dziwisza, a także o kolejną - w 1998 roku legioniści Chrystusa mieli też zorganizować i sfinansować wystawne przyjęcie na kilkaset osób w jednym z rzymskich hoteli z okazji rocznicy święceń biskupich Stanisława Dziwisza. Potwierdzili to między innymi obecni na nim koledzy z rzymskich studiów księdza Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego.

- Skąd sekretarz papieski miałby pieniądze na opłacenie takiej imprezy? - pyta ks. Isakowicz-Zaleski.

Jak napisał w swojej książce Jason Berry, to przyjęcie miał uświetnić między innymi występ meksykańskiej kapeli w stylu El Mariachi, złożonej z członków zgromadzenia legionistów Chrystusa.

- Jeśli chodzi o ofiary pieniężne dla ważnych watykańskich osobistości, to Kościół nie ma żadnych regulacji w tej sprawie. W demokratycznym rządzie wręczenie koperty 10, 20 czy - jak to było w przypadku Dziwisza - 50 tysięcy dolarów nazywa się łapówką, ale Watykan to nie demokracja, tylko monarchia - mówi Berry.

Ksiądz profesor Andrzej Kobyliński ocenia, że "Kościół katolicki jest monarchią absolutną, a każda monarchia absolutna niesie za sobą ryzyko władzy, która nie podlega kontroli". - Jest też ryzyko tego, że tworzy się pewien dwór, czyli nieformalna struktura - dodaje.

"Kościół katolicki jest monarchią absolutną, a każda monarchia absolutna niesie za sobą ryzyko władzy, która nie podlega żadnej kontroli"TVN24

Kardynał Dziwisz szarą eminencją? "Takie było odczucie w Rzymie i to jest opinia jak najbardziej uprawniona"

A kluczową rolę w tej strukturze, według rozmówców Marcina Gutowskiego, miał odgrywać ksiądz, a później arcybiskup Stanisław Dziwisz.

- Te lata spędzone w Rzymie od 1978 do 2005 roku sprawiły, że Stanisław Dziwisz jest bardziej znany jako Don Stanislao - mówi prof. Stanisław Obirek, były jezuita.

Profesor Andrzej Kobyliński zapytany, czy obraz kardynała Stanisława Dziwisza jako potężnej "szarej eminencji" w Watykanie to obraz uprawniony, odpowiada, że "w dużym stopniu tak". - Takie było odczucie w Rzymie i to jest opinia jak najbardziej uprawniona - ocenia.

Zdaniem księdza Isakowicza-Zaleskiego, "kardynał przejął pewne cechy z Watykanu". - Tam się ciągle toczą jakieś zakulisowe działania. On nasiąknął tymi działaniami i jemu się zawsze wydawało, że to się da załatwić tak, żeby nie ujrzało światła dziennego, tylko że można w różny sposób naciskać, żeby pewne rzeczy wymusić - ocenia.

Ksiądz Isakowicz-Zaleski: kardynał przejął różne rzeczy z Watykanu, tam się dzieją zakulisowe działaniaTVN24

"On był jednym z najpotężniejszych popleczników legionistów Chrystusa w Rzymie"

Autor książek o legionistach Chrystusa Jason Berry mówi, że "Maciel wykiwał papieża". - Jan Paweł II nie był w stanie przyznać, że zarzuty mogą być prawdziwe. To był przypadek wręcz niespotykanego zaprzeczenia. Moim zdaniem Dziwisz, który był prawą ręką papieża, pomógł mu w tym, by uwierzył w tę fikcję - dodaje.

- On był jednym z najpotężniejszych popleczników legionistów Chrystusa w Rzymie - stwierdza dalej Berry. A - jak udało się ustalić - to z rekomendacji Dziwisza legioniści w latach 90. przybyli do Polski, a konkretnie do "jego" Krakowa, gdzie nadal mają swoją siedzibę.

- To takie raczej mało popularne w Polsce zgromadzenie - zwraca się Marcin Gutowski do przedstawiciela legionistów Chrystusa, który wychodzi z nim porozmawiać przed budynkiem zgromadzenia. - No tak, mało popularne, teraz na całym świecie - przyznaje duchowny. - To jaki biskup was tu zaprosił? - dopytuje dziennikarz. - Nie będę odpowiadać na więcej pytań - ucina rozmowę duchowny. Od krakowskich księży dowiedzieliśmy się, że przyjęcia z okazji objęcia archidiecezji krakowskiej przez kardynała Dziwisza, a także z okazji jego nominacji kardynalskiej również sfinansowali legioniści Chrystusa. - To, że finansowali kolejne przyjęcia, oznacza tylko tyle, że to poparcie przyjechało razem z nim do Krakowa, do jego ojczyzny - ocenia Jason Berry.

