GMO. Bać się czy nie?

30 listopada 2012
PAP/Paweł SupernakDuża część Polaków sprzeciwia się wprowadzeniu GMO

Nie ma dowodów, że GMO jest groźne dla zdrowia lub środowiska - przekonują naukowcy. Jednak ustawa o nasiennictwie, która dotyczy m.in. rejestracji i obrotu nasionami zmodyfikowanymi genetycznie, wzbudza wiele kontrowersji. Protestuje przeciwko niej opozycja, przeciwnicy GMO i celebryci. Prezydent, który jest autorem projektu podkreśla, że dopiero w parlamencie usatwa zyskała krytykowane zapisy. Teraz będzie musiał zdecydować - podpisać czy nie. Senat bowiem w piątek przyjął ustawę bez poprawek.

Senat RP przegłosował ustawę bez poprawek 30 listopada. W głosowaniu 50 senatorów było za, 29 przeciw, a dwóch wstrzymało się od głosu.

Wcześniej prezydent napisał do premiera w sprawie regulacji dotyczących GMO. List jest pokłosiem tego, co stało się z prezydenckim projektem ustawy o nasiennictwie. Prezydent przypomniał w bowiem, że pierwotny projekt, który on złożył w Sejmie w styczniu 2012 r. nie zmieniał dotychczasowych przepisów w sprawie GMO.

W swoim liście Komorowski podkreślił też, że według niego kwestie GMO powinny być kompleksowo uregulowane w jednej dużej ustawie i poprzedzone szerokimi konsultacjami i debatą publiczną. I zwrócił się do Donalda Tuska o przedstawienie informacji w sprawie planu rządowych prac nad taką całościową ustawą.

Kontrowersyjny przepis dodany przez Sejm

To właśnie fakt, że w Sejmie do projektu ustawy wprowadzono przepisy umożliwiające obrót nasionami wpisanymi do europejskiego rejestru, w tym GMO, nie podoba się jej przeciwnikom.

Sejm uchwalił ustawę o nasiennictwie głosami 230 posłów PO i PSL. Przeciw opowiedziało się 202 posłów z PiS, Ruchu Palikota, SLD i Solidarnej Polski. Wśród poprawek, które nie weszły do ustawy, znalazły się wnioski opozycji, m.in. zakazujące dopuszczania do obrotu i stosowania materiału siewnego modyfikowanego genetycznie.

Wprowadzenie tych zapisów uzasadniono groźbą unijnych kar dla Polski za brak takiego unormowania. Uwzględniono jednak także propozycję rządu, zgodnie z którą Rada Ministrów może wydać rozporządzenie zakazujące uprawy GMO. Minister rolnictwa Stanisław Kalemba zapowiedział, że w rozporządzeniu do ustawy o nasiennictwie Polska zakaże uprawy modyfikowanej genetycznie kukurydzy MON 810 i ziemniaków amflora.

Zawetuje? Apele do prezydenta o weto do tej ustawy wystosowały: Ruch Palikota, SLD i Solidarna Polska. W ostatnią niedzielę w czasie pikiety przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie apelowali o to przeciwnicy GMO, w tym celebryci.

Przyczyna obaw? "Brak wiedzy"

Co o GMO sądzą naukowcy? Są zdania, że nie jest groźne dla zdrowia lub środowiska.

- Największa korzyść ze stosowania GMO w rolnictwie wiąże się z obniżeniem strat i kosztów, związanych przede wszystkim ze stosowaniem środków owado- i chwastobójczych - tłumaczy prof. Twardowski z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN. - Na świecie trwają też intensywne prace badawcze nad roślinami przystosowanymi do zimniejszego klimatu, do gleb zasolonych i suchych. To potencjalnie ważne w miejscach, gdzie brakuje wody. Odmiany takie wdrożono jednak do produkcji w niewielkim stopniu - dodaje.

Według prof. Twardowskiego, w Polsce bezpośrednia produkcja żywności z roślin GMO, głównie kukurydzy, odbywa się na bardzo małą skalę.

