TVN24 | Wybory prezydenckie w USA 2020

Donald Trump nie odpuszcza, jego prawnicy idą do sądu. O co chce walczyć urzędujący prezydent?

TVN24 | Wybory prezydenckie w USA 2020

Autor:
ft/kg
Źródło:
BBC, CNN

Według przewidywań największych amerykańskich mediów Joe Biden zostanie 46. prezydentem Stanów Zjednoczonych. Donald Trump kwestionuje wyniki wyborów, a zespół jego prawników podjął kroki dotyczące domniemanych nieprawidłowości w procesie liczenia głosów. Przedstawiciele urzędującego prezydenta na poniedziałek zapowiedzieli wniesienie kolejnych pozwów. 

W USA trwa liczenie głosów w czterech stanach: Arizonie, Georgii, Karolinie Północnej i na Alasce. Według przewidywań największych amerykańskich mediów, bazujących m.in. na wstępnych wynikach z pozostałych 46 stanów, Joe Biden zdobył już 279 głosów elektorskich, o dziewięć więcej niż wymagane do objęcia urzędu prezydenta USA minimum.

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE >>>

Donald Trump, który uzyskał 214 głosów elektorskich oraz zespół jego prawników kwestionują wyniki wyborów w niektórych kluczowych dla nominacji stanach. – Istnieją mocne dowody, że wybory w co najmniej trzech lub czterech stanach, a być może nawet w 10, zostały skradzione – mówił w Fox News osobisty prawnik Trumpa, były burmistrz Nowego Jorku Rudy Giuliani.

Sztab urzędującego prezydenta, który już podjął kroki prawne, zapowiada złożenie w poniedziałek kolejnych pozwów wyborczych. Oto, co wiemy o pomysłach prawników Trumpa.

Pensylwania

Giuliani zapowiedział, że pozwy w Pensylwanii, stanie który ostatecznie przechylił szalę zwycięstwa na korzyść Joe Bidena, będą składane między innymi w związku z domniemanym brakiem dostępu republikańskich obserwatorów do procesu zliczania głosów.

Jak tłumaczy BBC, obserwatorzy partyjni są dopuszczani do przyglądania się liczeniu głosów w większości stanów, o ile zostali zarejestrowani przed dniem wyborów. W niektórych miejscach, ze względu na pandemię COVID-19 wprowadzono jednak pewne ograniczenia co do dostępu osób z zewnątrz.

W Pensylwanii dotyczyło to m.in. odległości, jaką musieli utrzymywać inspektorzy od osób podliczających rezultaty. Wyrokiem sądu odległość ta, z początkowych 20 stóp (6 metrów) została zmniejszona do 6 stóp (około 2 metry).

Według Giulianiego nakaz ten został jednak złamany przez urzędników w Filadelfii. – Nawet, gdy sąd zezwolił republikańskim inspektorom na utrzymanie dystansu 6 stóp, to oni przenieśli ludzi liczących karty o 6 stóp dalej – powiedział w czasie konferencji prasowej w największym mieście Pensylwanii.

Sztab Trumpa kwestionuje także decyzję pensylwańskiego sądu, który zezwolił na licznie kart wyborczych, które napłyną do lokali na trzy dni po dniu wyborów, jeżeli opatrzone są stemplem pocztowym z datą do 3 listopada.  

Zdaniem Matthew Weila z Bipartisan Policy Research Center, w tym przypadku może dojść do pewnej formy zasądzenia na korzyść sztabu Trumpa. – Myślę, że decyzja o odrzuceniu części kart nie będzie dotyczyła wielu przypadków. Różnica między kandydatami musiałaby być bardzo niewielka, by mogło to mieć znaczenie – mówił BBC. Po przeliczeniu 98 procent głosów w Pensylwanii Biden uzyskał ponad 43 tysiące głosów więcej niż urzędujący prezydent.

Michigan

W przypadku Michigan, podobnie jak w Pensylwanii, w wieczór wyborczy wydawało się, że Donald Trump uzyskał pewną większość, która pozwoli mu na zwycięstwo. Następnego dnia różnica między kandydatami zaczęła topnieć dzięki głosom korespondencyjnym i ostatecznie to Joe Bidenowi przypadło 16 stanowych elektorów.

4 listopada sztab Trumpa wystąpił o zaprzestanie liczenia głosów, z powodu braku dostępu obserwatorów republikańskich do procesu.

Sąd oddalił pozew, argumentując, że nie ma wystarczających dowodów na to, że procedury nadzorowania procesu liczenia głosów nie były przestrzegane.

Wisconsin

Sztab Donalda Trumpa ogłosił, że będzie domagał się ponownego liczenia głosów w Wisconsin, z powodu "zaobserwowanych nieprawidłowości" w dniu wyborów. Procedura ta nie wymaga jednak interwencji sądu.

Nie jest jasne kiedy mogłoby się odbyć ponowne licznie głosów w stanie, ponieważ zwykle nie dochodzi do tego, zanim urzędnicy nie zakończą pierwszego zliczania kart wyborczych, na co mają czas do 17 listopada.

Profesor Richard Briffault z Columbia University w rozmowie z BBC zwrócił uwagę, że w 2016 roku także doszło do ponownego liczenia głosów w Wisconsin. Ostateczny rezultat zmienił się o około sto głosów. Obecnie kandydatów dzieli nieco ponad 20 tysięcy głosów.

Nevada

Partia Republikańska z Nevady poinformowała, że "zidentyfikowano tysiące osób, które prawdopodobnie złamały prawo głosując w stanie, mimo że wyprowadziły się z Nevady". Prawnicy Trumpa przygotowali listę osób, które według nich nie mieszkają już w stanie, ale zagłosowały w nim na prezydenta.

Zdaniem portalu Politifact, sama taka lista nie dowodzi złamania procedur wyborczych. Zgodnie z prawem osoby, które wyprowadziły się ze stanu na 30 dni przed wyborami, nadal mogą oddać w nim głos. Tyczy się to między innymi studentów, którzy mimo wyprowadzki do innego stanu, dalej mogą głosować w Nevadzie.

Władze hrabstwa Clark odrzucają oskarżenia Partii Republikańskiej. – Nie mamy wiedzy, jakoby jakiekolwiek nieprawidłowo oddane karty do głosowania były procedowane – tłumaczą.

Arizona

Otoczenie urzędującego prezydenta w sobotę złożyło pozew dotyczący domniemanych nieprawidłowości w czasie liczenia głosów w Arizonie. Twierdzą, że niektóre z "legalnie" oddanych głosów, zostały odrzucone.

Powołują się przy tym na opinie obserwatorów wyborczych oraz dwóch głosujących, którzy utrzymują, że wystąpiły problemy z maszynami do głosowania.

Pozew jest teraz rozpatrywany, ale sekretarz stanu Arizony mówił, że ruch sztabu Trumpa to "chwytanie się brzytwy".

Autor:ft/kg

Źródło: BBC, CNN

Pozostałe wiadomości