"Mówi się, że od połowy lat 90. to był czas pedofilskiego karnawału"

- Kardynał Dziwisz nie jest osobą jakiegoś wielkiego formatu. On po prostu korzystał z bycia przy papieżu, odbijał się w jego świetle. I nagle ta osoba, gdy w latach 90. papież jest już poważnie chory, staje się kimś niesłychanie ważnym. Pada wiele pytań, pada wiele cieni, również na pontyfikat Jana Pawła II. Mówi się, że od połowy lat 90. to był czas pedofilskiego karnawału. Jakoś nie słychać, żeby osoby, które były wtedy blisko papieża, na ten temat się wypowiadały. Milczy kardynał Sodano, milczy kardynał Dziwisz - zwraca uwagę Artur Nowak, pełnomocnik ofiar pedofilii.

Ksiądz profesor Andrzej Kobyliński zauważa, że "skandale pedofilskie przyspieszyły demontaż Kościoła katolickiego w wielu krajach". - Jest pytanie, kto za to odpowiada i jak doradzało Janowi Pawłowi II jego najbliższe otoczenie - dodaje.

"skandale pedofilskie przyspieszyły demontaż Kościoła katolickiego w wielu krajach" TVN24

- Kiedyś myślałem sobie, że to jest próba zbudowania takiej narracji o dobrym carze i złych bojarach - myślę o Janie Pawle II i tych, którzy mieli nie dopuszczać do niego informacji. Najgorszą rzeczą, jaką można zrobić Janowi Pawłowi II jest to, że kardynał Dziwisz milczy na ten temat. Myślę, że gdyby nie miał nic na sumieniu, to nie miałby z tym żadnego problemu. Gdyby na poważnie traktował funkcję depozytariusza pamięci po nim, to w imię przyjaźni z Janem Pawłem II powinien to zrobić - ocenia Artur Nowak. Ale kardynał Dziwisz od lat unika niewygodnych pytań. Jason Berry, pracując nad jedną z książek o nadużyciach w Watykanie, także zabiegał o wywiad z kardynałem Dziwiszem. - W 2010 roku wynajęliśmy polskiego dziennikarza, by przetłumaczył pytania i wysłaliśmy je do Krakowa. Jedyna odpowiedź, jaką otrzymaliśmy, to to, że kardynał nie ma czasu na rozmowę - relacjonuje amerykański dziennikarz. Dla ekipy "Czarno na białym" kardynał Dziwisz też wielokrotnie go nie znalazł, ale - namówiony przez swoich doradców - wyraził gotowość udzielenia wywiadu w "Faktach po Faktach".

Druga część rozmowy z kardynałem Stanisławem DziwiszemTVN24

Następnego dnia po wywiadzie otrzymaliśmy oficjalny list od hierarchy. Nie było w nim jednak odpowiedzi na żadne z naszych pytań. Były za to komentarze, że czas na zadawanie ich był wcześniej, i próby podważania wiarygodności jednego z naszych źródeł.

"Dziwisz był głównym rozgrywającym, jeśli chodzi o pieniądze, które legioniści wysyłali do papieża"

Ale źródeł jest kilka. Zarzuty potwierdza prawnik kanonista, były dominikanin i były pracownik nuncjatury w Waszyngtonie, a także autor raportów w najgłośniejszych aferach pedofilskich w USA Thomas Doyle.

- Prowadziłem kilka śledztw związanych z legionistami Chrystusa i kilkukrotnie pojawiały się w nich zeznania, że Dziwisz był głównym rozgrywającym, jeśli chodzi o pieniądze, które legioniści wysyłali do papieża - mówi Doyle. Dziś jest między innymi pełnomocnikiem czterech ofiar innego znanego hierarchy - byłego metropolity Waszyngtonu kardynała Theodore'a McCarricka.

