Evo Morales obalony

12 listopada 2019

Prezydent Boliwii Evo Morales ogłosił 10 listopada 2019 roku wieczorem, że podaje się do dymisji. Wcześniej zapowiadał przeprowadzenie nowych wyborów po tym, gdy grupa międzynarodowych obserwatorów zakwestionowała rezultaty październikowego głosowania, które po raz czwarty od 2006 roku wygrał. Opozycja nie uznała wyników, oskarżając urzędującą głowę państwa o sfałszowanie wyborów.

- Do moich boliwijskich braci i sióstr na całym świecie. Przemawiam do was w obecności wiceprezydenta oraz ministra zdrowia. Chcę was poinformować, że po wysłuchaniu moich przyjaciół z federacji ruchów społecznych CONALCAM oraz związku zawodowego robotników i głosu z kościoła katolickiego, rezygnuję z pełnionej funkcji prezydenta kraju - oznajmił Morales w przemówieniu transmitowanym w boliwijskiej telewizji.

W poniedziałek otrzymał azyl w Meksyku.

Evo Morales rządził Boliwią nieprzerwanie od 2006 roku i 2019 miał być jego ostatnim w fotelu prezydenta.

Do tej pory Morales za każdym razem wygrywał walkę o pałac prezydencki z wyraźną przewagą, sięgającą nawet 64 procent. Tym razem pojawiło się ryzyko przeprowadzenia drugiej tury wyborów.

Najwyższy Sąd Wyborczy poinformował dobę po głosowaniu - 21 października - że po tak zwanym szybkim przeliczeniu 95 proc. głosów Morales miał 46,41 proc. poparcia, a jego główny rywal, kandydat centroprawicy, Carlos Mesa - 37,07 procent poparcia.

Zgodnie z boliwijskim prawem, aby uniknąć ryzykownej drugiej tury przewidzianej na grudzień, Morales musiałby mieć przewagę co najmniej 10 proc. głosów.

Te 10 proc. przekroczył, jednak o tym komisja poinformowała dopiero pięć dni po wyborach, wcześniej przez trzy dni - bez wskazania powodu - rezygnując z publikowania cząstkowych danych spływających do centrali z kolejnych okręgów.

CZYTAJ WIĘCEJ O EVO MORALESIE I SYTUACJI W BOLIWII >

Protesty w Boliwii

W związku wynikami wyborów, na boliwijskich ulicach od tygodni dochodziło do gwałtownych protestów. Początkowo domagano się ponownego przeliczenia głosów lub przeprowadzenia drugiej tury wyborów, ale później zażądała natychmiastowego ustąpienia rządu Moralesa i ogłoszenia nowych wyborów, w których trzykrotny prezydent miałby już nie startować.

Antyrządowe protesty oraz starcia zwolenników i przeciwników Moralesa ogarnęły cały kraj. W zamieszkach zginęły co najmniej trzy osoby, a ponad 300 zostało rannych. Według opozycji w wielu rejonach kraju do antyrządowych protestów przyłączają się policjanci.

Policjanci zbuntowali się przeciwko prezydentowi między innymi w mieście Cochabamba, w środkowej części kraju. Tam bezpośrednim powodem buntu było wystosowane przez funkcjonariuszy żądanie ustąpienia miejscowego komendanta, który miał sprzyjać zwolennikom Moralesa podczas starć z demonstrantami. W zamieszkach w tym mieście zginęła jedna osoba, a ponad 100 zostało rannych.

BBC podało, że policjanci przyłączyli się do protestujących również w stolicy kraju La Paz i w miastach Sucre, Santa Cruz, Patosi oraz Oruro.

Evo Morales, który uzyskał w Argentynie status uchodźcy, zapowiedział, że będzie kierował stamtąd kampanią przed nowymi wyborami prezydenckimi i parlamentarnymi w Boliwii. Były prezydent tego kraju od czwartku przebywa w Buenos Aires.

Jeanine Anez, tymczasowa prezydent Boliwii, zapowiedziała w sobotę wydanie w najbliższych dniach nakazu aresztowania byłego prezydenta Evo Moralesa. Przebywa on obecnie w Argentynie jako uchodźca. Morales nie rezygnuje z udziału w życiu politycznym swego kraju i zapowiada swój powrót.

Evo Morales przybył w czwartek do Buenos Aires, gdzie otrzyma status uchodźcy - poinformował szef argentyńskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Felipe Sola. Były prezydent Boliwii kilka ostatnich dni spędził na Kubie, gdzie przechodził badania lekarskie.

Były prezydent Boliwii Evo Morales i wiceprezydent Alvaro Garcia Linera, którzy w tym miesiącu ustąpili ze stanowisk pod naciskiem opozycji, nie będą kandydowali w przyszłych wyborach prezydenckich - oświadczył w czwartek jeden z czołowych działaczy partii socjalistycznej Henry Cabrera. Jak dodał, boliwijscy socjaliści mają innych kandydatów na ten stanowiska.

Rząd tymczasowej prezydent Boliwii Jeanine Anez uznał w czwartek Juana Guaido jako prezydenta Wenezueli. Za rządów Evo Moralesa Boliwia była w gronie państw, które odrzucały decyzję Guaido, a sam Morales niezmiennie uważał się za sojusznika Nicolasa Maduro.

Tymczasowe rządy Jeanine Anez, która przejęła władzę w Boliwii po prezydencie Evo Moralesie, zostały uznane przez Rosję. Moskwa zaznacza jednak, że oczekuje rozwiązania kryzysu politycznego w południowoamerykańskim kraju w drodze nowych wyborów prezydenckich. Wcześniej poparcie dla Anez wyraziły Stany Zjednoczone.

W Boliwii nie doszło o zamachu stanu - przekonywała w środę tymczasowa prezydent tego kraju Jeanine Anez, która przejęła rządy po prezydencie Evo Moralesie, który zrezygnował z pełnienia urzędu i wyjechał do Meksyku. Zaapelowała ona o pokojowe przekazanie władzy i odejście od "totalitarnego reżimu". Tego samego dnia jej władzę uznały Stany Zjednoczone.

Organizacja Państw Amerykańskich, która zgłosiła wątpliwości wobec przebiegu wyborów prezydenckich w Boliwii i zwróciła między innymi uwagę na "wyraźne manipulowanie" komputerowym systemem liczenia głosów, "podjęła decyzję polityczną" - stwierdził były boliwijski prezydent Evo Morales. Dodał, że OPA "służy imperium USA". Morales po rezygnacji ze stanowiska przebywa w Meksyku, gdzie otrzymał azyl polityczny.

We wtorek do Meksyku przyleciał były prezydent Boliwii Evo Morales, który otrzymał w tym kraju azyl polityczny, po oddaniu władzy. Szef meksykańskiej dyplomacji Marcelo Ebrard powiedział, że musiał negocjować z rządami kilku państw Ameryki Łacińskiej, by zapewnić Moralesowi bezpieczne dotarcie do kraju.

"Stany Zjednoczone składają wyrazy szacunku narodowi boliwijskiemu za to, że domagał się wolności oraz boliwijskiej armii za to, że dotrzymała swej przysięgi, by chronić nie pojedynczą osobę, ale konstytucję Boliwii" - napisał prezydent Donald Trump po ustąpieniu prezydenta Boliwii Evo Moralesa. Oświadczył, że wydarzenia w tym kraju to silny sygnał dla "nielegalnych reżimów" w Wenezueli i Nikaragui.

Evo Morales, były prezydent Boliwii, dzień po ogłoszeniu swojej dymisji przyjął ofertę azylu politycznego, jaką złożyły mu władze Meksyku. "Jestem wdzięczny za otwartość tych braci, którzy zaoferowali mi azyl, abym chronił swoje życie" - napisał w mediach społecznościowych. Wieloletni boliwijski przywódca ustąpił pod presją społecznych protestów i zarzutów o sfałszowanie wyników październikowych wyborów prezydenckich.