- Szacuje się, że jej uprawy zajmują łącznie ok. 3 tys ha. Natomiast nasza hodowla bydła, trzody i drobiu w ponad 90 proc. uzależniona jest od importu pasz produkowanych na bazie soi transgenicznej, a w niewielkim stopniu również kukurydzy. Na cele związane z produkcją pasz co roku importujemy ok. 2 mln ton transgenicznej soi. Możliwość upraw takiej soi miałaby wielkie znaczenie ekonomiczne, gdyż obecnie produkcja polskich kurczaków zależy od jej importu - zaznacza profesor. Prof. Twardowski odnosząc się do protestów związanych z upowszechnianiem GMO w rolnictwie, odpowiada: - Przyczyny obaw są wielorakie, jak choćby brak wiedzy z zakresu biologii molekularnej, brak zrozumienia związanych z tym procesów i ogólny strach przed każdą nowością. Ale zauważmy, że wiek temu ludzie obawiali się samochodów i pociągów, a jeszcze niedawno również telefonu komórkowego i kuchenki mikrofalowej. Każda innowacja budzi strach, który stymulowany jest przez tę część społeczeństwa i tych producentów, którzy na innowacji stracą. Profesor zaznacza też, że nie całe społeczeństwo w równy sposób czerpie korzyści z wprowadzanych innowacji. - Najwięcej zarabia producent danej innowacji czy bezpośredni użytkownik, czyli producent nasion, oraz producent rolny, czyli rolnik. Natomiast my, jako konsumenci, bezpośrednio zyskujemy naprawdę bardzo niewiele. A mało kto rozważa korzyści rozumiane tak ogólnie, jak jakość życia społeczeństwa czy też globalne efekty surowcowe - dodaje. Prof. Twardowski przypomina, że w ostatnich 20 latach Komisja Europejska wydała niemal miliard euro na badania związane z bezpieczeństwem GMO. Efektem prac było stwierdzenie - jak powiedział - że "genetycznie zmodyfikowane organizmy są równie bezpieczne (lub równie niebezpieczne) jak te, z których zostały wyprowadzone".

- Komunikaty stwierdzające brak zagrożenia wydała też Europejska Agencja Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), z kolei Europejski Trybunał Sprawiedliwości stwierdził, że zakazanie dystrybucji GMO przez Austrię, Francję i Niemcy było pozbawione naukowych podstaw merytorycznych i dlatego nie może być dalej realizowane - mówi.

I dodaje: - Próby ustanowienia w naszym kraju obszaru wolnego od GMO nie zostały zaakceptowane przez Komisję Europejską, dlatego że wnioskodawca - polski rząd - nie przedstawił naukowego uzasadnienia, z którego wynikałoby, że GMO stanowi zagrożenie dla człowieka lub środowiska. Nie ma naukowych dowodów, że takie zagrożenie istnieje, dlatego nie można stwarzać takiej normy prawnej.

Zakazali GMO. "Dbają o swoje interesy" Prof. Katarzyna Lisowska z Instytutu Onkologii w Gliwicach i z komisji ds. GMO przy ministerstwie środowiska uważa, że dyskusje na temat wpływu organizmów GMO na zdrowie ludzi, podejmowane przy okazji prac nad ustawą o nasiennictwie, tylko podgrzewają atmosferę wokół tematu, ale odwracają uwagę od kwestii o wiele istotniejszych, związanych z ekonomią i walką o rynki.

- Kwestia GMO w rolnictwie to problem typowo ekonomiczny. Stąd ta potężna presja, lobbing i pieniądze angażowane po to, by określone firmy mogły wejść ze swoim produktem na nowe rynki - mówi.

Jak podkreśla, Niemcy, Austria czy Francja - europejskie potęgi rolnicze - zakazały u siebie uprawy kukurydzy MON 810 nie dlatego, że "panuje u nich ciemnogród". - Po prostu dbają o swoje interesy, o bardzo liczną grupę społeczną, która utrzymuje się z rolnictwa - mówi. - Agrobiznes, jaki w oparciu o GMO rozwija się np. w Argentynie, prowadzi m.in. do wzrostu bezrobocia na wsi i rugowania rolników z ziemi. Powstają ogromne gospodarstwa. Szacuje się, że na tysiąc ha upraw soi GMO przez cały rok potrzeba tylko dwóch pracowników. Przy takich uprawach nie trzeba zbyt wielu rąk do pracy, a przecież ludziom trzeba dać zatrudnienie. Właśnie w takich kategoriach cały problem powinien być rozpatrywany - twierdzi prof. Lisowska. Jeśli chodzi o wpływ organizmów GMO na zdrowie człowieka, to - zdaniem profesor - za mało obecnie wiemy, by o czymkolwiek przesądzać.

- Wpływu GMO na organizmy nie można całkowicie lekceważyć, ale dopiero czas pokaże, jak sprawy wyglądają. W którymś momencie okaże się, czy nie będzie jak z papierosami. W swoim czasie przemysł tytoniowy dokładał wszelkich starań, aby kwestionować wyniki badań, które wskazywały na szkodliwość tytoniu - przypomina. Profesor ma też wątpliwości, czy badania, na podstawie których Europejska Agencja Bezpieczeństwa Żywności dopuszcza do obrotu różne organizmy GMO, są wiarygodne. - Po pierwsze, dlatego że EFSA w większości bazuje na wynikach badań dostarczonych przez przemysł, producentów GMO. W dodatku często nie żąda szczegółowych danych, a poprzestaje na streszczeniach i omówieniach wyników. Wydając akceptacje dla kolejnych produktów GMO, agencja wykazuje się jednocześnie dużą tolerancją i brakiem dociekliwości - ocenia. Profesor zaleca jednocześnie, by nie mieszać płaszczyzn dyskusji na temat GMO. - Zastosowanie technologii GMO w rolnictwie to temat kontrowersyjny, natomiast produkcja leków z wykorzystaniem zmodyfikowanych genetycznie bakterii ma miejsce od lat i nikt tu nigdy nie protestował - podkreśla. Jak dodaje, w Polsce prowadzone są próby kliniczne z wykorzystaniem eksperymentalnych leków przeciwnowotworowych na bazie GMO. Komisja ds. GMO przy ministerstwie środowiska regularnie zatwierdza i wydaje zgody na prowadzenie tego typu badań.

- Czy ktokolwiek wychodzi z tego powodu na ulicę i protestuje? Nie. Ja sama opiniuję większość tych wniosków. Nie zdarzyło się, żeby ktoś nie dostał zgody, jeśli spełnia kryteria związane z bezpieczeństwem, wyszkoleniem personelu, procedurami - mówi prof. Lisowska. Organizmy genetycznie zmodyfikowane (GMO) w rolnictwie służą do produkcji żywności, pasz, biomateriałów (np. bawełny i lnu); biokomponentów (np. enzymów czy mikroskładników dodawanych do żywności i używanych do jej produkcji) oraz biopaliw. Uprawy roślin GMO na świecie zajmują 160 mln ha i są zdominowane przez soję, rzepak, kukurydzę i bawełnę.

mac//kdj

Źródło zdjęcia głównego: PAP/Paweł Supernak

- Z chwilą wejścia w życie ustawy i rozporządzeń, Polska będzie wolna od upraw roślin GMO - zapewnił w czwartek minister rolnictwa, Stanisław Kalemba (PSL). Te będą obowiązywać od 28 stycznia.

- Nie dziwię się, że prezydent podpisał tę ustawę. Dziwiłbym się bardzo, gdyby nie podpisał: wtedy bylibyśmy krajem zacofanym, który nie stara się wprowadzać rozmaitych innowacji technologicznych - mówił profesor Piotr Węgleński z Instytutu Genetyki i Biotechnologii UW komentując podpisaną przez Bronisława Komorowskiego ustawę dot. GMO.

Prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o nasiennictwie, która dopuszcza rejestrację i obrót nasionami GMO. Rozporządzenia do tej ustawy mają zakazać uprawiania roślin GMO.

Prezydent Bronisław Komorowski zaapelował w liście do premiera Donalda Tuska o kompleksowe uregulowanie kwestii GMO. Jego zdaniem, powinno obowiązywać znakowanie produktów genetycznie zmodyfikowanych. - W sprawie GMO podjęliśmy decyzję, która jest wymuszona przepisami unijnymi - komentował premier Donald Tusk podczas swojej konferencji prasowej.

Kilkaset osób protestowało w środę przeciwko wprowadzaniu do Polski GMO. - Traktuje się nas jak szczury w laboratorium, dlaczego bogate państwa przeciwstawiają się GMO, a Polska nie? - pytała uczestnicząca w pikiecie piosenkarka Doda.

