Dramat w zakładzie fryzjerskim

Złoczew: Dramat w zakładzie fryzjerskim
Złoczew: Dramat w zakładzie fryzjerskim
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Choć wydaje się, że to historia jak z dramatu mrożącego krew w żyłach, niestety zdarzyła się naprawdę. Wezwana do zakładu fryzjerskiego do nieprzytomnej kobiety lekarka stwierdziła zgon. Fryzjerka nie uwierzyła. Kiedy na miejsce przyjechało pogotowie okazało się, że kobieta jeszcze żyje. Niestety, zmarła w drodze do szpitala.
Anna Rakowska, lekarka: nie reanimowałam, bo myślałam, że to wylew albo zawał

Anna Rakowska, lekarka: nie reanimowałam, bo myślałam, że to wylew albo zawał

Historia zdarzyła się w jednym z zakładów fryzjerskich w podsieradzkim Złoczewie. Pani Eugenia była tam stałą klientką. Podczas strzyżenia przyznała się fryzjerce, że ostatnio nie czuje się najlepiej i wybiera się do lekarza.

W pewnym momencie kobieta zasłabła i poprosiła o szklankę wody. Kiedy fryzjerka wróciła, pani Eugenia była już nieprzytomna. Natychmiast wezwano karetkę, a jeden z klientów zakładu pobiegł po pomoc do pobliskiej przychodni. Lekarka, która po chwili była w zakładzie, zbadała staruszkę i stwierdziła zgon. Właścicielce kazała też odwołać pogotowie, tłumacząc, że jest już za późno na pomoc i wyszła.

Syn: takie potraktowanie człowieka jest karygodne

Syn: takie potraktowanie człowieka jest karygodne

Fryzjerka jednak nie posłuchała i do przyjazdu karetki próbowała sama reanimować staruszkę. Kiedy po 15 minutach przyjechało pogotowie, okazało się, że kobieta jeszcze żyje. W drodze do szpitala karetka miała kolizję. Choć ratownicy twierdzą, że nie miało to wpływu na stan kobiety, staruszki nie udało się uratować. Zmarła w drodze do szpitala.

Teściowa zmarłej: to się w głowie nie mieści, przysięgali ratować ludzie życie

Teściowa zmarłej: to się w głowie nie mieści, przysięgali ratować ludzie życie

Źródło: tvn24

Czytaj także: