Krwawy zamach w Ankarze

12 października 2015
ReutersTurcja: dwa wybuchy z centrum Ankary, kilkadziesiąt ofiar. „To zamach terrorystyczny”

To najbardziej krwawy zamach w historii współczesnej Turcji. 10 października przed południem w stolicy kraju Ankarze w dwóch eksplozjach przed dworcem kolejowym zginęło co najmniej 97 osób. Prokurdyjska opozycja twierdzi, że ofiar śmiertelnych jest 128, a około 200 osób zostało rannych. Nie jest jasne, kto dokonał ataku. Tureckie władze oskarżają o jego przeprowadzenie Państwo Islamskie, a Kurdowie władze w Ankarze i prezydenta Tayyipa Erdogana.

Bomby eksplodowały w sobotę 10 października o godz. 10.04 (godz. 9.04 czasu polskiego), gdy tysiące aktywistów z całej Turcji gromadziły się, by wziąć udział w proteście przeciwko wznowieniu konfliktu między Ankarą a kurdyjskimi bojownikami. Marsz zorganizowały liczne związki zawodowe, organizacje pozarządowe i partie lewicowe. Uczestniczyć w nim miały tysiące Kurdów.

Atak i zamieszki

Kanał informacyjny NTV pokazał amatorskie nagrania z Ankary, na których widać działaczy, którzy chwilę przed zamachem śpiewają i tańczą trzymając się za ręce. Po chwili padają na ziemię w wyniku eksplozji.

Tuż po zamachu wybuchły zamieszki. Ludzie protestujący po śmierci zgromadzonych zaczęli wykrzykiwać w kierunku policji zabezpieczającej marsz obraźliwe hasła i głośno oskarżać o zamach ekipę prezydenta Erdogana. Rozwścieczony tłum wygwizdał i obrzucał butelkami ministrów zdrowia i spraw wewnętrznych, którzy przybyli na miejsce.

Funkcjonariusze odpowiedzieli strzelając w powietrze z karabinów. Twierdzą, że robili tak, by rozpędzić ludzi, którzy dodatkowo utrudniali sytuację na miejscu i powodowali jeszcze większy chaos.

Kto stoi za zamachem?

Prokurdyjska Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) poinformowała w niedzielę, że w zamachu zginęło 128 osób. Tureckie władze podały jednak, że jest to 97 ofiar śmiertelnych i od momentu, gdy te ostatnią liczbę ujawniono w niedzielne popołudnie, bilans ofiar w oficjalnych komunikatach rządowych się nie zmienił. Rannych zostało około 200 osób. Wiele z nich wciąż walczy o życie.

Według HDP zamach był wymierzony właśnie w jej członków. "Tuż przed rozpoczęciem marszu dwie bomby wybuchły wśród uczestników. Dlatego zrozumiałe jest, że głównym celem ataków było HDP" - głosi oświadczenie lewicowej partii.

Lider HDP Selahattin Demirtas porównał sobotni zamach do eksplozji w kurdyjskim Diyarbakir, na południowym wschodzie kraju, podczas wiecu swej partii tuż przed czerwcowymi wyborami parlamentarnymi oraz do zamachu samobójczego w Suruc, przy granicy z Syrią. 20 lipca zginęły tam 33 osoby, w tym młodzi działacze lewicowi popierający sprawę kurdyjską.

Tureckie władze również wskazują m.in. na Państwo Islamskie jako organizację odpowiedzialną za śmierć cywilów. Inna hipoteza wskazuje na Kurdów z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK).

Dżihadyści walczący głównie w Syrii i Iraku nie wzięli jednak odpowiedzialności za atak w Ankarze, a tureckie służby bezpieczeństwa nie wpadły na trop bezpośrednich sprawców. Twierdzą jednak, że tropy prowadzą do tych dwóch krajów.

"Destabilizowanie kraju"

Po zamachu z całego świata popłynęły głosy potępienia w kierunku osób odpowiedzialnych za jego przeprowadzenie. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini i unijny komisarz ds. polityki sąsiedztwa i rozszerzenia Johannes Hahn we wspólnym komunikacie zaapelowali do obywateli Turcji o jedność w obliczu terroryzmu i działań "tych, którzy próbują destabilizować sytuację w kraju".

- Ten brutalny atak terrorystyczny na pokojowych demonstrantów to także atak na proces demokratyczny w Turcji, co stanowczo potępiam - powiedział z kolei szef niemieckiego MSZ Frank-Walter Steinmeier.

Atak potępili również szef NATO, którego Turcja jest członkiem, Jens Stoltenberg oraz prezydent Francji Francois Hollande.

Walki z Kurdami i nadchodzące wybory

W związku z wybuchami w Ankarze premier Turcji Ahmet Davutoglu spotkał się z szefami służb bezpieczeństwa i wywiadu. Na trzy dni zawiesił swą kampanię przedwyborczą i ogłosił trzydniową żałobę narodową.