- Ja nie obawiam się GMO i wiem, że to jest wielka szansa cywilizacyjna jak wiele innych - powiedział we "Wstajesz i Wiesz" w TVN24 doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego, Tomasz Nałęcz. Przeciwnicy GMO protestowali w niedzielę przed Pałacem Prezydenckim przeciwko uchwalonej niedawno przez Sejm ustawie o nasiennictwie.

Kilkaset osób, w tym celebryci, m.in. piosenkarka Dorota "Doda" Rabczewska, protestowało w niedzielę pod Pałacem Prezydenckim przeciw GMO. Protestujący chcą, aby Bronisław Komorowski zawetował ustawę o nasiennictwie, dopuszczającą wprowadzenie na polski rynek nasion modyfikowanych genetycznie. - Faszerowanie nas chemią jest jawnym ludobójstwem - mówiła dziennikarzom Doda.

Amerykańscy rolnicy zużywają znacznie więcej niebezpiecznych pestycydów, próbując walczyć z "superchwastami", które wyewoluowały na polach upraw GMO - twierdzi profesor Charles Benbrok z Uniwersytetu Stanu Waszyngton. Naukowiec twierdzi, że identyczny proces zachodzi w przypadku insektów i zużycie środków owadobójczych zaczyna wyraźnie rosnąć.

Żywność modyfikowana genetycznie i reforma KRUS - to tematy, które wzbudziły największe poruszenie wśród polityków podczas debaty na temat rolnictwa. W dyskusji udział wzięli politycy czterech największych partii - PO, SLD, PSL i PJN. Zabrakło PiS.

Rolnictwo było tematem kolejnej debaty przedwyborczej w TVN24. Partie polityczne reprezentowali Kazimierz Plocke (PO), Wojciech Olejniczak (SLD), minister rolnictwa Marek Sawicki (PSL) i Wojciech Mojzesowicz (PJN). Debatę prowadził Grzegorz Miecugow. Poruszonymi tematami był między innym KRUS, kwestia dopłat z UE, przyszłości polskiego rolnictwa i GMO.

Pechowy niemiecki pszczelarz nie może sprzedawać bez zezwolenia swojego miodu, który został skażony DNA roślin modyfikowanych genetycznie. Roślin, co warto dodać, uprawianych nie przez niego, ale na gruntach należących do kraju związkowego Bawaria. Choć wtorkowe orzeczenie europejskiego Trybunału Sprawiedliwości nałożyło na pszczelarza obowiązek ubiegania się o specjalne zezwolenie, to otworzyło mu zarazem drogę do ubiegania się o odszkodowanie przed niemieckimi sądami.

- Sami uczeni stwierdzają, że zbytnie przyspieszenie ewolucji żywności mutagennej może doprowadzić do trudnych do przewidzenia skutków dla życia człowieka - powiedział w czasie diecezjalno-powiatowych dożynek w Targoszycach w powiecie będzińskim (Śląskie) biskup sosnowiecki Grzegorz Kaszak.

Minister rolnictwa Marek Sawicki uważa, że w Unii Europejskiej powinno obowiązywać jednolite prawo zakazujące upraw genetycznie modyfikowanych organizmów.

Do podpisu prezydenta trafiła ustawa regulująca nasiennictwo, czyli między innymi również kwestię stosowania genetycznie modyfikowanej roślin w polskim rolnictwie. Zmodyfikowane genetycznie produkty spożywcze trafiają na nasz stół codziennie i często o tym nawet nie wiemy. Czy należy więc zakazywać uprawy Genetycznie Modyfikowanych Organizmów w Polsce? Zbliża się kolejna odsłona wieloletniej batalii.

- Prawo i Sprawiedliwość jest przeciwne wprowadzeniu na polski rynek żywności genetycznie modyfikowanej - powiedział prezes partii Jarosław Kaczyński. Ustawa o nasiennictwie zezwalająca na jej uprawę czeka na podpis prezydenta. W sobotę przed Pałacem Prezydenckim protestowali przeciwnicy GMO.

Tysiące ludzi przeszły w sobotę ulicami Berlina, protestując przeciwko genetycznie zmodyfikowanej żywności. W demonstracji, która odbyła się pod hasłem "Mamy tego dość!", wzięli też udział przedstawiciele polskich organizacji ekologicznych.