Wojna w Afganistanie

26 listopada 2012

Podpisanie porozumienia pokojowego z USA jest możliwe, rada afgańskich talibów zaakceptowała zawieszenie broni - taką informację podali w niedzielę przedstawiciele talibów. Nie wiadomo, kiedy rozejm miałby zacząć obowiązywać.

Co najmniej 26 pokojowych działaczy zostało porwanych przez talibów w zachodnim Afganistanie - podał The New York Times, powołując się na rzecznika lokalnej policji. Aktywiści, jeżdżąc przez afgańskie prowincje, nawoływali do pokoju i zawieszenia broni. W czwartek po południu lokalne media podały, że aktywiści zostali uwolnieni.

Niezależnie od wyniku niedawnych wyborów pokój będzie sprawą najwyższej wagi dla nowej administracji - ocenił specjalny przedstawiciel sekretarza generalnego ONZ w Afganistanie Tadamichi Yamamoto. Zwrócił uwagę na forum Rady Bezpieczeństwa ONZ, że "wojna w tym kraju przerażająco odbija się na losach cywilów".

Po trzech miesiącach przerwy Stany Zjednoczone wznowiły w sobotę rozmowy pokojowe z afgańskimi talibami - podały źródła dyplomatyczne w Białym Domu bezpośrednio zaangażowane w negocjacje. Rozmowy, które zorganizował specjalny wysłannik USA Zalmay Khalilzad, są prowadzone w Dosze w Katarze.

Timothy Weeks - 50-letni Australijczyk, który spędził ponad trzy lata w niewoli talibów - wrócił do domu i opowiedział swoją historię. - Czasem czułem, że śmierć jest blisko, ale nigdy nie straciłem nadziei - powiedział na konferencji prasowej. Dodał, że "nie czuje żadnej nienawiści" do pilnujących go w tym czasie strażników. - Zdawałem sobie sprawę, że nie mieli wyboru i wypełniali rozkazy swoich dowódców - mówił Weeks.

Afgańscy talibowie zadeklarowali gotowość do wznowienia rozmów pokojowych z USA. Oświadczenie padło dzień po niespodziewanej wizycie prezydenta Donalda Trumpa w Afganistanie, gdzie odwiedził amerykańskich żołnierzy. Trump wyraził przekonanie, że Taliban zgodzi się na rozejm.

Przemoc wobec ludności cywilnej w Afganistanie osiągnęła "bezprecedensowe rozmiary" - alarmuje w specjalnym raporcie ONZ. Najbardziej krwawym miesiącem w ciągu ostatnich dziesięciu lat w kraju ogarniętym konfliktem był lipiec tego roku, kiedy życie straciło 425 cywili.

W poniedziałek miał miejsce zamach samobójczy w Dżalalabadzie na wschodzie Afganistanu. Celem ataku był pojazd z młodymi poborowymi. W eksplozji podłożonego przez terrorystów ładunku zginęło 10 osób, a 27 zostało rannych. Wśród ofiar śmiertelnych jest dziecko.

Delegacja afgańskich talibów spotkała się w stolicy Pakistanu ze specjalnym wysłannikiem USA Zalmayem Khalilzadem - poinformowała agencja Reutera, powołując się na dwa pakistańskie źródła. W czwartek talibowie spotkali się w Islamabadzie z szefem pakistańskiej dyplomacji Mehmoodem Qureshim.

Zakończyły się wybory prezydenckie w Afganistanie. Głosowaniu towarzyszyły liczne skargi na nieprawidłowości, niska frekwencja oraz kilka zamachów talibów, w których według władz zginęły co najmniej trzy osoby, a 24 zostały ranne. Uprawnionych do głosowania było dziewięć milionów obywateli.

Rozmowy z talibami coraz bardziej przypominały sytuację, w której "wróg negocjuje wycofanie wojsk USA, przygotowując się do całkowitego zwycięstwa militarnego" - ocenia "Wall Street Journal". Amerykański dziennik, chwaląc decyzję o zawieszeniu rozmów z talibami, pisze, że projekt porozumienia z afgańskimi talibami był niepokojący, bo wyglądał raczej jak uzasadnienie wycofania wojsk USA z Afganistanu niż jak umowa na rzecz pokoju.

Decyzja prezydenta USA Donalda Trumpa o odwołaniu rozmów pokojowych z przywódcami talibów spowoduje poniesienie przez Stany Zjednoczone dalszych strat ludzkich i materialnych - oświadczył przedstawiciel talibów.

Prezydent Donald Trump odwołał spotkanie z przywódcami talibów zaplanowane na niedzielę. Miało ono być poświęcone zakończeniu konfliktu, który trwa w Afganistanie od 18 lat. Trump podjął decyzję o odwołaniu spotkania po zamachu, do jakiego doszło w Kabulu. Prezydent USA planował także spotkanie z prezydentem Afganistanu Aszrafem Ghanim.

W czwartek w Kabulu zamachowiec samobójca zdetonował ładunki wybuchowe umieszczone w samochodzie w dzielnicy dyplomatycznej, gdzie znajduje się między innymi ambasada USA i misja NATO. W zamachu zginęło dwóch żołnierzy, amerykański i rumuński - poinformowała w komunikacie dowodzona przez Sojusz Północnoatlantycki misja Resolute Support. Życie straciło też co najmniej 10 cywilów. Do ataku przyznali się talibowie.