Amerykanie wybrali Kongres

8 listopada 2018
ShutterstockKongres USA zaaprobował porozumienie z Trumpem

We wyborach do amerykańskiego Kongresu przeprowadzonych 6 listopada Partia Demokratyczna przejęła od republikanów kontrolę nad Izbą Reprezentantów, ale ci drudzy utrzymali większość w Senacie.

Takie rozstrzygnięcie nie jest zaskoczeniem, gdyż wskazywała na to większość przedwyborczych sondaży i symulacji. Oznacza ono, że prezydentowi Donaldowi Trumpowi znacznie trudniej będzie przeforsowywać w Kongresie swój program, ale z drugiej strony nie było żadnej "niebieskiej fali" (niebieski to kolor Partii Demokratycznej), która według niektórych miała zalać Kongres. Utrzymanie przez republikanów Senatu znaczy również, że procedura impeachmentu prezydenta, o której czasem wspominali bardziej radykalni demokraci, nie ma żadnych szans. Partia Republikańska przystępowała do wyborów, mając większość w obu izbach Kongresu (dysponowała nią od wyborów z 2014 r.), ale biorąc pod uwagę bardzo polaryzujący społeczeństwo styl prezydenta oraz niezbyt wysoki - nieznacznie przekraczający 40 proc. - odsetek aprobaty dla jego działań, mało kto uważał, że jest ona w stanie obronić stan posiadania.

W efekcie w Izbie Reprezentantów demokraci przekroczyli barierę 218, która jest potrzebna do większości.

Wyniki nie przeszkodziły amerykańskiemu prezydentowi ogłosić, że wybory były "olbrzymim sukcesem". "Olbrzymi sukces dzisiejszej nocy. Dziękuję wszystkim!" - napisał Trump na Twitterze. Zarazem jednak pogratulował Nancy Pelosi, szefowej demokratów w Izbie Reprezentantów, zdobycia większości. To w poważnym stopniu może utrudnić prezydentowi realizację jego planów, a tym samym osłabić jego szanse na reelekcję.

Wyniki wyborów do Izby ReprezentantówPAP

Przeforsowanie planów legislacyjnych przez niższą izbę Kongresu będzie teraz wymagało dłuższych negocjacji i większych kompromisów, a demokraci raczej nie będą mu niczego ułatwiać (w podobnej sytuacji był przez sześć z ośmiu lat swojej prezydentury Barack Obama). Z drugiej strony zapewne ta sytuacja skłoni Trumpa do jeszcze częstszego korzystania z rozporządzeń wykonawczych, czyli działania ponad głowami członków Kongresu.

Wyniki wyborów na gubernatorówPAP
Tom Malinowski zaprzysiężony na kongresmenatvn24
wideo 2/8

Źródło zdjęcia głównego: Shutterstock

Członek Izby Reprezentantów USA Justin Amash przekazał w czwartek, że odchodzi z Partii Republikańskiej. Wcześniej jako jedyny przedstawicielem GOP w Kongresie wzywał do impeachmentu prezydenta Donalda Trumpa. Amash ocenił, że amerykański system dwupartyjny może doprowadzić do rozpadu demokracji przedstawicielskiej.

Czuję ogromne wzruszenie po takiej długiej drodze razem, z Polski do Ameryki - opowiada Joanna Clark, matka zaprzysiężonego w czwartek kongresmana urodzonego w Polsce, Toma Malinowskiego. - Przypuszczam, że on wierzy w Polskę, że to jest ważny kraj i to jest jego kraj - podkreśla w rozmowie z reporterem "Faktów" TVN Marcinem Wroną.

Republikanka Cindy Hyde-Smith wygrała drugą rundę uzupełniających wyborów do amerykańskiego Senatu w stanie Missisipi, dzięki czemu Partia Republikańska będzie mieć w Senacie większość 53:47, wynika z rezultatów ogłoszonych w środę czasu polskiego.

Ilhan Omar została pierwszą amerykańską kongresmenką pochodzenia somalijskiego. Do pracy chodzi w hidżabie. "Nikt mi go na głowę nie zarzucił, tylko ja sama. To mój wybór, który chroni pierwsza poprawka do konstytucji" - napisała w mediach społecznościowych.

Republikanin Rick Scott wygrał na Florydzie wybory do amerykańskiego Senatu - ogłosiła stanowa komisja wyborcza po ręcznym przeliczaniu głosów. Floryda to jeden z "wahających się" stanów w USA, który w 2016 roku miał kluczowe znaczenie dla zwycięstwa Trumpa w wyborach prezydenckich.

Władze amerykańskiego stanu Floryda zarządziły w sobotę ponowne przeliczenie głosów oddanych w wyborach senatora i gubernatora, ponieważ różnica między kandydatami była niewielka. Według wstępnych wyników oba wyścigi wygrali republikanie. Wyniki nowego przeliczenia głosów zostaną przekazane władzom stanu najpóźniej w czwartek po południu czasu lokalnego.

Prasa w USA bardzo krytycznie ocenia wymuszoną przez Donalda Trumpa rezygnację prokuratora generalnego Jeffa Sessionsa. Zdaniem mediów, ewentualne zwolnienie podlegającego Sessionsowi Roberta Muellera, który prowadzi śledztwo w sprawie domniemanych rosyjskich prób wpływania na wynik wyborów 2016 roku, byłoby dużym błędem prezydenta.

Prokurator generalny i minister sprawiedliwości USA Jeff Sessions złożył w środę rezygnację na prośbę Donalda Trumpa. Prezydent USA zapowiedział, że obowiązki prokuratora generalnego będzie pełnił na razie dotychczasowy szef kancelarii Sessionsa, Matthew Whitaker.

Donald Trump w środę wyraził nadzieję na współpracę odzyskanej przez demokratów Izby Reprezentantów i kontrolowanego przez republikanów Senatu. Na konferencji prasowej w Białym Domu oskarżył również media o "nakręcanie agresji" oraz podkreślił, że nie obawia się trwającego dochodzenia w sprawie tak zwanej Russiagate.

We wtorek Amerykanie - w czasie tak zwanych midterm elections - zdecydują o składzie Izby Reprezentantów i części Senatu. Wynik wyborów przesądzi o tym, jak będą wyglądać pozostałe dwa lata kadencji Donalda Trumpa. Jeśli republikanie stracą większość, mocno skomplikuje to sytuację prezydenta.

Szanse Demokratów na odzyskanie kontroli nad Kongresem po wyborach rosną, w miarę jak spadają notowania prezydenta USA Donalda Trumpa, który oskarżany jest o to, że pogłębia napięcia i podziały polityczne, nawet we własnym obozie - pisze w czwartek amerykański dziennik "The Hill". Jak dodaje, "Demokraci przechodzą od nadziei do przekonania, że odzyskają Kongres".

Specjalny prokurator Robert Mueller, który prowadzi śledztwo w sprawie Russiagate przedstawi raport z dochodzenia dopiero po tegorocznych wyborach środka kadencji planowanych na 6 listopada - poinformowała w środę agencja Bloomberg News.