Amstaf zamknięty w nagrzanym aucie. "Leżał na siedzeniu, ciężko oddychał"

Warszawa

ShutterstockKtoś zostawił amstafa w nagrzanym aucie (zdjęcie ilustracyjne)

Ktoś zostawił amstaffa w nagrzanym samochodzie. Na pomoc psu ruszyli strażnicy miejscy i policjanci. Trwają poszukiwania właściciela czworonoga.

W niedzielne południe strażnicy miejscy z Ursusa zostali wezwani na ulicę Bohaterów Warszawy. Osoba, która ich zawiadomiła twierdziła, że w zaparkowanym aucie znajduje się pies. Ktoś miał go tam zostawić kilkanaście godzin wcześniej - w sobotę około 22.

"Kilkadziesiąt stopni"

A tak strażnicy opisują to, co zastali na miejscu: "na tylnym siedzeniu srebrnego volvo leży amstaf. Ciężko oddycha. Szyby samochodu są uchylone na szerokość zaledwie jednego centymetra. W nagrzanym aucie, w którym jest prawdopodobnie kilkadziesiąt stopni, nie ma miski z wodą".

O pomoc w uwolnieniu psa poprosili patrol policji, który był w okolicy. - W związku z tym, że przednia szyby były lekko uchylone, nie było konieczności ich wybijania. Policjantom ręcznie udało się opuścić szybę i wydostać psa - informuje Anna Wójcik z Komendy Rejonowej Policji dla Ochoty, Ursusa i Włoch.

Stan psa był na tyle dobry, że strażnicy mogli przetransportować go do schroniska na Paluchu. Tam zajął się nim weterynarz.

Szukają właściciela

"Pomimo braku tablic rejestracyjnych funkcjonariusze ustalili dane i adres właściciela samochodu, ale nie zastali nikogo w mieszkaniu. Następnie udali się na komendę policji w celu złożenia zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzęciem" - podsumowuje straż miejska.

Jak zapewnia Wójcik, policjanci pracują nad dotarciem do właściciela samochodu i ustaleniem, do kogo należał amstaf.

Dwa lata temu informowaliśmy o podobnej interwencji. Strażnicy uwolnili wówczas dwa psy i dwa koty:

Akcja strażników
straż miejska

kk/b