Goście Anny Jędrzejowskiej odnieśli się do pomysłu Radosława Sikorskiego, który zaproponował zastąpienie Pałacu "warszawskim Central Parkiem". Szef dyplomacji chciałby, żeby Plac Defilad pokrył się "zieloną trawką", a w miejsce "pomniku Stalina" powstał staw.
Nierealny pomysł Sikorskiego
Ten pomysł jest nierealny - przyznał partyjny kolega Sikorskiego, jeden z warszawskich radnych Lech Jaworski. - Z całym szacunkiem i sympatią dla Radosława Sikorskiego, ma on prawo do swoich wrażeń estetycznych i pomysłów, które nie spotkają się z możliwością akceptacji ani realizacji - dodał Jaworski. Według niego słowa ministra, który powiedział, że prezydent stolicy "jeszcze się do pomysłu nie przekonała", nie oznaczają, że Hanna Gronkiewicz-Waltz przekona się do niego kiedykolwiek. Zaznaczył, że jego zdaniem to dobrze, że dyskutuje się o przyszłości PKiN. - Powinny one jednak inspirować nie do zburzenia, lecz do stworzenia czegoś nowego - sprecyzował.
Co dalej z Pałacem?
Fałszywy symbol
O tym, że słowa Sikorskiego są żartem, jest przekonany architekt Czesław Bielecki. Jego zdaniem to nie sam Pałac jest problemem, ale to, co go otacza. - Mamy pomnik Stalina w środku Warszawy otoczony śmietnikiem - ocenił architekt i zarzucił władzom miasta, że te nie mają pomysłów na zagospodarowanie tej przestrzeni, głosu architektów, czyli specjalistów, z kolei nie słuchają. - Choć pałac jest zabytkiem, nie znaczy, że nic z nim nie można robić - podkreślił. - Od lat jestem promotorem zmiany znaku ideowego tej budowli. Przy bardzo niewielkich nakładach można zmienić go w muzeum komunizmu - wyjaśnił Bielecki.
Jego zdaniem, wtedy Pałac nie byłby fałszywym symbolem Warszawy nowych czasów, ale symbolem polskiego zwycięstwa nad komunizmem. Architekt ocenił, że projekt kosztowałby kilkanaście milionów złotych i mógłby zostać ukończony w ciągu 2 lat. - To kwestia chęci i działania władz. Od nich wszystko zależy - dodał.
O znaczeniu Pałacu Kultury i Nauki przekonywał także wiceprezes jego zarządu Krzysztof Markowski. - Myślę, że mieszkańcy miasta oswoili się z PKiN. Jest świadectwem pewnej epoki i ma akceptację społeczną - stwierdził. Zdaniem Markowskiego, Pałac nie dość, że służy mieszkańcom, od 4 lat przynosi zyski. - Mamy kilka uczelni, na puste powierzchnie ustawiają się kolejki. Jest Sala Kongresowa - zaznaczył, podkreślając duże znaczenie budowli dla Warszawy.