Sprawa kardynała Theodore'a McCarricka. "Zaczęło się od dotykania i całowania mojego członka. Miałem wtedy 11 lat"

Kardynał McCarrick był w przeszłości między innymi metropolitą waszyngtońskim. Po ujawnieniu oskarżeń o molestowanie seksualne, w 2019 roku został wydalony ze stanu duchownego.

- Zaczął mnie wykorzystywać w 1969 roku - mówi James Grein, którego McCarrick - bliski przyjaciel rodziny - wykorzystywał przez 18 lat.

- Najpierw to polegało na tym, że się przede mną obnażał, gdy zostawaliśmy sami. Później wykorzystywał spowiedź do tego, by mnie molestować. Miał się mną zająć na prośbę ojca. Pamiętam, że zaczęło się od dotykania i całowania mojego członka. Miałem wtedy 11 lat - kontynuuje.

- Sprawa pedofilii wyszła stosunkowo niedawno, ale o tym, że on jest drapieżcą seksualnym, który wykorzystuje stosunek zależności wobec kleryków, wiadomo było o wiele wcześniej - tak o sprawie McCarricka mówi Artur Nowak.

O kardynale Dziwiszu często mówiono w Watykanie "papież chce" czy "jest życzeniem papieża"

Jeszcze jako biskup Newark McCarrick latami wykorzystywał kleryków w swoim letnim domku na plaży w New Jersey. Gdy w 2000 roku okazało się, że ma awansować na metropolitę Waszyngtonu, jeden z seminaryjnych wykładowców, dominikanin Boniface Ramsey, postanowił zaalarmować Watykan.

- To, co musiałem powiedzieć, to było poważne ostrzeżenie, że prawda o McCarricku prędzej czy później wyjdzie na jaw i będzie to wielkie upokorzenie dla Kościoła. Napisałem: on nie powinien zostać kardynałem i nie powinien trafić do Waszyngtonu - mówi w rozmowie z Marcinem Gutowskim ojciec Ramsey, który dziś jest proboszczem jednej z parafii na nowojorskim Manhattanie. On również nigdy nie dostał odpowiedzi na swój list. Ale sześć lat po jego wysłaniu zastępca watykańskiego Sekretarza Stanu arcybiskup Leonardo Sandri zadzwonił do niego z pytaniem o jednego z wymienionych w dokumencie księży. - W ten sposób dowiedziałem się, że list dotarł nie tylko do nuncjatury, ale także do Watykanu - mówi dalej ojciec Boniface Ramsey. Mimo to w 2000 roku Theodore McCarrick został metropolitą waszyngtońskim, a rok później - kardynałem. - Za sprawą ewidentnego promowania tej osoby przez kardynała Dziwisza, który osobiście zabiegał u szefa Kongregacji do spraw Biskupów Giovanniego Battisty Re o to, żeby go nominować. On mówił: "papież chce". Zresztą o kardynale Dziwiszu często mówiono w Watykanie "papież chce" czy "jest życzeniem papieża". Wyrazicielem tej woli miał być właśnie kardynał Dziwisz, żeby McCarrick został kardynałem - wskazuje Artur Nowak. Dodaje, że relacje między McCarrickiem a kardynałem Dziwiszem są "doskonale opisane przez prasę amerykańską".

"Wiadomo, jak wielkie wpływy miał wtedy Dziwisz"

O sprawie pisał między innymi ultrakonserwatywny katolicki portal Church Militant. "Według naszych źródeł w nuncjaturze to Dziwisz osobiście zadzwonił do nuncjusza w 2000 roku z instrukcją, by nominować McCarricka" - brzmi cytat jednego z archiwalnych artykułów na tymże portalu.

- Nigdy o tym nie słyszałem, ale wiadomo, jak wielkie wpływy miał wtedy Dziwisz, zwłaszcza że papież był już schorowany. Nietrudno sobie wyobrazić, że Dziwisz wpłynął także na tę decyzję - komentuje te doniesienia ksiądz Boniface Ramsey.

- Arcybiskup Vigano - były nuncjusz w Waszyngtonie - mówił, że McCarrick nie był wysoko na liście kandydatów na metropolitę waszyngtońskiego, był na niej czternasty. Zatem ktoś musiał na kimś wywrzeć presję w tej sprawie - stwierdza Thomas Doyle.

