Jak Niemcy rozwiązali problem teczek

Jak Niemcy poradzili sobie z problemem teczek?
Jak Niemcy poradzili sobie z problemem teczek?
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Jak poradzić sobie z trudną przeszłością agentów i poszkodowanych? Niemcom się udało. - Udostępniono akta Stasi, zachowując przy tym standardy państwa prawa. Nadrzędnym celem jest ujawnienie prawdy, ale nie wolno zapominać o prawach człowieka - wyjaśnił w Magazynie "24 Godziny" dyrektor Niemieckiego Instytutu Historycznego Klaus Ziemer.
"Z jednej strony prawda, z drugiej prawa człowieka"

"Z jednej strony prawda, z drugiej prawa człowieka"

- Niemcy nie uniknęły dyskusji nad enerdowską przeszłością, ale przyjęte rozwiązanie pochodzi jeszcze z ostatniej fazy NRD, gdy opozycja zdecydowała się udostępnić akta - powiedział profesor Ziemer, dyrektor Niemieckiego Instytutu Historycznego.

Kto ma dostęp do teczek?

W 1990 roku utworzono w Niemczech Instytut Gaucka, który przejął archiwa Ministerstwa Bezpieczeństwa - Stasi. Obecnie Instytut dysponuje ponad 180 kilometrami akt, które są udostępniane pokrzywdzonym, a także byłym agentom, naukowcom i dziennikarzom. Pokrzywdzony ma prawo wglądu do wszystkich teczek, ma także możliwość ich kopiowania. Jeśli ktoś sam był agentem, może zobaczyć dokumenty z obserwacji przed werbunkiem, nie ma jednak dostępu do pisanych przez siebie donosów.

- Jeśli ktoś przypuszcza, że ma własną teczkę, może uzyskać dostęp do dokumentów - tłumaczy Ziemer. Jak dodaje, konieczne jest uzasadnienie wniosku o wydanie akt. Instytut zwraca również uwagę na ochronę danych osobowych. - Jeśli na przykład dziennikarz prosi o udostępnienie materiałów, to tajemnicą zostają objęte nazwiska osób wymienionych w aktach, które jednak nie mają bezpośredniego związku z daną sprawą - wyjaśnia dyrektor Instytutu. Jak dodaje, wszystko po to, by chronić ich dane.

"Instytut Gaucka jest ponadpartyjny"

"Instytut Gaucka jest ponadpartyjny"

"Trzeba ujawniać całą prawdę"

Według profesora, nadrzędnym celem Instytutu jest ujawnienie całej prawdy. - Ale z drugiej strony są też prawa człowieka i prawa podejrzanych - zaznacza profesor. - Nie można ich oskarżać dopóki nie ma dowodów, że faktycznie współpracowali - dodaje.

Ziemer wyjaśnił też, że w Niemczech politycy są poddawani lustracji, ale doniesienia o agenturalnej przeszłości ministrów i deputowanych pojawiały się już po wyborach. - Co ciekawe, w niektórych landach to nawet pomagało - przyznaje profesor. - Nawet jeśli posłowie rezygnowali, wielu z nich zostało wybranych w następnej kadencji - podkreśla.

Trzeba ujawniać całą prawdę, ale z drugiej strony są też prawa człowieka i prawa podejrzanych. Nie można ich oskarżać dopóki nie ma dowodów, że faktycznie współpracowali. Profesor Klaus Ziemer, dyrektor Niemieckiego Instytutu Historycznego

Instytut ponad podziałami

- Urzędowi Gaucka udało się stworzyć opinię ponadpartyjnego organu, a jego oceny zazwyczaj nie są kwestionowane - uważa Ziemer. Jak ocenił, pracownicy niemieckiego Instytutu są bardzo wstrzemięźliwi jeśli chodzi o dostęp do niepewnych akt. - Nawet jak gdzieś jest napisane "TW", nie wiadomo, czy ktoś rzeczywiście był współpracownikiem - zauważa profesor.

Każde społeczeństwo ma swoje specyficzne problemy. Dla nas fiaskiem zakończyła się próba rozliczenia z nazizmem. Profesor Klaus Ziemer, dyrektor Niemieckegoi Instytutu Historycznego

Jak przyznał jednak, trudno powiedzieć, co jest przyczyną kłopotów z teczkami w Polsce. - Każde społeczeństwo ma swoje specyficzne problemy. Dla nas fiaskiem zakończyła się próba rozliczenia z nazizmem - zaznaczył. I przyznał, że Instytut Gaucka to dla Niemców odrobiona lekcja.

jk/korv

Źródło: TVN24, PAP

Czytaj także: