TVN24 | Świat

"Mimo tego że zawodnicy są badani, nie jesteśmy w stanie zdiagnozować wszystkich chorób"

TVN24 | Świat

Autor:
momo/kab
Źródło:
TVN24
"Mimo że zawodnicy są badani nie jesteśmy w stanie zdiagnozować wszystkich chorób"
"Mimo że zawodnicy są badani nie jesteśmy w stanie zdiagnozować wszystkich chorób"TVN24
wideo 2/7
TVN24"Mimo, że zawodnicy są badani nie jesteśmy w stanie zdiagnozować wszystkich chorób"

W przypadku Christiana Eriksena mieliśmy do czyniania z arytmią, która odpowiedziała na defibrylację - mówił w programie "Wstajesz i weekend" w TVN24 kardiolog i specjalista medycyny sportowej doktor Robert Pietruszyński, komentując dramat, który wydarzył się w sobotę na stadionie Parken w Kopenhadze.

W końcówce pierwszej połowy meczu Dania - Finlandia lider gospodarzy Christian Eriksen osunął się na murawę, tracąc przytomność. Zanim dobiegli do niego przedstawiciele służb medycznych, pierwszej pomocy udzielił mu kapitan duńskiej drużyny Simon Kjaer. Najpierw upewnił się, że kolega nie połknął języka, a następnie ułożył go w bezpiecznej pozycji. Piłkarza reanimowano jeszcze na boisku. Według relacji lekarzy 29-letni Eriksen przytomność odzyskał jeszcze na stadionie, z którego trafił do szpitala. Po 21 menedżer Eriksena przekazał, że piłkarz oddycha samodzielnie i rozmawia. Wszystko wskazuje na to, że doznał ataku serca. 

OGLĄDAJ TVN24 W INTERNECIE NA TVN24 GO

"Nie jesteśmy w stanie zdiagnozować wszystkich chorób"

- Jest to duży problem medyczny od wielu lat. Monitoring medyczny stale się doskonali, zwiększa się dostępność procedur diagnostycznych, federacje sportowe zalecają coraz więcej badań. Są niestety takie sytuacje, że u człowieka potencjalnie zdrowego dochodzi do zatrzymania krążenia - komentował na antenie TVN24 kardiolog i specjalista medycyny sportowej doktor Robert Pietruszyński Jak zaznaczył, "na szczęście nie wszystkie takie sytuacje kończą się nagłym zgonem sercowym".

Jak podkreślił kardiolog, tego typu incydenty zdarzają się jednak bardzo rzadko. - Dane statystyczne pokazują, że dotyczy to osób poniżej 35. roku życia, intensywnie trenujących. To około jeden przypadek na 100 tysięcy zawodników - zauważył. 

Najczęściej - tłumaczył - ich przyczyną są obecne już wcześniej, ale nierozpoznane choroby strukturalne serca. - Mimo tego że zawodnicy są badani, nie jesteśmy w stanie zdiagnozować wszystkich chorób genetycznych - przyznał dr Pietruszyński.

Kardiolog: trudno wyrokować o przyszłości Eriksena
Kardiolog: trudno wyrokować o przyszłości EriksenaTVN24

Kardiolog: trudno wyrokować o przyszłości Eriksena

Jak przekonywał lekarz "sport wyczynowy nie ma nic wspólnego ze zdrowiem". - Wyczynowy sport związany jest z przekraczaniem pewnych barier. Wiąże się to z głęboką kwasicą i osoby potenjalnie zdrowe mogą wygenerować złośliwą arytmie - tłumaczył.

Jak dodał, na szczęście w przypadku Eriksena "mieliśmy do czyniania z arytmią, która odpowiedziała na defibrylację", do tego zawodnikowi udzielono natychmiastowej pomocy medycznej.

Zapytany, czy po tego typu wypadku, jakiego doznał pomocnik duńskiej drużyny, możliwy jest powrót do zawodowego sportu, Pietruszyński przyznał, że "jest to trudna decyzja całych sztabów i zespołów medycznych". - Każdy przypadek jest rozpatrywany indywidualnie. Nie stawiajmy tutaj kropki nad i. Wielkie szczęście, że zawodnik jest zreanimowany i nie ma uszczerbku neurologicznego na chwilę obecną - wskazał. Dodał, że na ten moment "trudno wyrokować o jego przyszłości".

Christian EriksenChristian Eriksentvn24

"Decyduje każda sekunda"

Do zatrzymania akcji serca może dojść nie tylko na murawie podczas ekstremalnego wysiłku, ale także w domu, na ulicy, czy tramwaju. Dr Pietruszyński wyjaśniał, jak reagować w tego typu sytuacjach.

- Nie możemy się bać takich sytuacji, bo tutaj każda sekunda zadecyduje, czy będzie to osoba zreanimowana lub zresuscytowana, mówiąc prościej, czy będzie miała przywróconą funkcję serca bez deficytu neurologicznego - tłumaczył kardiolog. Zaznaczył, że odroczenie minutowe lub dwu minutowe do udzielenia pomocy może przesądzić o życiu lub śmierci człowieka.

Jak podkreślił, jedyną skuteczną metodą jest w takiej sytuacji defibrylacja. - W miejscach publicznych mamy coraz więcej automatycznych defibrylatorów. Jest olbrzymi nacisk na umiejętność posługiwania się tymi urządzeniami - zauważył.

Jak mówił dr Pietruszyński, "każda osoba, która była reanimowana, u której doszło do zatrzymania krążenia, może uwolnić markery martwicy mięśnia sercowego, więc w rozpoznaniu takiej osoby podaje się, że doszło do zawału serca". - Rzadko jednak u osób w tej grupie wiekowej dochodzi stricte do zawału serca, gdzie przyczyną jest pęknięcie blaszki miażdżycowej, i zamknięcia tętnicy wieńcowej. To około 2-3 procent przypadków odpowiedzialnych za nagły zgon sercowy - wskazał.

"Nie możemy się bać takich sytuacji, bo tutaj decyduje każda sekunda"TVN24

Autor:momo/kab

Źródło: TVN24

Źródło zdjęcia głównego: tvn24