Pierwszy przypadek w dwutysiącletniej historii Kościoła

W 2017 roku Theodore McCarrick został usunięty z kolegium kardynalskiego. To pierwszy przypadek w dwutysiącletniej historii Kościoła, gdy kardynał traci swój tytuł z powodu udowodnionych nadużyć seksualnych.

- McCarrick używał swoich wpływów i pieniędzy, by kupować sobie ludzi. A gdy wybierał się do Watykanu, do papieża, to zawsze najpierw szedł do Dziwisza i Sodano - mówi James Grein, który był jedną z jego ofiar. McCarrick nazywał go swoim "specjalnym chłopcem", i tak przedstawiał go innym hierarchom, czasem towarzyszył kardynałowi w jego podróżach. W ostatnią udał się w 1988 roku - do Watykanu.

Powiedział: "usiądź tu". Niebawem papież cię przyjmie. Miał ze sobą aktówkę. A w niej koperty. Na niektórych były dziesiątki - to znaczyło, że jest w nich 10 tysięcy dolarów, na innych piątki, czwórki albo jedynki. Na kopercie Dziwisza była dziesiątka. Wiem, że to były pieniądze za zorganizowanie pilnej audiencji dla mnie - mówi dalej Grein. Przekonuje, że jest pewien swoich słów "w stu procentach". - Możesz mu to powiedzieć: James Grein w lipcu 1988 roku, z polecenia kardynała McCarricka przyjechał na prywatną audiencję, którą ty zorganizowałeś i byłeś w pomieszczeniu, kiedy został pobłogosławiony przez Jana Pawła II - mówi w rozmowie z Marcinem Gutowskim.

"Przez lata mówiło się, że woził do Rzymu walizki z pieniędzmi"

Przez pośredników udało nam się skontaktować z arcybiskupem Carlo Marią Vigano, który zniknął z życia publicznego po tym, jak w 2018 roku zaapelował do papieża Franciszka oraz kilku kardynałów i biskupów, aby ustąpili, w związku z tuszowaniem sprawy Theodore’a McCarricka. Hierarcha nie zgodził się jednak na wywiad i odpowiedź na pytanie o przyczyny awansów McCarricka.

Ojciec Boniface Ramsey mówi o McCarricku, że "był świetny w pozyskiwaniu pieniędzy". - Założył Fundację Papieską, przez którą zebrał 250 milionów dolarów na rzecz Watykanu. Przez lata mówiło się, że woził do Rzymu walizki z pieniędzmi - dodaje. Duchowny przypomina, że w październiku 1995 McCarrick gościł w swojej katedrze papieża Jana Pawła II i ówczesnego prezydenta Stanów Zjednoczonych Billa Clintona. - Trzeba mieć olbrzymie wpływy, żeby czegoś takiego dokonać. Zwłaszcza że był wtedy biskupem w Newark. Nie był wtedy kardynałem, a Newark (..) to nie najważniejsze i najbardziej urodziwe miejsce w Stanach Zjednoczonych. Powszechnie wiadomo, jaką władzą i wpływamy dysponował McCarrick, a te wpływy osiągał dzięki pieniądzom - dodaje amerykański duchowny.

600 tysięcy dolarów na konta najwyższych kościelnych urzędników

- Jest pytanie, jak te pieniądze krążyły i czy nie dochodziło do nadużyć. To wszystko wymaga zbadania - komentuje ksiądz profesor Andrzej Kobyliński.

W 2019 roku "Washington Post" dotarł do rachunków specjalnego funduszu, jaki McCarrick powołał już jako metropolita waszyngtoński. Z dokumentu wynika, że w ciągu kilku lat przelał, tylko z tego funduszu, 600 tysięcy dolarów na konta najwyższych kościelnych urzędników.

Serwis Church Militant pisał wtedy m.in.: "Wiele z tajnych wpłat gotówkowych dokonanych przez McCarricka na rzecz Dziwisza miało być przeznaczanych na szpital, który Dziwisz budował w Polsce".

Nie wiadomo, o jaką placówkę mogłoby chodzić, ale niewykluczone, że o budynek Domu Opieki Społecznej w Rabie Wyżnej, rodzinnej miejscowości kardynała Dziwisza.

- Tu budował ksiądz kardynał. Szukał środków. Wiem, że jakieś tam fundacje... miał kontakty, bo właśnie wrócił z Rzymu. Więc miał kontakty. Na pewno jest to jego dzieło - mówi anonimowo osoba, która otwiera ekipie TVN24 drzwi na teren ośrodka.