Mimo zamachu turecka armia kontynuowała jednak prowadzoną od końca lipca walkę z bojówkami PKK, którą rząd w Ankarze uznaje na organizację terrorystyczną. Naloty na PKK na południowym wschodzie Turcji i w północnym Iraku oraz starcia, w których bojownicy zabili dwóch tureckich żołnierzy na wschodzie Turcji nie przeszkodziły jednak w ogłoszeniu przez PKK deklaracja o wstrzymaniu działań zbrojnych.

Mimo zamachu w Ankarze odbędą się również zgodnie z planem wybory parlamentarne przewidziane na 1 listopada. W nich rządząca Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), której współzałożycielem jest prezydent Recep Tayyip Erdogan, chce odzyskać większość, utraconą w wyborach z 7 czerwca. W tamtym głosowaniu partia prokurdyjska zdobyła wystarczającą liczbę głosów, by wejść do parlamentu i pozbawić AKP większości, którą dysponowała od 2002 roku.

Zdaniem niektórych lewicowych aktywistów, w zamach są zaangażowani członkowie tureckich władz. Wskazują na zamach w Suruc, który stał się punktem zwrotnym w relacjach tureckich władz z Kurdami walczącymi od lat o autonomię w ramach Turcji. Obie strony zerwały wtedy trwające od lat zawieszenie broni i od końca lipca prowadzą walkę.

11.10.2015 | Turcja: wzrósł bilans ofiar zamachu terrorystycznego w AnkarzeFakty TVN
wideo 2/4

Źródło zdjęcia głównego: Reuters

Ambasada Niemiec w Ankarze i konsulat generalny w Stambule oraz niemieckie szkoły w tych miastach zostały zamknięte w związku z sygnałami o planowanych atakach terrorystycznych - poinformował w czwartek minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steinmeier.

Turecka policja zatrzymała 20 osób, w tym adwokatów, podczas operacji w Stambule wymierzonej w zakazaną w Turcji Partię Pracujących Kurdystanu (PKK). Aresztowania są częścią akcji odwetowej za krwawy zamach w Ankarze, za którym według władz stoją Kurdowie.

Turecka policja aresztowała we wtorek domniemanego bojownika tzw. Państwa Islamskiego (IS), który jest podejrzany o planowanie zamachu samobójczego na amerykański konsulat w Stambule - poinformowała we wtorek turecka agencja prasowa Dogan.

Burmistrz dzielnicy Bayrampasa w Stambule poinformował, że powodem wtorkowego wybuchu w pobliżu stacji metra była bomba rurowa. W wyniku eksplozji rannych zostało pięć osób. Tureckie media informowały o dochodzącym z metra "głośnym wybuchu", który słychać było na pobliskim placu Taksim. Na miejsce zdarzenia ruszyły karetki pogotowia. W ostatnich miesiącach w Turcji podniesiono poziom alertu terrorystycznego w związku z zaangażowaniem się kraju w walkę z tzw. Państwem Islamskim.

Władze tureckie tego samego dnia, w którym doszło do krwawych zamachów w Paryżu, udaremniły zamach terrorystyczny na dużą skalę w Stambule - powiedział w niedzielę w rozmowie z AFP przedstawiciel rządu tureckiego.

Turcja rozważa rozpoczęcie w najbliższych dniach ofensywy wojskowej przeciwko dżihadystom z tzw. Państwa Islamskiego (IS), którzy są podejrzewani o krwawy zamach w Ankarze w październiku - powiedział w czwartek szef tureckiej dyplomacji Feridun Sinirlioglu.

Dwóch tureckich policjantów i siedmiu dżihadystów z Państwa Islamskiego (IS) zginęło podczas starcia, do którego doszło na południowym wschodzie kraju w poniedziałek we wczesnych godzinach porannych - poinformowały służby bezpieczeństwa.

Ustalono tożsamość dwóch sprawców samobójczego zamachu w Ankarze, w którym zginęło w sobotę 97 osób - podał anglojęzyczny dziennik "Hurriyet Daily News". Według gazety jeden z mężczyzn był poszukiwanym od lipca bratem sprawcy zamachu w Suruc.

Yilmaz i Gukhan Elmascan pobrali się zaledwie rok temu. - Nie mogli się sobą nasycić - wspomina ojciec dziewczyny, Yusuf. Para wspólnie brała udział w sobotniej demonstracji w Ankarze, w czasie której doszło do najkrwawszego zamachu terrorystycznego w historii Turcji.

Chiny dołączyły w poniedziałek do grona szesnastu państw, które ostrzegają przed podróżowaniem do Turcji. Polskie MSZ już od lipca zaleca, by w ogóle nie podróżować do południowo-wschodniej części tego kraju, a także ostrzega przed odwiedzaniem pozostałych regionów kraju.

Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg zapewnił, że Turcja, będąca członkiem NATO, może liczyć na pomoc Sojuszu, jeśli będzie taka potrzeba. Odniósł się do niedawnych naruszeń przestrzeni powietrznej przez rosyjskie lotnictwo prowadzące operację w Syrii.