Ewa Olej od lat cierpi na cukrzycę, choroba mocno uszkodziła nerki. Tak mocno, że bez dializ prowadzonych co drugi dzień, organizm kobiety by sobie nie poradził. Z dializowaniem nie radzą sobie już jednak jej naczynia krwionośne, które - potocznie mówiąc - po prostu się zużyły.
Organizm własnych tkanek nie odrzuci
- Ja nawet mojemu doktorowi powiedziałam, że się zgadzam na królika doświadczalnego, bo mówię, jak się nauczycie na mnie, to będziecie mogli innym też pomóc - opowiada o początkach eksperymentu pani Ewa.
Na ratunek przyszli amerykańscy naukowcy. Lekarze musieli wyhodować dla kobiety nową żyłę, w którą będzie można się wkuwać przy dializach.
Bionżynierią zajmuje się firma z USA, z którą współpracują polscy specjaliści ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
- Pobiera się fragment skóry, bardzo malutki, wielkości połowy znaczka pocztowego i mały fragment żyłki. W specjalnym płynie konserwującym przesyła się to do Kalifornii - opowiada o całym procesie prof. Lech Cierpka z Kliniki Chirurgii Ogólnej, Naczyniowej i Transplantacyjnej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach.
W laboratorium w Stanach "namnaża" się komórki, z których powstaje sztuczne naczynie. Organizm go nie odrzuci, bo składa się z jego własnych tkanek i w odróżnieniu od syntetycznych naczyń, nie będzie się zatykać.
Będą kolejne eksperymenty
Nowe żyły dostały już trzy osoby z Polski, a także grupa pacjentów z Argentyny. W Polsce koszty są niższe niż w Stanach, a lekarze równie sprawni i doświadczeni.
W przyszłości naukowcy chcą wykorzystywać hodowane naczynia przy operacjach wszczepiania by-passów. Chcą też, by możliwe były transplantacje naczyń wytworzonych z komórek innych dawców.
Źródło: tvn24
Źródło zdjęcia głównego: TVN24