Kosztowne inwestycje kardynała Stanisława DziwiszaTVN24

Ośrodek został zbudowany w latach 90. jako zakład opiekuńczo-leczniczy. Na stronie gminy, której wójtem jest zresztą bratanek kardynała Dziwisza, czytamy: "Wśród wielu życzliwych ludzi na szczególne wyróżnienie zasługuje Ks. Arcybiskup Stanisław Dziwisz, który od samego początku wspierał to dzieło finansowo i moralnie oraz pozyskiwał grono przyjaciół z zagranicy". Ale takich kosztownych inwestycji w rodzinnych stronach kardynała Dziwisza było więcej. - Co ufundował jeszcze? Na pewno dużo pomagał, przecież tam i szkołę, i gimnazjum budowano - dodaje rozmówca TVN24.

Kolejną inwestycją, którą miał sfinansować kardynał Dziwisz, jest kościół w Rokicinach Podhalańskich. To miejscowość obok Raby Wyżnej.

Kościół w Rokicinach Podhalańskich. Miał go ufundować kardynał DziwiszTVN24

O zaangażowanie kardynała Dziwisza w budowę tej świątyni ekipa TVN24 próbowała pytać miejscowego proboszcza. - On mi powiedział, że na temat spraw ofiar, że nie mam przed nikim rozmawiać. I proszę nie dotykać tego problemu - mówi proboszcz.

Dopytywany, czy kardynał Dziwisz finansował nie tylko budowę kościoła, proboszcz odpowiada: "tu trzeba wyważyć każde słowo". - Możesz, bracie, napisać, że wszelkie inwestycje ksiądz kardynał tutaj pomagał. Nieoficjalne. On nigdy nie chciał tu na ten temat... żeby mu nie robili.... Widzisz, jaki jest na niego teraz atak - zwraca się do reportera duchowny. Na reakcję dziennikarza, że może to atak, ale uzasadniony, proboszcz odpowiada: "To nie mamy o czym dyskutować, jeśli uzasadniony". I ucina rozmowę.

Wsparcie finansowe od kardynała DziwiszaTVN24

Kiedy ujrzymy raport dotyczący sprawy McCarricka? "Watykaniści twierdzą, że są tam prawdziwe bomby"

Od ostatecznego ujawnienia sprawy McCarricka minęły ponad dwa lata, raport jej dotyczący nadal nie został opublikowany. W momencie realizacji reportażu "Czarno na białym" data publikacji nadal nie była znana.

- Problem w tym, że nie można wierzyć ludziom w Watykanie. Już dwa lata temu mówili, że raport jest gotowy, a wtedy nawet nad nim nie pracowano - mówił Thomas Doyle.

- Data publikacji jest przesuwana, bo on ma zawierać informacje wstrząsające. Watykaniści twierdzą, że są tam prawdziwe bomby - dodaje ksiądz profesor Andrzej Kobyliński.

- Jednym z bohaterów tego raportu będzie niewątpliwie kardynał Dziwisz. Cały sztab ludzi skrupulatnie bada wszystkie dokumenty, które trafiały do Watykanu. Kiedy zostanie opublikowany, człowiek, o którym mówimy, będzie skonfrontowany z dowodami - mówi były jezuita, profesor Stanisław Obirek z Uniwersytetu Warszawskiego.

W piątek dyrektor Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej Matteo Bruni poinformował, że watykański raport ws. byłego arcybiskupa Waszyngtonu i kardynała Theodore'a McCarricka zostanie opublikowany we wtorek 10 listopada. Pracuje nad nim Sekretariat Stanu na zlecenie papieża Franciszka.

My wciąż czekamy. Także na odpowiedź kardynała.

"Wasza Eminencjo, (...) wciąż z najlepszą wolą oczekuję na spotkanie, rozmowę z Waszą Eminencją i odpowiedź na postawione pytania. Ponawiam zatem prośbę o to, by dał Eminencja szansę na merytoryczną rozmowę zarówno nam, jak i sobie. Ślę najszczersze wyrazy szacunku" - napisał w kolejnym już mailu do kardynała autor reportażu Marcin Gutowski.

Autor:pp, mjz

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: TVN24