Na nagraniu słychać kobietę w panice. Krzyczy, płacze, nie wie co robić. Relacjonuje, że dziecko leży na łóżku, nie oddycha i ma sine usta. W tle słychać też głos mężczyzny. - Przyślijcie pogotowie. Dziecko umiera - krzyczała do słuchawki kobieta. - Spokojnie, bo nie wiem dokąd. Niech pani mi powie, bo nic nie rozumiem - odpowiada dyżurny. Po chwili okazuje się, że nie oddycha czteroletnie dziecko.
"Położyło się spać i zaczęło tracić przytomność"
- Udrożnić proszę drogi oddechowe. Odchylić głowę do tyłu i wykonać oddechy - instruuje strażak i dodaje: "spokojnie, pogotowie już jest powiadamiane". - Ile razy klatkę uciskać? - pyta już spokojniejszym głosem kobieta. - Proszę uciskać 30 razy i (zrobić) dwa wdechy - odpowiada mężczyzna.
- Niech mi pani spokojnie powie co się stało. To był wypadek? Czy dziecko upadło i przestało oddychać - dopytywał dyżurny. - Nie, miało biegunkę i wymioty - poinformowała kobieta i natychmiast dodała: "szybko, bo dziecko umiera". - Pogotowie jest już w drodze. Proszę prowadzić resuscytację - uspokaja i przypomina mężczyzna, a tle słychać, jak inna osoba odlicza uciski.
- Czekaj, on już oddycha chyba - zwraca się do tej osoby kobieta. - Spokojnie, bo nie wiem co się dzieje - mówi dyżurny, a kobieta odpowiada mu, że dziecko, gdy położyło się spać nagle zaczęło tracić przytomność, a jego usta zaczęły się robić sine.
- Dziecko leży teraz na łóżku, czy na podłodze? Musi być na czymś twardym - stwierdza strażak, a kobieta przekazuje swojemu towarzyszowi polecenia dyżurnego. - Oddycha? - upewnia się strażak. - Oddycha - potwierdza kobieta.
- Proszę pilnować, by dziecko oddychało. Odchylić głowę i pilnować oddechu - zastrzegł strażak.
Zapis z dramatycznej rozmowy/TVN24
Opanowanie i spokój
Dzięki pomocy strażaka dziecko odzyskało przytomność. Wezwana wcześniej karetka zabrała malucha do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Jego stan jest dobry.
Bohaterskim strażakiem okazał się starszy ogniomistrz Krzysztof Zahorowski. - Krzysiek jak zawsze spokojnym głosem odbiera ten telefon. Słyszy zdenerwowany, spanikowany głos kobiety, która dodzwoniła się do straży zamiast do pogotowia ratunkowego. Swoim spokojem opanowuje sytuację i po kolei tłumaczy, co trzeba zrobić. Dzięki jego opanowaniu kobieta mogła przekazać informację mężowi, który prowadził resuscytację - mówił reporterowi TVN24 rzecznik straży pożarnej w Białymstoku Paweł Ostrowski.
Jak dodaje rzecznik, bywa, że ludzie przez pomyłkę do starzy zamiast na pogotowie, ale tak poważnego przypadku jeszcze nie zna. Przyznaje, że w straży nie ma szkoleń, jak reagować w takich przypadkach, o kobieta miała szczęście, że trafiła na ogniomistrza Zahorowskiego. - Krzysiek jest na codzień spokojny. Myślę, że bardziej zdenerwowany był już później - mówi. Dodaje, że w niedzielę dzielny ogniomistrz chciał mieć trochę spokoju, ale w poniedziałek przychodzi na służbę i na pewno porozmawia z mediami. - Ale myślę, że będzie to dla niego większy stres, niż ten telefon - żartuje Ostrowski.
Ekipa i kamera poniedziałkowego "Poranka TVN24" będzie na niego czekać.
Źródło: tvn24.pl