"Złodzieje, mordercy" - protesty na granicy

Protesty na ukraińskiej granicy
Protesty na ukraińskiej granicy
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Dodaj do preferowanych źródeł w Google
Nie dwie a jedna butelka wódki, zamiast kartonów papierosów dwie paczki - od 1 grudnia na polsko-ukraińskiej granicy obowiązują nowe przepisy celne. W nocy na przejściu w Medyce protestowało kilkadziesiąt osób. - Nasze dzieci nie będą miały co jeść - mówili.
"Ludzie żyją z tego, co przeniosą"

"Ludzie żyją z tego, co przeniosą"

"Złodzieje, mordercy", "my chcemy żyć" - takie okrzyki słychać było w nocy w przygranicznej Medyce. Zdaniem mieszkańców przygranicznych terenów, nowe przepisy uderzają w najbiedniejszych, bo im codzienny handel nie daje ogromnych dochodów.

"To nie decyzja celników"

- Żeby zarobić 10 złotych stoimy czasami po cztery pięć godzin - tłumaczą. Jak dodają, dla tej pracy nie ma alternatywy, bo przy granicy nie powstają nowe zakłady pracy a te istniejące są likwidowane. - Ludzie żyją z tego, co przeniosą - przyznaje jeden z protestujących.

- To nie jest nasza decyzja tylko rozporządzenie Wspólnoty Europejskiej - odpowiadając celnicy.

Zmiany, restrykcje

Według obowiązujących od 1 grudnia przepisów, bez opłat celnych na terytorium Polski będzie można wwieść juz nie 200 a tylko 40 papierosów. Restrykcje dotyczą też alkoholu. Do tej pory dozwolony był przewóz dwóch butelek wódki, teraz tylko jednej.

Zwiększa się natomiast kwota limitu na wartość przewożonych spoza Unii prezentów i pamiątki - ze 175 do 300 euro.

Kierowcy też protestują

Protestują też kierowcy TIR-ów. W poniedziałek pojawili się na przejściach granicznych w Bobrownikach, Kuźnicy Białostockiej i Koroszczynie. Przewoźnicy uważają, że rząd lekceważy problemy transportu drogowego i dlatego zamierzają zwrócić jego uwagę na swoja sprawę.

Źródło: tvn24

Czytaj także: