Kluczowa dla planów Macierewicza firma ma problem. Chińczycy wyprowadzali majątek

Świat

Ukraińska firma ma duże znaczenie dla polskiego wojskatvn24
wideo 2/5

Ukraiński sąd zamroził chińskie udziały w jednej z ważniejszych firm zbrojeniowych kraju - Motor-Sicz. Sprawą zajęły się służby. Chińska firma miała potajemnie wyprowadzać majątek ukraińskiego przedsiębiorstwa. Tymczasem drenowany przez Azjatów Motor-Sicz ma duże znaczenie dla polskiego wojska, bo od lat pomaga utrzymywać poradzieckie śmigłowce. To z tą firmą Antoni Macierewicz chciał je modernizować, albo wręcz budować zupełnie nowe maszyny.

W październiku 2016 roku minister obrony narodowej wywołał duże poruszenie, deklarując chęć stworzenia wspólnie z ukraińskim przemysłem śmigłowca, który miałby nie ustępować konstrukcjom zachodnim. Wśród kluczowych dla tego przedsięwzięcia wymieniał właśnie firmę Motor-Sicz z Zaporoża, która ma wielkie doświadczenie i możliwości w produkcji silników turbinowych.

Wyciek wiedzy do Chin

Bez Motor-Sicz cała koncepcja śmigłowcowej współpracy z Ukrainą nie ma sensu. Tymczasem właśnie ta ukraińska firma ma poważny problem. Sąd w Kijowie zamroził 41 procent udziałów w niej, które należały do chińskiej spółki Beijing Skyrizon Aviation, posługującej się jak pośrednikami kilkoma mniejszymi spółkami zarejestrowanymi w takich miejscach jak Panama czy Wyspy Dziewicze. Dodatkowo Chińczycy mają kontrolować dalsze 15 procent udziałów, co oznacza, że przejęli kontrolę nad Motor-Sicz, gromadząc 56 procent jej akcji.

Korzystając ze swojej pozycji chińska spółka miała potajemnie wyprowadzać majątek ukraińskiej firmy do Chin. Nie sprecyzowano co konkretnie Chińczycy mieli przejąć, ale największą wartość w Motor-Sicz ma posiadany przez nią know-how, czyli różne patenty, plany i rozwiązania techniczne. Na tym też najbardziej zależy chińskim firmom.

Sprawa ma być na tyle poważna, że według agencji "Interfax-Ukraina" sprawą zajęła się Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

Wielkie plany polskiego MON

Informacje płynące z Ukrainy są niepokojące też dla Polski, ponieważ Motor-Sicz ma duże znaczenie dla floty śmigłowców polskiego wojska. W większości są to maszyny o radzieckim rodowodzie, takie jak Mi-8, Mi-24, Mi-17 i Mi-24. Wszystkie są napędzane silnikami wyprodukowanymi w zaporoskiej fabryce. Remonty i ewentualne modernizacje przeprowadzane w łódzkich zakładach WZL nr 1 byłyby bardzo utrudnione bez współpracy z Ukraińcami.

Co więcej, wobec ograniczenia skali zamówień na śmigłowce wielozadaniowe (po zerwaniu negocjacji w sprawie zakupu Caracali), MON musi wydłużać żywot radzieckich maszyn. W październiku 2016 roku Macierewicz wręcz zapowiadał ich modernizację. Sugerował między innymi "remotoryzację", czyli wymianę silników starszych typów na nowsze warianty opracowane przez Ukraińców.

Minister obrony mówił również o opracowaniu wspólnie z ukraińskimi firmami zupełnie nowego śmigłowca, co wywołało gorącą dyskusję w mediach specjalistycznych i nie tylko. - Być może w przyszłości powstanie wspólny polsko-ukraiński helikopter, który pod względem jakościowym nie będzie ustępował tym produkowanym na Zachodzie. Byłby on produkowany na potrzeby Europy Środkowej. Zwłaszcza, że mamy bardzo ciekawą propozycję ukraińskiego producenta silników samolotowych i śmigłowcowych Motor-Sicz - twierdził Macierewicz w wywiadzie dla tygodnika "wSieci".

Od tego czasu sprawa jednak ucichła. Od niemal roku nie ma żadnych konkretnych informacji na temat pogłębiania współpracy polskich firm z ukraińskimi w dziedzinie śmigłowców. Nie mówiąc o tworzeniu zupełnie nowej maszyny.

Zatruty prezent

Tymczasem chiński kapitał jeszcze nie tak dawno temu miał być zbawieniem dla znajdującego się w ciężkim kryzysie ukraińskiego przemysłu lotniczego, odciętego od tradycyjnego rynku w Rosji. Chińczycy zawiązali współpracę między innymi z koncernem Antonowa, deklarując w 2016 roku, że chcą pomóc skończyć nieukończony od upadku ZSRR wielki transportowiec An-225 Mrija, a potem rozpocząć jego licencyjną produkcję w Chinach. Do dzisiaj jednak brak żadnych konkretów.

Na podobnej zasadzie Chińczycy wkroczyli wiosną 2017 roku do Motor-Sicz. Padały deklaracje o współpracy i licencyjnej produkcji w Chinach. Chińczycy mieli zainwestować 250 milionów dolarów, zacząć kupować ukraińskie produkty i utworzyć w kooperacji nową fabrykę w mieście Chongqing, gdzie byłyby składane i serwisowane silniki z Zaporoża. W czerwcu poinformowali ukraińskie władze, że posiadają już 41 procent udziałów Motor-Sicz. Jak się jednak teraz okazało, kontrolują też dalsze 15 procent.

Wszelkie próby uzyskania komentarza firmy Bejing Skyrizon Aviaton, poczynione przez anglojęzyczny dziennik z Hong-Kongu "South China Morning Post", były nieudane. Nikt nie odbiera telefonu w pekińskim biurze. Podobnie agencja "Interfax-Ukraina" nie zdołała uzyskać komentarza firmy Motor-Sicz.

Chińczycy potrzebują technologii

Majątek ukraińskiej firmy na pewno ma wielką wartość dla Chińczyków. Nie chodzi przy tym o samą fabrykę w Zaporożu i większość jej pracowników, ale o technologię i kluczowych specjalistów. Chiński przemysł zbrojeniowy i lotniczy ma poważne problemy z opanowaniem technologii produkcji nowoczesnych silników turbinowych. Daleko mu do możliwości amerykańskich, europejskich czy rosyjskich firm.

Efekt taki, że większość współczesnych chińskich silników turbinowych montowanych w śmigłowcach i samolotach to mniej lub bardziej legalne kopie rozwiązań zagranicznych. Do najnowszych maszyn myśliwskich napęd jest jednak importowany z Rosji, ponieważ próby skopiowania oryginalnych silników odrzutowych skończyły się umiarkowanym powodzeniem. Te chińskie mają gorsze osiągi.

Chińczycy usilnie starają się nadrobić te zaległości, ponieważ inaczej nie będą w stanie zupełnie samodzielnie tworzyć nowoczesnych samolotów i śmigłowców. Ukraina jest natomiast idealnym źródłem jeszcze przydatnych technologii, jako państwo słabe i dysponujące dużym zapasem rozwiązań wywodzących się z czasów ZSRR.

To jak traktują ją Chińczycy pokazuje sprawa zakupienia nieukończonego radzieckiego lotniskowca Wariag, który kilkanaście lat niszczał w Mikołajewie. W 2000 roku zakupiła go chińska firma formalnie z przeznaczeniem na pływający hotel i kasyno, ale po dotarciu do Chin został gruntownie przebadany i ukończony jako lotniskowiec. Przy okazji Chińczycy podstępem wywieźli z Mikołajewa kilka ciężarówek cennej dokumentacji technicznej. Dzisiaj już sami kończą budować kolejny lotniskowiec, który jest twórczą kopią Wariaga.

Autor: Maciej Kucharczyk / Źródło: tvn24.pl, South China Morning Post, Interfax-Ukraina